Pierwszy one shot na którego podstawie powstało to opowiadanie znajduje się tutaj:
Cz. 1- „Morze, plaża i gadający
bagażnik”
-
Witajcie. Na imię mi Salen i wygląda na to, że będę narratorem
tej opowieści. Nie została ona stworzona z myślą o idealnie
wyważonych zdaniach oraz nienagannej składni. Chcę jedynie
opowiedzieć wam, co kiedyś usłyszałem w podróży z dawnym
przyjacielem. To historia o pewnej nietypowej rodzinie, która, po
tym incydence, nigdy więcej nie zdecydowała sie na wspólne
wakacje. Tak więc mamy opowieść i czas ją zacząć. Ehh...
Dlaczego nie wychyliłem jednego kieliszka więcej, by o tym zapomnieć?
Może wtedy udałoby mi się wymazać z pamięci rówineż szczegóły usłyszane w barze od dziwnego, niebieskowłosego
przybysza. Handlowal tłuszczem...
***
Nasza
historia miała swój początek pewnego majowego poranka, w którym
bracia, a raczej cała rodzinka Asakurów postanowiła wybrać się
na wspólne wakacje. Odkąd Hao przeszedł na dobrą stronę, minęły cztery lata.
Keiko Asakura - kobieta która wychowała trzech mężczyzn w domu
trzymając ich krótko (Hao, Yoh i oczywiście Mikihisę)stwierdziła, że spędzają stanowczo za mało czasu w rodzinnym gronie. Dlatego też dwa tygodnie
wcześniej rozpoczęła się pełna krzyków i wrzasków debata...
-
No dobrze, więc gdzie chcecie pojechać? - spytał Mikihisa stojąc
przy wielkiej tablicy korkowej, ktorą podtrzymywał Horo-horo.
-
W góry! - krzyknął Yoh. Hao nie odzywał się. Myślał.
-
Nie nie, stanowczo nie. Pamiętasz co się stało rok temu? Skręciłeś
sobie kostkę syneczku, a Silva próbował cię reanimować -
odpowiedziała Keiko przytulając do siebie niezbyt zadowolonego
syna. Yoh wyrwał się z morderczego uścisku i spiorunował
ją wzrokiem. Ona nic nie rozumiała! Hao nadal nie zwracał na nic
uwagi i intensywnie myślał...
-
Ale mamo, to niesprawiedliwe! Gralem wtedy z Hao w "Uciekaj albo
zostań spalonym!" To nie moja wina, że nie zauważyłem wielkiej dziury przede mną! Ratowałem życie! - tłumaczył się Yoh, lecz
Keiko nie chciala go słuchać. Hao nadal myślał i nie udzielał
się.
-
A może pojedziecie do Grecji? To przepiękny kraj pełen tradycji i
duchów, moglibyście się wiele nauczyć z ksiąg i bibliotek doskonalących wasze umiejętności szamańskie poprzez długą i
wyczerpującą naukę - poradził Yomei, który przyleciał do salonu
na wielkim obłoczku(dostępne w ikei). Wszyscy spojrzeli na niego wzrokiem pt. "No chyba nie.." Hao zaś nadal...Boże ile on myśli! - dodał
narrator, lekko poirytowany słabą wydajnością lewej półkuli mózgu szamana.
-
Wietnam! - krzyknął Mikihisa.
-
Rzym! - przekrzyczała go Keiko.
-
Niemcy! - darł się Yoh.
-
Kotlina Kongo!
-
Mur chiński!
-
Dom babci Gertrudy!
-
Nie!
-
Tak!
-
Nie!
-
Tak!
-
Księżyc! - nagle odezwał się Hao i zapadła długa cisza.
-
Koteczku, obawiam się, że to jest fizycznie niewykonalne -
odpowiedziała synkowi Keiko, niszcząc jego marzenia. Hao rozpłakał
się i pobiegł do swojego pokoju.
-
No świetnie, reakcja taka sama gdy powiedzieliśmy Yoh, że święty
mikołaj nie przynosi mandarynek - odezwał się Mikihisa, a Keiko
nagle zbladła. Wypowiedział tabu, o którym się w tym domu nie
rozmawiało. Yoh zerwał się z płaczem towarzysząc bratu w niedoli.
.
-
No to mamy po wakacjach - skwitowała Keiko, uderzając głową w
stół.
***
Niecałe
dwa dni później Keiko postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i
pokazać, kto w tym domu ma ja..jasne spojrzenie na sprawę. Było
już za późno, by rezerwować bilety na wycieczkę w góry, a tym
bardziej karnet dla całej rodziny na lot w kosmos. Postanowiła
więc, że wszyscy będą zadowoleni z rodzinnego wyjazdu nad zwykłe, japońskie morze. Jedynie Hao trochę protestował oraz płakał w
poduszkę, nie mogąc pogodzić się z obrotem spraw. Musiał schować
swój strój kosmonauty z powrotem pod łóżko razem z innymi
rzeczami, które nie mogły zostać znalezione pod jego nieobecność.
Skarby Hao może dotykać tylko i wyłącznie sam Hao. Dlatego też
stary jogurt, kostium baletowy, wosk z ucha ogra i oczywiście
zdjęcie wielkiego bizona w ramce musiało być dobrze ukryte przed
babcią i dziadkiem, którzy na pewno spróbują posprzątać i
wyrzucić te
"śmieci"(jak to określali) pod jego nieobecność.
"śmieci"(jak to określali) pod jego nieobecność.
Gdy
cała czórka już się spakowała (w sumie piątka, bo Horo jest w
bagażniku, ale na razie nikt o tym nie wie), a nie trwało to wcale
tak krótko, wsiedli do samochodu i odjechali. Hao nudził się. Yoh
zaś jak zwykle w podróży, odłączył się od świata słuchając
Boba. Jego bliźniak niestety nie miał zbyt twórczego zajecja,
toteż postanowił uprzykrzyć życie bratu.
-
Aua, to boli! - krzyknął Yoh, gdy Hao rzucił mu ognistą iskierkę
na ramię. Zignorował go, jednak gdy kolejne trzy iskierki celowały prosto
na jego nos, zdjął słuchawki. Ta zniewaga krwi wymaga!
-
A masz! - Yoh rzucił się na Hao, próbując mu zrobić na głowie
jesień średniowiecza.
-
Oddawaj, to moje - krzyczał znow, gdy bliźniak ukradł mu
słuchawki, wciąż bawiąć się wyśmienicie. Cała walka skończyła
się stłuczoną szybą w samochodzie, co poskutkowało szlabanem do
końca podroży. Za karę Mikihisa puścił im Radio Maryja. W ciszy słuchali przepisów kulinarnych siostry Anastazji. Oczywiście rodzice nie krzyczeli za
stłuczoną szybę...powiedzmy, że byli już przyzwyczajeni.
***
Na
miejsce dotarli kilkanaście godzin później. Na dworze było
jeszcze jasno, lecz nikt nie miał na tyle siły po podróży, by
cokolwiek robić. Hao rzucił się na łóżko i spał w takiej
pozycji do samego rana. Był tak zmęczony, że nie zorientował
się iż pomylił pokoje i właśnie leżał w łóżku z facetem
spod dziesiątki, który miał seksowne, owłosione plecy i 300 kg
nadwagi. Rodzice kazali Yoh obudzić brata, lecz ten zrobił mu tylko
kilka pamiątkowych zdjęć z grubasem i poszedł do siebie. Rodzicom powiedział, że Hao już się zbiera.
Nazajutrz cała rodzina udała
się na plażę. Hao chwilę dąsał się na Yoh za wczoraj, lecz szybko mu
przeszło.
-
Chłopcy, co wkładaliście do bagażnika? Mógłbym przysiąc, że
rano słyszałem z niego dziwne dźwięki.
