
To już ostatni rozdział mojego opowiadania o Hao i Tamao. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że go dziś napiszę. Oprócz nawału pracy z farmakologią i fizjologią na studia, zaczęłam trochę chorować. Schudłam już ponad dziesięć kilogramów i już tylko siedzę przy komputerze, rekreacyjnie powtarzając autoregulację nerek na sobotni egzamin. Przestałam przejmować się wieloma rzeczami, a jednocześnie zrozumiałam bardzo wiele. Te studia uświadomiły mnie w tym, że na świecie każdy jest w pewnym sensie egoistą. Na początku pomaga, jest dobry, by potem wykorzystać i sprawić wielki ból. Płakałam nocami. Dużo przecierpiałam przez pewnego chłopaka, który zakazywał mi spotykania się z moim przyjacielem w trakcie naszego związku. Przekażę wam pewną bardzo ważną życiową lekcję. Z punktu widzenia fizjologicznego, ludzie to oczywiście tylko zwierzęta nastawione na utrzymanie populacji przy życiu. Gdy, teorytycznie, ktoś z was miałby depresję i czuł się źle, wtedy nagle tłum przyjaciół gdzieś w niewyjaśniony sposób znika. I to tak jak w stadzie. Słaba jednostka jest odrzucana. Czasem czuje się jak fala rzucana na morze. Jedyną osobą, która wyłamuje się z tej definicji, to Basia. Która była, jest i będzie. To jej dedykuję ostatni rozdział.
Początek rozdziału jest pisany na podstawie moich najpiękniejszych wspomnień. Niektóre słowa, czyny i sceny zostały zabrane z ostatnich wydarzeń.
***
Gdy ją ujrzał, wszystko się skończyło. Nie było ani nieba, ani piekła. Nie było też dobra, ani zła. Był tylko bezkresny świat, który właśnie przemierzał we własnym umyśle. Jedna chwila, trwająca wieczność. Stali naprzeciwko siebie. Fale złagodniały, tak, jakby złączyły się z rytmem serca Hao.
- Czuję się, jakbym nie widział cię wieczność - powiedział, nie myśląc o wypowiadanych słowach.
Zmieszał się i spojrzał w inną stronę. Chciał jej teraz powiedzieć wszystko, co od dawna dusił w sobie. Marzył, by się od tego uwolnić, odetchnąć z ulgą. Tamao obdarowała go uśmiechem, który skąpany w barwach zachodzącego słońca wyglądał dla niego o wiele piękniej niż zazwyczaj. Dobrze wiedział, że przesadnie udoskonala ją w swoich wyobrażeniach. Wiedział też, że nikt nie jest idealny. Ale ona była. Była idealna dla niego. Nigdy nie wykazywała dominacji, siły. Nie wychodziła też przed szereg, ani nie wyróżniała się na tle innych dziewczyn. Była po prostu sobą i za to tak bardzo ją kochał.
- Też się cieszę, że mogłyśmy przyjechać. Podobno jutro jest ten koncert, na który potajemnie chciałeś zabrać Yoh - powiedziała zanim zdążyła oblać się rumieńcem.
- Skąd to wiesz? - spytał zdziwiony, próbując skupić się na wypowiadanych przez nią słowach. (Bo to tak zazwyczaj jest, że facet nie słucha. Stare ludowe przysłowie brzmi "Jest ci smutno i chcesz się komuś zwierzyć? Powiedz mężowi. On i tak nie słucha.)
- Silva - odpowiedziała krótko. Hao wywrócił oczami.
- Znowu? - wycedził przez zęby. - Może jeszcze oprócz naszej lokalizacji zna mój rozmiar majtek?
- M - odpowiedziała Tamao. Gdyby tam była jakaś ściana, Hao właśnie by w nią uderzył. Wiał chłodny wiatr. Postanowił nie wnikać i zmienić temat.
- Nie jest ci zimno? - spytał, zdejmując swoją bluzę i nakładając ją na jej ramiona. Dotknął jej delikatnych, zmarźniętych dłoni, a ona lekko jedną wyrwała. Właściwie nie wiedziała dlaczego to zrobiła.
- Nie. W porządku. To ty powinieneś teraz na siebie uważać - dodała.
- Nic mi nie będzie. Rozchorujesz się jeszcze - odpowiedział krótko i złapał jej dłonie ponownie, lekko ogrzewając. Tym razem nie wyrwała się, lecz z zafascynowaniem spoglądała na jego czyny.
Rozejrzał się dookoła za jakimś barem, by mogli porozmawiać w cieplejszym miejscu i dzięki temu coś zauważył.
- Właściwie...gdzie jest mój brat i Anna? - spytał sam siebie. Tamao wzruszyła ramionami.
- Może już wrócili do domu. Chodźmy za nimi. Wiesz, jaka potrafi być Anna. Jeszcze stwierdzi, że próbuję się wywinąć od zrobienia jej siedmiodaniowej kolacji.
Tak więc poszli. Ich spacer do wynajętego domku był co chwilę wydłużany niepotrzebnymi postojami. Hao chciał pobyć z nią sam na sam i nie koniecznie być oddzielonym ścianą pomiędzy Anną i Yoh, gdy może mieć Tamao chociaż na chwlę dla siebie. Postoje obejmowały wycieczkę po parku z zabytkowymi posągami wielkich bizonów (Hao miał obrazek jednego z nich w domu pod łóżkiem), chodzeniem po plaży, zbieraniem muszelek i oczywiście zaproszeniem dziewczyny na lody.
- Jaki smak chcesz? - spytał, stojąc przy budce z lodami.
- Nie wiem...może algi - powiedziała, a Hao przełknął ślinę.
- Chcesz waniliowe - zadecydował za nią.
- Co? Czemu? - odparła ze zdziwieniem.
- Zaufaj mi. Chcesz waniliowe - powiedział Hao i zapłacił za dwa lody o smaku waniliowym, dziwnie ubranemu sprzedawcy, któremu poszerzył się asortyment w działalności. Teraz handlował już mniej podejrzanymi smakami.
- Oczywiście, dla panienki z niespodzianką! - powiedział niebieskowłosy sprzedawca i podał jej rożka.
- Ciekawe, co to za niespodzianka - powiedziała.
- Myślę, że nie chcesz tego wiedzieć i ja też niekoniecznie - powiedział Hao. Gdy Tamao "dokopała" się do końcówki loda (no wiecie, na końcu rożka zazwyczaj jest czekolada albo jakieś toffi).
- O! Biała czekolada! - ucieszyła się. - A nie...to jest...słone - dodała degustując niczym Magda Gessler. - I..tłuste.
- Wygląda mi na wielorybi tłuszcz - odpowiedział jej Hao. - Lepiej tego nie jedz.
- Ale to jest najlepsza część loda! - usłyszeli głos Silvy zza drzew. Odwrócili się szybko, ale nikogo tam nie było. Postanowili przyspieszyć drogę do mieszkania w razie profilaktyki omijania Silvy szerokim łukiem. Zdziwili się, gdy w domu nie znaleźli nikogo.
- Chyba Anna i Yoh także chcieli być sami - stwierdził Hao i usiadł na kanapie. Wchodząc do środka nie zapalił światła, przez co w pomieszczeniu panował półmrok. Jedyna poświata padająca na jego twarz pochodziła od księżyca. Hao zrobił się trochę zmęczony. Mimo wszystko, wysiłek w jego stanie jeszcze nie wychodził mu na dobre. Dziewczyna zauważyła to, więc nie nalegała na nic więcej dzisiejszego wieczoru.
- Chcesz iść spać? - spytała. Hao przytaknął.
- Najpierw muszę sobie przeczyścić ranę, bo jak tego nie zrobię, to zabije mnie Nathaniel. A jak Nathaniel mnie zabije, to Anna mnie wskrzesi, żeby Yoh mógł mnie zabić i tak w kółko...- odpowiedział, a ona roześmiała się.
Poszła po bandaże, wodę utlenioną i krem na zadrapania i zaczerwenienia( sudocrem hipoalergiczny jakby ktoś pytał).
- Dzięki, nie musiałaś - powiedział i chciał zabrać jej rzeczy z rąk, ale po jej minie i zachowaniu wyglądało na to, że Hao sam dziś nic nie zrobi.
Uśmiechnął się lekko i ulegle ułożył na kanapie. Ona zdjęła mu stary opatrunek. Delikatnie oczyszczała ranę w ciszy, po czym posmarowała ją maścią i założyła nowy opatrunek. Nachyliła się nad jego szyją i pocałowała, a on poczuł przyjemne ciepło. Spojrzał na nią. Chwilę siedzieli tak w bezruchu, patrząc na siebie.
- Dziękuję - odpowiedział cicho. Jeszcze chwilę porozmawiali, po czym postanowili pójść spać. Hao rozłożył pościel na łóżku w większym pokoju. Niedługo poźniej zjedli kolację (on oczywiście tonę jogurtu) i położyli się spać. Ona poszła do pokoju, który miała zająć Anna, a on spał w pokoju, który dzielił z bratem. Po godzinie zorientował się, że nie może zasnąć.Usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę - powiedział, a w przejściu stanęła ona, w jedwabnej piżamie do kolan. Miała ze sobą poduszkę. Nie musiał dłużej zgadywać, o co jej chodzi.
- No chodź, co się tak czaisz - odkrył kołdrę, a dziewczyna z uśmiechem wskoczyła (mu do łóżka xD ,brzmi pięknie). Przytulił ją mocno do siebie. Ona wydawała się być wystraszona.