-
Tylko mandarynki, ubrania i paralizator - odpowiedział Yoh.
-
Po co ci paralizator? - zainteresował się Hao, nie czekając na
odpowiedź ojca.
-
Był w promocji - odparł Yoh.
-
Znowu?! - Mikihisa jęknął.
Yoh od jakiegoś czasu upodobał sobie
wyszukiwanie różnych niezbędnych, przecenionych w jakimś stopniu
rzeczy (które są potrzebne do życia).
- Synu, nie wszystko co
jest na promocji w sklepie jest potrzebne w domu. Ile razy można to
powtarzać? - mówił, ale Yoh nie słuchał. Dźwięki z bagażnika
wydawały się coraz intensywniejsze (bo przyjechali samochodem na plażę).
Nagle
usłyszeli trzask i coś niebieskiego wyleciało z tyłu samochodu,a
podejrzane warknięcia ustały.
Yoh
poczuł się winny i w próbie udobruchania ojca za swoje zachowanie
podsunął mu kilka ulotek.
-
Jędrne i gładkie pośladki bez celulitu w kilka tygodni? -
przeczytał jedną Mikihisa i spojrzał krzywo na syna. Może takie
coś przydałoby się Marco, a nie jemu. W końcu nosił dość
ciasny i obcisły strój obojowy. Gdyby celulit się odznaczal,
straciłby autorytet wśród X-laws.
- Rejs statkiem dla dzieci od
czterech do ośmiu lat - czytał dalej.
- Spotkanie nastoletnich
Asakurocholików prowadzone przez Spokoyoh, Koncert Boba, Surfing na
plaży....hmm, dwudniowy wypoczynek na pobliskiej wyspie w ośrodku
wypoczynkowym z wieczorkiem poetyckim pt."Wsadzę ci moje wiersze"? Brzmi ciekawie. Moglibyśmy tam pojechać, ale...-
Mikihisa posmutniał. Nie brał Hao do onsenu, odkąd woda wydała mu
się za zimna i delikatnie mówiąc "podgrzał" ją, co w
rezultacie dało tuzin poparzonych tyłków i wiele odszkodowań. Nie
mógł zabrć samego Yoh, bo Hao by się obraził i na odwrót.
-
Jedzcie sami z mamą - zaproponował Hao. - Ja tu zostanę z nim na
plaży i dopilnuję, żeby nie kupił nic z promocji - obiecał
patrząc na Keiko. Ona zaś spoglądała na niego nieufnie. Bliźniacy
+ brak opieki = zagłada świata. Kobieta zabłądziła
własnie myślami do wynajęcia opiekunki (zgłosiłby się Marco w
stroju bojowym i niańczyłby braci).
-
Hao ma rację. Powinniście od nas odpocząć. Damy sobie radę
- odezwał się Yoh i przytulił Keiko. Matka złapała starszego
syna za włosy i przyciągnęła do siebie.
-
Jesteście obaj najkochańszymi synkami na świecie - powiedziała i
już chciała ich wycałować, gdy Powstrzymał ją Mikihisa.
-
Z ulotki wynika, że prom na wyspę odpływa za pół godziny. Następny jest dopiero późno w nocy. Powinniśmy się pospieszyć
kochanie - popędził ją, a ona przestała tarmosić Yoh i Hao za
policzki. Asakurowie odetchnęli z ulgą. Jeszcze sto razy
powiedziała im o dobrym odżywianiu i by na siebie uważali, po czym niechętnie poszła za Mikihisą.
-
Zakład, że zadzwoni za dziesięć minut spytać, co robimy? -
zakpił Hao.
-
Za pięć - odpowiedział mu Yoh i uśmiechnął się szeroko.
Dłużej
z nią mieszkał i znał matkę na wylot.
Keiko
rzeczywiście zadzwoniła po pięciu, lecz Asakurowie powiedzieli jej
ze idą popływać i nie ma im przeszkadzać.
Yoh
wskoczył do wody na bombę. Akurat na plaży był również Faust i Eliza, więc miał niespodziewane towarzystwo. Hao zaś jęczał pół
godziny, że woda jest dla niego za zimna i za nic w życiu do niej
nie wejdzie. Wolał wygrzewać się na słonku. Niestety, gdy tylko
położył się na ręczniku odkrył, iż nigdzie nie ma olejku do
opalania. Zaczął żałować, że ten nie był nigdzie na
promocji, brat na pewno by go kupił. Postanowił więc wstać i
rozejrzeć się po okolicy. Na plaży było pełno ludzi. Z daleka
widział brata próbującego nauczyć mandarynkę pływać. Chyba miał
zajęcie na kilkanaście godzin, wiec Hao się nie martwił.
-
No nurkuj! Nie bądź nieśmiała. Poturlam cię i jeszcze się
nauczysz, zobacz jak ja to robię - powiedział Yoh i zanurkował.
W
przerwach nauki mandarynki znalazł kraba i zrobiło mu się go
szkoda, że tak sam pływa na płyciźnie. Wziął go w ręce i
wypuścił na wolność prosto na brzuch jakiegoś wielkiego faceta.
Hao nie przeszkodził mu, brat sam się prosił o kłopoty i nie miał
zamiaru go od tego zniechęcać. Przynajmniej działo się coś ciekawego. Nie dał rady powstrzymać się od śmiechu, gdy ten
mężczyzna zerwał się z przerażenia i uciekł do wody, krzycząc
coś o głupich dzieciakach.
Obok
rozpościerał się długi rząd leżaków i kilka stoisk z
jedzeniem. Najciekawsza nazywała się "Regionalne polskie
jedzenie" a na jej plakacie był wielki, smaczny kebab.
-
Dobry kebab zapiecze dwa razy - powiedział Hao sam do siebie. Do
końca nie wiedział skąd pamięta te słowa. Szedł dalej.
Postanowił usiąść na chwilę na piasku i odpocząć od brata, gdy
nagle obok niego pojawił się dziwny człowiek. Chłopak z blizną
na twarzy wyraźnie i intensywnie czegoś szukał. Zaglądał ludziom
pod koce (z których nie mógł się potem wyplątać i przyjechała
karetka) oraz ręczniki. Podszedł do Hao.
-
Cześć, szukam mojego honoru. Widziałeś go może? - spytał
chłopak. Hao wzruszył ramionami.
-
Niestety nie. Odezwę się jakbym coś zauważył - odpowiedział
szaman.
-
Dzięki stary - Chłopak z blizną chwilę jeszcze poszukał obok Hao
i odszedł.
Młody
szaman czuł coraz większe pragnienie. Postanowił się ochłodzić
i kupił wodę. Był tam także automat z jogurtem i narysowanym
królem duchów, ale Hao wolał nie ryzykować. (bo co gdyby nie
było tam jego ulubionego składnika, E17 i E23?).
-
Czemu nigdzie nie można kupić lodów - narzekał szaman pijąc
swoją wodę.
-
Można...otwórz umysł. Otwórz go na nowe możliwości....Jesteś
szamanem. Słuchaj....słuchaj...- w jego głowie pojawił się głos.
I nagle coś się stało! Hao zamknął oczy i zaczął słuchać. Z
oddali usłyszał głośny dźwięk przenośnej zamrażarki do lodów.
Muszą być gdzieś blisko! - pomyślał. Udał się za dźwiękiem.
Gdy
ujrzał niebieskowłosego sprzedawcę, podszedł bliżej.
-
Horo-horo? Co ty tutaj robisz? - spytał Hao widząc go z bliska. Horo
szybkim ruchem przykleił sobie wąsy i założył kapelusz.
-
Ja wcale nie wcisnąłem się do waszego bagażnika i nie
przejechałem za free całej drogi - powiedział.
-
Po ci ci te sztuczne wąsy? Przecież wiem że to ty...- Hao nie dał
się nabrać.
-
Ee...ja nie wiedzieć o jaki Horo-horo pan mówić. Ja być z
Kazachstania, piękna różowa kraja pełna wesołych obozów praca.
My dużo praca. Dlatego ja przyjechać sprzedawać nasza tajna
receptura lody do Japonia. Baaardzo smaczna - powiedział Horo na co
Hao tylko westchnął.
-
Jakie smaki lodów polecasz? - spytał Asakura.
-
Alg morskich - odpowiedział.
-
Aha, a jakieś jeszcze? - dopytywał Hao.
-
Alg morskich - powtórzył zamaskowany sprzedawca który wcale nie
był Horo horo (no skądże znowu...)
-
No tak, zrozumiałem. A jakieś inne smaki? - Hao tracił
cierpliwość. Gdyby dookoła było jakieś inne stoisko... (Ale
Ginny wszystkie zniszczyła specjalnie xD).
-
Algi morskie, dobra loda dobra smaka dobra jakościa - reklamował sprzedawca (no niech mu będzie,że złapał się na to przebranie).
-
A macie coś do picia? Jakieś shake'i albo coś orzeźwiającego? -
spytał Hao majac nadzieję, że nie będzie musiał jeść algowych
lodów.
-
Pyszny sok cebulowo bananowy! Świeżo wyciskany! - sprzedawca ożywił
się a Hao...wręcz przeciwnie.
-
To ja poproszę dwie gałki lodów algowych! - Wyciągnął pieniądze
i wręcz wcisnął je mężczyźnie.
-
Dobry wybór! Mamy dużo lodów algowych! - Sprzedawca nałożył mu
kopiaste trzy gałki.
-
No nie gadaj..Nie zauważyłbym - Hao wywrócił oczami i wziąwszy
loda skosztował trochę.
Okazał się całkiem smaczny i
orzeźwiający, ale po chwili zakręciło go w nosie i kichnął,
paląc całe stoisko na proch. Wąsy sklepikarza także uległy
samozapłonowi.
- Sorki, rodzice ci odkupią - powiedział szaman i odszedł ze swoim
lodem na rozgrzaną skałę.
Gdy
kończył trzecią gałkę, poczuł jak coś piecze go w gardle.
Zignorował ból i postanowił jeść trochę wolniej, winę zwalając
na swój pośpiech. Z dali zobaczył Marco. Ile szamanów było dziś
na tej plaży?! Asakura musiał do niego podejść,bo nie przepuściłby
takiej okazji.
-
Witaj Marco, seksowne wdzianko. Gdzie można takie kupić? Moja
dziewczyna miała coś podobnego - powiedział uszczypliwie i z
wrednym uśmieszkiem okrążył mężczyznę.
-
To jest elitarny strój bojowy! - Marco wściekł się i zaczerwienił
jak piwonia ze wściekłości.
-
Uuu a co za spodenki. Nie jest ci za ciepło w lateksie na plaży? -
ciągnął dalej Hao.
-
Asakura, zaraz będziesz martwy! Nie można zadzierać z siłą jaką
ma Jeannie! Jesteś głupcem! - Marco puszył się dalej, a Hao
roześmiał.
-
Dasz mi namiary na osobę,która ci to uszyła? Świetny bojowy
strój, zakrywa wszystko i na pewno nie oberwiesz, idealny wręcz! -
drwił.
-
Może i nie jest do końca praktyczny - przyznał Marco. - Ale ja
przynajmniej nie chodzę po plaży z szyją całą w pryszczach!
Kiedy ty się ostatnio myłeś? Foryyoku uderzyło ci do głowy i
zapomniałeś, co to prysznic?
"Co?
Jak to?" - pomyślał Hao. Dotknął swojej szyi i wyczuł
nieregularne wzniesienia i guzki małych
rozmiarów pokrywające
gardło oraz tył szyi. Zostawił Marco wcześniej uderzając go ramieniem tak, że się przewrócił na tego samego grubego faceta i poszedł do wody.
Zanużył się aż po same kolana (Yoh by dostał zawału gdyby to
widział. Yoh zaś w
dzieciństwie lubił się kąpać. Jak każde dziecko obojętnie od
temperatury wody zawsze była na tyle dobra by pływać i się bawić.
Gdy rodzice mówili "idziemy już synek", wtedy temperatura
wody momentalnie wzrastała i stawała się coraz lepsza do
pływania.
Asakura
stanął w miejscu mniej uczęszczanym przez dzieci i starał się
przejrzeć w tafli wody. Jego szyja była coraz bardziej napuchnięta
i obolała. Gdy ucisnął lekko jedną krostkę, poczuł lekkie
pieczenie. Postanowił opłukać się zimną wodą, bo może się po
prostu spalił albo miał alergię na słońce. Ale na samej
szyi? To wydawało mu się podejrzane. Opłukiwał się chwilę gdy
spostrzegł, że ból zaczął się nasilać. Trochę spanikował i
zamiast oblewania się wodą, wszedł do niej cały.
-
Hao! Nie uwierzysz! Nauczyłem mandarynkę aportować! Hao -
krzyczał Yoh, który również kąpał się gdzieś blisko i po
prostu zauważył brata.
- Nie wierzę, ty wszedłeś do wody! Super!
Ponurkujmy razem ,kto dłużej wytrzyma dostanie mandarynkę (tą
która przepływała kilka godzin słonej wodzie,mniam).
Hao
chciał odpowiedzieć bratu ale gdy tylko otworzył usta zorientował
się, że nie może. Gardło napuchło bardzo mocno i teraz
długowłosy szaman odczuwał duszności. Złapał się za nie i gdy
tylko Yoh do niego przypłynął, łzy poleciały mu z oczu z bólu.
-
Boże....- Yoh podpłynął i dotknął szyi brata. - Coś ty sobie
zrobił. Wyglądasz jakby cie użądliło stado os...Hao? - Ale Hao
nke mogł ńic odpowiedzieć.
Gdy prawie zwinął się z bólu. Yoh
zaczął wołać o pomoc. Ratownicy zauważyli, ich ale nikt się nie
topił wiec tylko jeden pospieszył im z pomocą. Yoh złapał brata i
pomógł mu razem z ratownikiem dostać się na brzeg.
Hao
zaczął się dusić, a blond włosy ratownik przerzucił go na plecy
i ułożył na piasku. Podbiegła do niego jakaś dziewczyna, która także pracowała na plaży.
-
Trzeba dzwonić do szpitala?
-
Nie trzeba, damy radę. Chłopak ma alergię. Podaj mi szybko zestaw
do tracheotomii - powiedział. Yoh nic nie rozumiał.
-
Jak to...zaczekajcie chwilę! Co z moim bratem ? Jak to alergię?
Skąd to wiesz? - Yoh zadał masę pytań na raz, ale został
zignorowany. Serce waliło mu jak szalone i widząc brata w takim
stanie nie wiedział, co ma robić. Czuł się bezradny i to
denerwowało go najbardziej.
Blondyn
naciął skórę Hao na szyi w pozycji pionowej obok chrząstki
pierścieniowej krtani.(xD)
Yoh
syknął i już chciał go powstrzymać, lecz kobieta odsunęła go na
bok by nie przeszkadzał. Młodszy bliźniak słyszał jak Hao
nieudolnie próbuje krzyknąć z bólu, ale nie wyrywał się. Gdy
tylko ratownik, włożył mu w krwawiącą ranę rurkę w szyję, Hao
nabrał łapczywie powietrza oddychając mocno i z ulgą.
-
Panujemy nad sytuacją, proszę się uspokoić.
Nathaniel, potrzebujesz jeszcze czegoś?- mówiła jednocześnie do Yoh
i mężczyzny, który przestał być już bezimienny.