Objął ją mocno ramionami i pocałował w czoło. Leżeli tak wiele godzin. Każda kobieta marzyłaby, żeby usłyszeć od mężczyzny wyznanie miłości, lecz ona się tego nie doczekała. Hao ważył słowa i uważał je za zbędne. Większość rzeczy przekładał w czyny,
- Wiele w życiu przecierpiałaś. Już raz byłaś zakochana i odrzucona - mówił. Ona mociej go przytuliła, przyciskając swoje słabe, chude dłonie do jego pleców, jakby miał zaraz wstać i odejść.
- Nie powinnaś tak szybko ufać ludziom, mogliby cię ponownie zranić. Na szczęście trafiłaś na odpowiednią osobę.
- Wiem...tobie ufam - odpowiedziała.
- Nigdy cię nie zostawię, obiecuję - powiedział do niej na ucho, przytulając do siebie jeszcze mocniej. Zapomnieli o koncercie, o przyjaciołach i nawet o Silvie na drzewie. Byli razem i to liczyło się najbardziej. Słowa "Nigdy cię nie zostawię", przepływały jej przez myśli już do końca. Tamtego wieczoru delikatnie wyplątała się z uścisku Hao Asakury. Wyszła na plażę i zanurzyła nogi w wodzie. Wszędzie było pełno meduz. Mimo tego, że powinno ciągnąć ją w dół, morze ją chroniło.
***
"Nigdy cię już nie zostawię" - to słowa, które ja sama kiedyś usłyszałam. Od tamtej pory dużo się zmieniło, a słowa straciły na znaczeniu. Moja historia nie mówi, by mogły się spełnić, ale mam nadzieję, że Hao nie rzuca nic na wiatr. To zostaje już w tajemnicy bohaterów. Dziękuję za przeczytanie ostatniej części.
Dziękuję za dedykację:) Wiem, jak jest Ci ciężko, ale wiem też, że dasz sobie radę. Jesteś silniejsza niż myślisz, wierz mi.
OdpowiedzUsuńRozdział... Już na samą myśl boli mnie żuchwa. xD
HaoxTamao~~~:3333333333333 Jak to dobrze móc ignorować falę hejtu i przeczytać rozdział o tym wspaniałym paringu <3 Uwielbiam Twoje romantyczne momenty. Ja nie umiem ich pisać, wychodzą mi prawie tak żałośnie jak opisy walki. Mój romantyzm kończy się na romansie Yoh i mandarynek, wszystko o wyższym poziomie emocjonalnym... ech...
Majtki w rozmiarze M... xDDDDD Bosh, moja żuchwa... xD Aż dziwię się, że Tamao nie podała jeszcze kroju, bo Silva na pewno go zna. On wie nawet, w jaki sposób Hao składa swoje majtki i jak je układa w szafce. Nie zdziwiłabym się, gdyby potajemnie mu podkładał jakieś seksowne stringi w panterkę czy coś. Mrhau.
Obrazek bizona pod łóżkiem... Okeeej, nie wnikam, Hao. xD Zawsze mógł to być cały bizon, więc samym obrazkiem jeszcze nie ma się co przejmować.
Czyżby interes Horoho... pana z Kazachstania się rozrastał? Nowe smaki lodów, normalnie szok! Musi zbijać kokosy. Które pewnie wydaje na wielorybi tłuszcz... W końcu rzeczy z wielorybów są drogie. Nie muszę chyba wspominać o Verticolli.
Biała czekolada... To musiało być mocne rozczarowanie. xD
Nie wiem dlaczego, ale stanął mi przed oczami obraz Silvy wylizującego tłuszcz z wafelków po lodach... To był zły obraz...
Zmiana opatrunku była taka rozkoszna :333 Hao chyba nie mógł życzyć sobie lepszej pielęgniarki :3 I do tego przyciemniony pokój i w ogóle... Tak romantycznie :3
Końcówka była piękna. Takiego związku życzyłabym tym bohaterom, żeby nigdy nie stracił tego ciepła, wzajemnej czułości i miłości. Tak wielkiej, że można zapomnieć nawet o Silvie na drzewie.
Cieszę się, że napisałaś ten rozdział:) Ta historia zasługiwała na takie zakończenie. Naprawdę świetnie Ci wychodzi pisanie romantycznych oneshotów:) Choć nie powiem, na dramato-romanso-horror też czekam z niecierpliwością.
Pozdrawiam:)
A na urodziny dostaniesz majtki w rozmiarze M.
Okay... Całego bloga oprócz tego jednego postu przeczytałam wczoraj. I nie mam pojęcia co powiedzieć, serio. Dałaś mi wiele do myślenia. Jakoś nigdy nie zauważałam pozytywnego wpływu anime na moje życie. Oglądałam, bo lubiłam. Dzięki tobie zaczęłam dostrzegać to, czego wcześniej nie widziałam.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, nie jestem w stanie skomentować całego bloga. Brakuje mi właściwych słów, aby to zrobić, więc zostawię komentarz tak, jak jest.
Pozdrawiam.
~ Halley S.