-
Tak,przynieś mi z torby moje leki na alergię. Podam mu, to
szybko przejdzie - rozkazał kobiecie, a ta pobiegła do ich bazy.
Jesteś jego bratem? - spytał.
Yoh stał jak słup soli i nie był w stanie nic z siebie wydusić.
-
Nie gryzę. Podejdź tu proszę. Spokojnie, twojemu bratu nic nie
będzie - powiedział kojącym głosem. Cały czas trzymał Hao za
rękę.
-
Jesteś ratownikiem? Jemu potrzebna opieka lekarza...trzeba go zabrać
do szpitala...po co mu coś wbiłeś w szyję... - Yoh panikował.
-
Jestem lekarzem i nazywam się Nathaniel Lovegood. Twój brat ma
silną reakcję alergiczną na algi morskie, zaraz podamy mu leki i
po dwóch dniach powinien czuć się dobrze. Rurkę włożyłem po
to, by umożliwić mu oddychanie. Za chwilkę podam leki znieczulające
i wszystko będzie dobrze, spokojnie. Nie martw się - dodał. Kazał
Yoh usiąść bo widział, że ledwo stoi na nogach. W tym czasie
oczyszczał ranę którą zrobił i zabezpieczył bandażami oraz gazą.
Po przyklejeniu takiego opatrunku jakiego nikt nie byłby w stanie
zerwać przyszła dziewczyna i wbiła mu w rękę igłę
przytwierdzając wspaniały (bolący i znienawidzony przeze mnie)
wenflon. Podała mu lek przechwbólowy oraz tabletki na alergię. Yoh zobaczył lekką ulgę na
twarzy Hao.
-
Skąd pan wiedział, że brat ma alergię bez żadnych badan? - spytał
w końcu Yoh. Nie wierzył mu.
-
Bo sam jestem alergikiem i także cierpię na to samo. Mam przy sobie
własne leki, dlatego twój brat nie musi jechać do szpitala. Podane
jednorazowo pomogą mu od razu. Byle by już potem nie jadł alg!
-
Oczywiście! Przypilnuję go - odparł Yoh.
-
Gdzie wasi rodzice? Muszę ich powiadomić.
-
Co...nie...proszę - Yoh nagle zrozumiał, że Keiko, gdy zobaczy Hao
w takim stanie, dostanie zawału i ją też będzie trzeba reanimować.
-
Oni są na wyspie, mają urlop. Proszę, niech pan do nich nie dzwoni,
wracają jutro i mama zemdleje jak się dowie! - Yoh
zapomniał o strachu i błagał Nathaniela o wyrozumiałość.
-
W sumie to nic poważnego... - Nathaniel zastanawiał się. To było
wbrew zasadom, ale Yoh i jego brat byli inni, a on to wiedział. Nie zdradził jednak młodszemu bratu tej informacji.
-
Zaopiekuję się nim. Ma pan moje słowo! Nie odejdę od Hao choćby
na krok! - zadeklarował, a Nathaniel zaśmiał się.
-
Musisz bardzo kochać brata i rodziców - stwierdził wstrzykując
Hao jeszcze jedną dawkę leku na alergię.
Yoh
uśmiechnął się mimowolnie.
-
Nie wiem co zrobiłbym bez brata - przyznał.
Nathaniel zebrał
wszystkie rzeczy, ale nadal go słuchał.
-
No już, wstawaj - powiedział do Hao i pomógł mu się podnieść.
Pozwolił Asakurze się na sobie oprzeć.
-
Gdzie mieszkacie? Podprowadzę was do domu, skoro masz się opiekować
bratem sam...- Nadal nie był do końca pewny tego pomysłu, ale miał
dużo pracy na plaży i co chwile zdarzał się ktoś z alergią. Nie
mogli przecież wzywać karetki za każdym razem, gdy jakiś
plażowicz zje za dużo orzeszków arachidowych. Hao ledwo szedł i
jego nogi miękły z każdym kolejnym krokiem. Gardło było
znieczulone, jednak czuł w nim coś i było mu niedobrze.
Oprócz zawrotów głowy miał wrażenie, że widzi przed sobą dwóch
Yoh. Jeden to już stanowczo za dużo...
Nathaniel
szedł nadal zdecydowanym krokiem, trzymając Hao mocno. Nie
wypuściłby go z rąk nawet gdyby musiał się przejść po
rozgrzanym węglu. Gdy dotarli do domku, który nie był wcale daleko,
Yoh pospiesznie otworzył drzwi roztrzęsionymi rękoma.
-
Spokojnie, nic mu nie będzie. Wiem, że się martwisz ale nie ma się
co denerwować - powiedział lekarz do Yoh i znowu uśmiechnął się.
To właściwie nic nie pomogło Asakurze. Mężczyzna wprowadził Hao
do pomieszczenia i rozejrzał się za łóżkiem. Położył go na
pierwszym lepszym jakie zauważył - czyli dwuosobowe małżeńskie
łoże które zamówił Mikihisa. Delikatnie ułożył jego głowę na
poduszce tak, jakby zaraz miał się rozlecieć i co chwile uspokajał
to jednego, to drugiego brata.
-
Przyjdę go zbadać jeszcze wieczorem, jak będę kończył dyżur na
plaży - oznajmił, a Yoh szybko przytaknął (jeśli pan chce,mogę
mu mierzyć temperaturę co dziesięć sekund, nie zaszkodzi!).
-
Dobrze, tak..Tak właśnie - Yoh nie wiedział co mówić. Spoglądał na brata z zabandażowaną szyją i
robiło mu się słabo.
-
Usiądź obok, dobrze? Pokażę ci jak masz się nim zająć -
Nathaniel próbował odciągnąć jednego z Asakurów od problemu.
Leczył dwóch na raz, jednego z traumy,drugiego z alergii. Nie
wiedział co gorsze.
-
Podłączę mu kroplówkę z lekiem. Zobacz - powiedział wkładając
jeden kabelek i odkręcając korek w wenflonie.
- Jak się cała
skończy, włożysz drugą i następnie trzecią. Gdy ta trzecia się
skończy, a ja jeszcze nie wrócę, zdejmiesz mu to całe z ręki,
dobrze? Pokażę ci oczywiście,w jaki sposób - mówił spokojnie. Yoh słuchał i
uspokajał się. Od medycznej gadki i odciągania go od słabego
brata było mu trochę lepiej. Nathaniel jeszcze dokładnie opisał i
pokazał mu jak wyjąć Hao wszystkie rurki z ręki i opatrzyć. Po
godzinie słuchania Yoh zrozumiał wszystko i lekarz sądził, że
może go tak zostawić. Zmierzwił mu jeszcze włosy i wyszedł,
obiecując pięć razuy ze wróci. Yoh rozpisał sobie wszystko co ma
zrobić. Dla Hao Nathaniel zostawił również własne tabletki.
Gdy
lekarz wyszedł ,Yoh wybuchnął płaczem
-
Przepraszam! To była moja wina! To wszystko moja wina! - krzyczał i
histeryzował. mina Hao wyrażała zaś szczere i ogromne
zdziwienie. Złapał ręką Yoh, by się uspokoił i wskazał na stół.
Długo do zajęło, zanim Yoh pojął, że brat prosi o kartkę i
długopis. Na początku myślał i zgadywał jak w kalamburach, że
Hao chce, by małpa wyskoczyła przez okno i zrobiła trzy salta
w płonącym okręgu.
Gdy
już dostał kartkę, napisał bardzo koślawo (bo nie łatwo jest
pisać na leżąco, mając w ręku bolące rurki...)
"Uspokój
się palancie" - To jedno zdanie mówiło samo za siebie i było
wielkie na pół kartki.
Yoh
przeczytał z miną mordu w oczach. Hao zaś uśmiechnął się tylko
wrednie. Yoh postanowił zignorować zachowania brata i zająć się nim wbrew jego woli. Było za ciepło
na kołdrę, ale wziął koc z przedpokoju i przykrył nim Hao do
połowy. Nie chciał,by brat się przeziębił.
-
Spróbuj się przespać... Przepraszam za moje zachowanie... Wiem, że
nie możesz mówić, ale tak się martwię że nie wiem sam o czym
gadam - Yoh znowu wpadał w histerie.
Hao
wziął kartkę ponownie i napisał "Jak się nie uspokoisz, to
cię przypalę. Nie zrzucaj winy na siebie. Kupiłem lody o smaku
alg. Nie wiedziałem że jestem uczulony. Przepraszam cię za
zmartwienie" - pisał to dobre piętnaście minut. To go dobiło.
-
Rozumiem - powiedział Yoh ściskając kartkę w dłoni. Przykrył
brata mocniej tak...na wszelki wypadek gdyby było mu za zimno (a na dworze jest 35 stopni w cieniu).
-
Odpocznij, będę cicho jak mandarynka - dodał. (bo mandarynki są
ciche, zazwyczaj nic nie mówią...)
Wyszedł
z pokoju i na wszelki wypadek przestudiował listę leków i kroków
które napisał mu lekarz.
chciał
ugotować coś bratu, jednak to skończyłoby się katastrofą i wojną
nuklearną wiec sprawdził, co jest w lodówce. Keiko zostawiła im
jakieś jogurty - dobrze! Na napuchnięte gardło dobre jest to, czego
nie trzeba gryźć i można to dosłownie wypić.
-
Zrobię ci jeszcze herbatę...kilka...pomogą na ból...takie z
miodem...no i...o! Mama zostawiła zupę, też fajnie. Powybieram
marchew, jest za twarda - myślał głośno. I tak Yoh, jak
kopciuszek albo ptasia mama wybierał z zupy za twarde bądź niezbyt
łatwe do przełknięcia kawałki, aż został z niej sam krem. Zajęło
mu to tak dużo czasu, że prawie zapomniał o zmianie kroplówki. Po
cichu zakradł się do pokoju brata. Hao miał zamknięte oczy, trochę
napuchnięte. Yoh usiadł i delikatnie, krok po kroku zaczął
zdejmować i podłączać nową kroplówkę. Współczuł bratu i
najchętniej by się z nim zamienił, żeby Hao czuł się tylko
lepiej. Nie zorientował się, że brat już nie śpi. Otworzył oczy i
Yoh widział teraz, dlaczego są zaczerwienione. Hao musiał płakać.
-
Nie spałeś? Co się stało? Boli cię bardzo? - Yoh siedział
blisko niego. Hao wskazał palcem na szyję. Odpuchła znacznie, ale
leki przeciwbólowe przestawały działać.
-
Boli...? - spytał. Hao przytaknął głową twierdząco. Yoh
posmutniał.
-
Bardzo? Napisz mi - wcisnął mu kartkę w dłonie.
"Nie
tak bardzo, ale nie chcę leżeć sam. Nie zasnę..." - Yoh
odczytał lekarsko-runiczne pismo brata.
-
Położę się z tobą, pod jednym warunkiem. Obiecaj, że
odpoczniesz i się prześpisz -
Hao
znów pokiwał głową. Zasłonił okna w pokoju mimo tego, że było ledwo po
dwunastej w południe. Wziął sobie również koc i płożył się
blisko brata, przytulając go bardzo,ale to bardzo ostrożnie.
-
Dobranoc. Będę czekał aż zaśniesz. Nigdzie się nie wybieram -
zapewnił go. Hao zamknął oczy i po chwili odpłynął.
***
Gdy
Yoh się obudził, zorientował się, że nie ma przy nim brata. Jak
on mógł zasnąć w takiej chwili!
-
Hao! Hao! - zaczął krzyczeć. Nerwowo spojrzał na zegarek. Znając
siebie, spał ze czternaście godzin. Z ulgą stwierdził, że minęły
zaledwie cztery godziny.
"
Jestem w łazience" - usłyszał w swojej głowie. Zerwał się
i wybiegł z pokoju prosto do łazienki (Tak jak Amidamaru gdy Yoh był
za potrzebą i wszyscy zwalili mu się do toalety xd)
Hao
na szczęście tylko mył ręce. Wszystkie kroplówki leżały na
stoliku i najwidoczniej sam sobie je zmienił. Yoh westchnął.
-
Jestem beznadziejną opiekunką. Horo mi to kiedyś mówił...
"
Wcale nie. Po prostu nie chciałem cię budzić. Już wracam do
łóżka"
-
Hao, czy ty byś mógł wyjść z mojej głowy? To boli! - Yoh złapał
się za skronie. Nie lubił gdy brat grzebał mu w mózgu. I od kiedy on to w ogóle umiał? Nigdy się nie chwalił.
"
Nie mogę mówić inaczej, mam w gardle plastikową rurkę!" -
wydarł mu się w uszy przez reishi.
-
Pomóc ci? - Yoh spojrzał na niego z miną zbitego psa.
właściwie...Hao czuł się już na tyle dobrze, że był w stanie sam sobie poradzić. Cztery godziny snu i
regeneracja pozwoliły mu odzyskać siły.
"
Nie..znaczy się...tak...jestem bardzo słaby" - wymyślił na
poczekanie i udawał,ze mdleje. Mimo swojego stanu nadal musiał
spełniać powinność starszego brata. Dbał o Yoh tak, by jego
psychika była unormowana. Musiał czuć się potrzebny. Pozwolił
podprowadzić się do łóżka i przykryć. Nawet zgodził się na
zmianę bandaży na szyi.
Yoh
podszedł do tego zadania jak do walki w turnieju.Torturował
bliźniaka, właściwie nie zdając sobie z tego sprawy.
Powoli
oczyścił ranę i założył delikatnie nowy bandaż, co zajęło mu
dość dużo czasu. Hao dzielnie znosił te zabiegi nie chcąc zrobić
bratu przykrości.
-
Zostaniesz w łóżku i nawet nie próbuj z niego wychodzić! To
rozkaz! - Yoh postanowił być zdecydowany i pokazać, że przejmuje
matczyne obowiązki wobec brata. Nie sądził, że Hao się zgodzi.
Swoim małym wyparowanym mózgiem uważał, że brat ucieknie. Hao
jedynie przykrył się szczelniej kołdrą i odpowiedział w jego
głowie.
"Dobrze"
Yoh
zdziwił się. Jak to? Tak po prostu się zgodził?
-
Ale dlaczego? Normalnie już byś próbował mnie przypalić albo
coś...
"Yoh,wiem
co dla mnie dobre. Powinienem leżeć, masz rację. Będę cię
słuchał, dziękuję za opiekę. Jesteś kochanym bratem " -
uśmiechnął się do niego. Wziął kartkę i długopis.
"To
mówienie do ciebie w myślach mnie wyczerpuje. Będę pisał"
Yoh
przytaknął.
-
Obudzę cię, gdy przyjedzie Nathaniel. Postaraj się jeszcze zasnąć
- dodał. Hao od niechcenia kiwnął głową. Teraz wreszcie
rozumiał, co to znaczy "nadopiekuńczość". Sam zajmował
się Yoh, gdy ten był przeziębiony w pamiętnym opowiadaniu
Spokoyoh. Mierzył mu temperaturę co pięć sekund i dopiero teraz, po latach stwierdził, że to jednak było głupie (jego mózg pracuje wolnej niż internet explorer). Spoglądał leniwie w okno, za
którym rozpościerał się widok na opustoszały brzeg morza. Gdy
krople deszczu biły w szyby, on sam zasnął, będąc usypianym ich
dźwiękiem.
***
-
Hao, wybacz, ale muszę cię obudzić - Pewien głos wyrwał szamana
ze snu i nie był to jego brat. Yoh siedział obok, patrząc smutno
na swojego bliźniaka. Hao był bardzo blady i gdy tylko otworzył
oczy, wydawał się być nieobecny duchem.
-
Hao,słyszysz mnie? - spytał lekarz.
"Tak, słyszę"
- odpowiedział w myślach najkrócej jak się dało. Usłyszał to
także Yoh, gdyż szaman nie umiał w pełni kontrolować swojej
nowej mocy.
-
Gdzie się tego nauczyłeś, braciszku? Mogłeś to wykorzystać
wtedy, gdy miałeś zapalenie gardła! Nic nie rozumiałem z twoich
dymków puszczanych kocem na ognisku! (Nauczył się na obozie przetrwania w Kazachstania piękna kraja).
"Wtedy
mówiłem, że chcę byś dał mi spokój. I jeszcze tego nie
umiałem" - powiedział do ich obu, już w pełni kontaktując.
-
Gdybyś wtedy nie odezwał się w moich myślach, zabrałbym cię od
razu do szpitala - wyznał Nathaniel. - Ale to, że jesteście
szamanami, zmieniło postać rzeczy.
-
Co? Jak to? - Yoh usiadł obok. - Ty słyszysz tę jego dziwaczną
nową umiejętność zamawiania pizzy na odległość?
-
Oczywiście, przecież jestem szamanem. Brałem udział w turnieju
przed jego przerwaniem. Szamani powinni trzymać się razem -
powiedział jednocześnie do Yoh, pomagając Hao usiąść. W trakcie
rozmowy zaczął delikatnie zdejmować mu opatrunek z szyi.
-
Co?! W jakiej byłeś drużynie?
-
"Hariter"- odpowiedział jednym słowem. Yoh westchnął i
opadł na łóżko.
-
W Patch było dużo drużyn, nie pamiętam cię...Ale dziękuję za
uratowanie życia mojemu bratu - odpowiedział. Nathaniel oglądał
ranę na szyi Hao, kręcąc głową. Szczerze chciałby, żeby Yoh
teraz wyszedł, by oszczędzić mu widoku.
-
Hao,a śniło ci się coś ciekawego? - spytał lekarz.
-
"Silva" odpowiedział szaman, odczytując myśli Nathaniela
i chcąc mu pomóc grzecznie wygonić Yoh.
"Robił
dużo seksownych rzecz...." Nie dokończył, bo Yoh zatkał
uszy.
-
Ani słowa więcej!!! - krzyknął młodszy Asakura i wybiegł z
pokoju. To zawsze działa.
-
To wygląda dobrze. Widzę, że leki ci pomogły więc tylko zrobię
rutynowe badania i wyjmę ci tę rurkę, o ile czujesz się lepiej.
Hao
skinął lekko głową.
"Jest
o wiele lepiej"
-
Mam nadzieję - odpowiedział i pomógł mu zdjąć koszulkę.
Osłuchał mu plecy i stwierdził, że rurkę można wyjąć. Nakazał
mu położyć się na łóżku i zamknąć oczy, żeby mniej się stresował. Zabieg co prawda nie był bolesny,ale naprawdę
nieprzyjemny. Po zdjęciu całego opatrunku i zostawienia zaledwie
dużego plastra, czuł pewien dyskomfort. Nathaniel jeszcze udzielił
mu kilku rad żywieniowych na kolejne dwa tygodnie i zaczął się
pakować.
"Dziękuje"
- powiedział Hao, gdy Nathaniel był już przy drzwiach. Blondyn
uśmiechnął się.
"Nie
musisz dziękować. Wiem, że twój brat dobrze się tobą zajmie,
mistrzu Hao..." - odpowiedział i opuścił pokój, wpuszczając
tam Yoh.
***
Następnego
dnia Hao obudził się z bratem w jednym łóżku. Dookoła leżały
bandaże i różne kremy. No tak, już sobie przypominał. W nocy
przekręcił się za mocno i rana na szyi się otworzyła, a Yoh
delikatnie ją opatrywał. Stało się to chyba dwa razy, nie był do
końca pewny. Po jednej i drugiej stronie głowy miał poduszki, żeby
nie był w stanie przekręcić szyi choćby na milimetr. Uśmiechnął
się pod nosem. Yoh był najlepszym i najkochańszym bratem pod
słońcem (a spróbowałby nie być, to Spokoyoh i Rei nie byłyby
zadowolone xD)
Hao
lekko potrząsnął Yoh.
"Wstawaj"
Brak
reakcji.
"Yoh,śniadanie"
Spróbował
ponownie, znów zero rezultatu. Westchnął, nie mógł krzyknąć, ale...
"Yoh,
Silva leży obok ciebie"
Wtedy
szaman zerwał się na równe nogi, a Hao z satysfakcją patrzył na
swoje dzieło.
-
Hao, zabiję cię jak wyzdrowiejesz - powiedział sapiąc głośno. Po
chwili zmienił ton, widząc słabego brata. - Jak się dzisiaj
czujesz? - spytał.
"O
wiele lepiej, ale wciąż mi słabo. Co na śniadanie?" -
odpowiedział.
-
Jogurt! - ożywił się Yoh.
"A
na obiad"? - spytał ponownie.
-
Jogurt! - odpowiedział Yoh.
"Kolacja
też jogurt? To najlepszy jadłospis w moim życiu. A mama nie
pozwalala mi kupować ich samemu...to moja słabość" -
wyznał.
Yoh
pomógł bratu się przebrać i poszli do kuchni. Jedzenie zajęło
im dużo czasu i nie spostrzegli się, gdy Mikihisa i Keiko
przekroczyli próg mieszkania.
W
ręce ojciec ściskał polisę ubezpieczeniową i kilka
odszkodowań,opłatę za stragan, za podpalenia oraz różne inne papierki. Keiko
widząc bandaże walające się wszędzie, bladego Hao (ale
ucieszonego bo miał jogurt) i równie zdziwionego Yoh, zaniemówiła.
-
Nigdy więcej wspólnych wakacji - odparł Mikihisa. Ona tylko
pokiwała głową. Hao uśmiechnął się. Nie mógł mówić - więc nie musiał się tłumaczyć.
Wszystko w twoich rękach, Yoh!
No, więc
wiecie jak to wyglądało mniej więcej z perspektywy mojego
przyjaciela, Horo horo i Silvy,który podglądał ich przez szybę cały czas i udzielał mi informacji dodatkowych do opowiadania.
Ciąg dalszy nastąpi.

Nareszcienareszcienareszcie:333333 Zabieram się do czytania:3
OdpowiedzUsuńDziwny, niebieskowłosy przybysz, który handlował tłuszczem xDD Widzę że główny bohater ujawnił się już we wstępie xD
Hahahaha xD Pozwolisz, że będę tak podsumowywać każde pojawienie się Horohoro xD Bosh, będzie tego dużo... W ogóle w Ikea powinni wprowadzić zasadę, że do każdej tablicy korkowej Horohoro gratis xD
Silva próbujący reanimować Yoh... Oficjalnie uważam rycie mi psychiki za rozpoczęte...
"Uciekaj albo zostań spalonym" - taaak... Jaka rodzina, takie zabawy xD
Wiem, że już raz czytałam tę dyskusję, ale za każdym razem bawi mnie ona tak samo xD Ale z drugiej strony to takie smutne... Nie będzie wakacji na Księżycu. Mikołaj nie przynosi mandarynek... Myślę, że ta druga wiadomość wstrząsnęła mną bardziej. *zapłakana biegnie dołączyć do bliźniaków*
ZDJĘCIE WIELKIEGO BIZONA!!! Skąd Hao na takie skarby?? I jego dziadkowie nazywają to śmieciami?? Założę się, że honor Zuko też tam jest xD
Hahahaha xD Oni jeszcze nie wiedzą... xD
Pff co tam stłuczona szyba. Przy Asakurach to normalka. My na przykład też już nie zauważamy Toffisinego futra tworzącego zawiesinę w powietrzu w naszym domu ani poszarpanego przez jej pazurki obicia tapczanów. Zawsze mogło być gorzej, nie? Na przykład Hao mógł podpalić opony, żeby jazda była ciekawsza czy coś... xD
Bosh, co ten Hao Ci zrobił, że tak się nad nim znęcasz xD Taaak, typowa reakcja brata według schematu: "Twoje rodzeństwo ma kłopoty, co robisz? a) wyciągasz go z nich, b) robisz mu zdjęcie" xD
Hahahaha xD Podejrzewałam, że Horohoro może wydawać dziwne odgłosy, ale warczenie? xD
...Masz rację, właśnie wizji Marco w stroju bojowym brakowało mi do szczęścia.
Dobrze, że Mikihisa nie wybrał ulotki ze spotkaniem Asakuroholików, bo liczę, że to bliźniacy z niej skorzystają:3 Czekam na nich~~! W końcu tematem przewodnim spotkania będzie "Jeśli twoim uzależnieniem jest dwóch przystojnych bliźniaków... to po co z tym walczyć?".
Wypoczynek dla dwojga to idealny wybór! Keiko na pewno się spodoba. Zwłaszcza wieczorek poetycki. Będzie tak romantycznie, że mrrhhau...
W ogóle uwielbiam Keiko za ten jej chroniczny przerost instynktu macierzyńskiego xD To jest takie rozkoszne:3
Równie rozkoszne jak Yoh uczący mandarynkę pływać i ratujący biednego, samotnego kraba~~~! Kawaii!:333 Haoś, czemu się nie przyłaczysz? Zawsze możesz sobie kupić seksowną piankę do pływania, żeby ci było cieplej.
I w ten oto sposób powiedzonko mojego faceta zyskało fejm xD W ogóle polska potrawa tak bardzo! Wow, taka tradycyjna! Uszanowanko! Od dzisiaj zamiast barszczu z uszkami na Wigilię jem kebab.
Zuko! Sprawdź pod łóżkiem Hao! xD
Hahahaha xD A... nie, jednak nie. To miała być reakcja na Horohoro, a to przecież wcale nie Horohoro, tylko jakiś miły pan z Kazachstania. I do tego ma taki duży wybór lodów! Chyba nie zdecydwałabym się sama... Pozwoliłabym jemu wybrać, niech mnie zaskoczy. I koniecznie sok do tego xD
Znowu Marco i jego strój bojowy... Dobrze że nie zrobiłaś ilustracji do tego oneshota, bo by mi chyba wypaliło oczy.
Oj... Lody z Kazachstania chyba zaczęły działać. To na pewno przez tłuszcz wielorybi. Skoro Horoho... pan z Kazachstania je sprzedawał, to musiał być w nich tłuszcz wielorybi. Założę się, że na niego Hao też jest uczulony.
dzięki za długi komentarz...e xD TWÓJ FACET BYŁ DLA MNIE ŻYCIOWĄ INSPIRACJĄ!!!! XDHAHAHAH
UsuńBo nie zmieściło się w jednym komentarzu... xD
OdpowiedzUsuńNya... Cała ta akcja z reakcją anafilaktyczną, pomocą udzieloną przez Nathaniela i potem jak się zajmował obydwoma bliźniakami...:3 Świetnie Ci to wyszło, serio:) Myślę że spodoba się nawet komuś, kto nie zna się na tych wszystkich medycznych rzeczach;) Nathaniel był tu prawdziwym bohaterem! Oczywiście, ze nie wystarczyłoby ratować tylko Hao, bliźniacy Asakura zawsze idą w pakiecie. I potem jak po wyjściu Nathaniela Yoh się rozpłakał... To było takie... asakurzaste*-* Bidulek, taki stres musiał przeżyć, tyle się namartwił o brata... A potem tak słodko się niem opiekował:3 Przyniósł mu jogurt <3, robił dużo herbatki... wybierał twarde rzeczy z zupy... xD (tylko czekałem, czy sam przeżuje je dla brata xD) I nawet nauczył się lekarsko-runicznego alfabetu! Taki kochany braciszek z niego:3
Taak... Ten moment w toalecie był epicki xD
Hahahaha xD Ale... kiedy i dlaczego Horohoro powiedział Yoh że jest kiepską opiekunką...?
Awww:3 Hao też jest słodki, kiedy tak dba o psychikę brata:3 Taak, myślę że można to uznać za wyrównanie rachunków po tym, jak się zajmował bratem w moim opowiadaniu xD Oko za oko, termometr za termometr xD
Hao... To było okrutne... Nikt nie zasłużył na to, żeby katować jego psychiki Silvą robiącym dużo seksownych rzeczy. No chyba że Marco. On zasłużył, za katownie innych swoim strojem bojowym. W każdym razie to było nieludzkie względem braciszka, Hao!
"Mistrzu Hao"?? O-o Czyżbym o czymś nie wiedziała? Chociaż w sumie... To by pasowało. Skoro Yoh miał w swoim stadku dobrego lekarza, to czemu Hao miałby być gorszy?;D
No ba, jasne że Yoh jest najukochańszym braciszkiem:33 I przygotował dla Hao dietę jogurtową:3 Jak już Hao będzie w pełni sił, o musi mooocno przytulić braciszka w razmach podziękowania:3
Hahahaha xD Bosh, Horohoro i ten stalker Silva xD Nic dziwnego, że wzmianka o nim potrafi wyrwać ze snu nawet Yoh...
Nya... Chyba nie muszę mówić, jak bardzo mi się podobało:D:D:D Warto było czekać na tego oneshota:3 No i teraz czekam na ciąg dalszy:D I nie waż się więcej narzekać, że nie wychodzi Ci pisanie;D Bo to jest naprawdę świetne i super się czyta:) Nie wiem, ile z tych naszych wstawek zrozumieją inni, ale ja ubawiłam się do łez xD
Hahahaha xDDD *śmieje się jak głupia przez dobrą godzinę* T-to było epickie! Normal... *śmieje się dalej następną godzinę* Dobra, okej! Już dość! Już nigdy więcej nie będę mogła chyba "spojrzeć" na Hao i Yohmei bez głupkowatego uśmiechu na twarzy xD Bosh, Hao taki mądry, a nie wie, że nie może mieć wakacji na Księżycu? :'D Bidula ;( xD Yohmei na chmurce z Ikei? To dziwne, ja ostatnio byłam w Ikei we Wro i nie widziałam żadnej chmurki xD Taaak, znam ten ból... Trzeba zdecydować, gdzie jechać na wakacje, a potem załatwiać bilety i nocleg, pakować się... itp. itd. >.< Normalnie koszmar! Morze japońskie? :) Też bym chciała, bo Bałtyckie wyszło z mody xD (Byłam nad naszym zacnym morzem Bałtyckim chyba 4-5 razy >.>) Horo normalnie cię kocham! Zaczynając od handlu tłuszczem, przechodząc przez trzymanie Asakurom tablicy korkowej (Nie wiem czy dobrze napisałam, zawsze mam z tym spory problem ^.^''), a kończąc na stalkingowaniu (Wiem, że nie ma takiego słowa, ale ciii... xD) rodzinki na wakacjach... Kurczaki, chyba wszystkiego nie skomentuję za dużo tego xD Tylko jedno "ale" mam, którego nie mogę darować :) Po prostu nie mogę, wybacz... "Hao usnął w takiej pozycji"... No, ale w jakiej pozycji? XD Może źle przeczytałam albo Ty nie wyjaśniłaś... Jeśli jednak czepiam się bezpodstawnie, to wybacz :) Skarby Hao są lepsze od moich xD Zgadzam się ze Spokoyoh, honor Zuzu musi być pod łóżkiem Haośka, a biedaczysko o tym nie wie i musi się szlajać po jakiś plażach :)) Promocyjna mania Yoh też była epicka~ A fragment z paralizatorem po prostu mnie zabił :D Akcja z tymi grubasami (Czy to był jeden facet? O.o) była też epicka xD Nie wiem, co mnie bardziej rozbawiło: a) sesja fotograficzna Hao z owłosionym grubaskiem czy b) wrzeszczący grubas "wypędzony" przez Yoh do wody XDD O bosh, właśnie sobie przypomniałam karę bliźniaków xD Mikihisa, ty demonie, jak możesz własnym dzieciom puszczać Radio Maryja?! Co z tego, że to ich kara?! Na miejscu Hao to bym przez tą stłuczoną szybę uciekła (Yoh w końcu miał słuchawki i mógł nadal słuchać Boba, nie? ^.^) xD Wybacz nielogiczność tego komentarza, ale mam słabą pamięć do długich rozdziałów, więc komentuję na "wyrywki" xD Jednakże wiedz, że mi się wszystko podobało :) Dawno się tak nie uśmiałam :-) Hao daj spokój Marco ;p Albo nie... dokuczaj mu, ile wlezie, zasłużył na to, idiota jeden xD
OdpowiedzUsuńPopieram Spokoyoh, pisanie wychodzi Ci świetnie (błędy w końcu każdy popełnia ;p) Piszesz w ciekawy, luźny i niezbyt zawiły sposób :) Ja bardzo to cenię ;) Dobra, kończę, bo już nic więcej nie wykrzeszę. Pozdrawiam serdecznie ;*
JEEEJJJ tu było wszystko xD Cały wszechświat XD Od czego zacząć..?
OdpowiedzUsuńHao myśliciel... z każdym "Hao nadal myślał" śmiałam się bardziej XD Takie jego dziecięce zamyślenie jest rozbrajające; wyobraziłam sobie małego Haosia wpatrzonego w skupieniu w jeden punkt na scianie, taka urocza gapa XD Też bym chciała polecieć na księżyc... *biegnie płakać razem z Hao i potyka sie o jego skarby* BOŻE SKĄD CI SIE WZIĄŁ TEN WOSK! Obrzydliwe xD ... Ale morze Japońskie też jest dobrym miejscem na wakacje ^^
Mikihisa powinien stanąć przed szamańskim sądem najwyższym za to Radio Maryja, o zgroooozo... Biedny Hao, przepisy siostry Anastazji raczej go nie obchodzą... Yoh miał jeszcze słuchawki, był w lepszej sytuacji xD W ogóle to tak bardzo typowe dla kochającego sie rodzeństwa: zacząć walkę w samochodzie podczas nudnej podróży xD Słodkie, jak na bliźniaków przystało :D Miód na moje serce <3
Zdjęcia z grubasem przemilcze... to zbyt wredne... Jesteś złym człowiekiem XDDD No to,że się pomylił jeszcze zrozumiem, ale kochający brat powinien szybko brata ewakuować xD
Miałam przemilczeć, no ale... XD
Podoba mi sie tok rozumowania Yoh. Może nie zupełnie, bo nie wszystko z promocji jest niezbędne *chyba że akurat to czekolada, czekolada jest niezbędna zawsze* ALE paralizator zawsze jest potrzebny XD np, gdyby Haoś zaczął zbyt często kichać?! przecież Yoh nie mógłby dopuścić by jego kochany braciszek puścił cały ośrodek wypoczynkowy z dymem xDDD
Bliźniacy są kochani że dali rodzicom urlop, ale podziwiam Keiko, że mimo wszystko zadzwoniła AŻ po 5 minutach xD strach ich zostawić samych.... Zuko szukający honoru też musiał się tu znaleźć oczywiście, bo jakby inaczej XD Apel do autorki: Zabierz Yoh do lekarza... jak już zaczął uczyć mandarynki pływać, to jest źle...
Marco w lateksie mnie rozwalił, wszystko co jest w lateksie bawi mnie serdecznie xD chociaż lateks pasuje do takich ludzi jak Marco, szczególnie jeśli jest upał xD
EKHM Czy Nathaniel nie jest Twoim OC przypadkiem ;>? Nie wiedziałam, że był szamanem. Doprawdy wszystko jest w tym opowiadaniu xD
I teraz najsłodsza część: Yoh opiekujący się Haosiem <3 po przeczytaniu tego czuję się spełniona <3 <3 <3 tego dziś potrzebowałam: widoczek dwóch braci, którzy się sobą opiekują <3 Już szczególnie kiedy jeden z nich został pokrzywdzony przez autorke takim zabiegiem jak tracheotomia xD Szatanie jeden xD
A jak już skierowali się do spania razem to w ogóle moja ekscytacja sięgneła szczytu xD zaraz pewnie przeczytam ten fragment po raz trzeci xD W końcu osłabiony Haoś to szczęście w czystej postaci xD
Niepokoi mnie troche reakcja Yoh na imię Silvy... czyżby miał jakąś traume, o której nic nie wiem?XD
Jeeej... koniec końców nie dziwie się Mikihisie i Keiko, że odechciało im się rodzinnych wakacji. Niby Haoś był szczęśliwy z jogurtu na każdy posiłek, a Yohś dokonał niemożliwego i nauczył pływać mandarynke; ale... z takimi krzywdami zakończyć urlop wcale nie jest dobrze XD
Podobał mi się ten rozdział, kontynuuj kobieto! XD potrzebuje Asakurów w takiej uroczej wersji w swoim życiu xD
Dobra, koniec. Komentarz krótszy niż myślałam, ale tak to jest jak 1000 osób nagle decyduje się napisać akurat wtedy jak czymś się zajmę =.= Czekam na kolejną część:D
Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz! Rzadko kiedy komukolwiek odpisuję,ale tobie muszę. Co so Silvy, ze Spokoyoh chyba tylko to rozumiemy,ale ci wyjaśnię. Miałam kiedyś opowiadanie w którym Yoh poszedł do sklepu w Patch village na tuenieju szamanów i kupil produkty spożywcze do ich mieszkania. Silva akurar obsługiwał kasę i spytał"Płacisz gotówką,czy w naturze?" i od tamtego momentu Silva jest naszym małym zboczeńcem polującym na Asakurów. Czasem ich śledzi itp xD tak creepy.
UsuńNathaniel to mój oc :D Racja, tak samo jak Salen. To są przyjaciele i pracują razem....
ahhh tracheotomia xD Muzyka dla moich uszu. Nie narzekaj. Przez takie fajne zabiegi następną część Haoś nadal będzie czuł sie słabo co rowna się opieką braciszka xD Czyż to nie jest piękne? Ja właśnie zazwyczaj do tego dążę,mówilam ci:D Nie jestem wcale jakaś zła.
Po prostu blog jest zamknięty,bo czytają osoby tylko które lubię i które zrozumieją,
(zdala od Yohao i Kasumi xD jezu już widzę jakby się na to rzuciły z ortografią i składnią xD)
Cieszę się, że ci sie podobało! uwielbiam czytać komentarze,bo wy wszystkie widzicie to opowiadanie inaczej i każda zwraca uwagę na coś innego. To jest super!:D
Ja bym też się rzuciła z ortografią i składnią, a prędzej z interpunkcją, ale tak w ramach pomocy xd
UsuńWybacz, że dopiero teraz odpisuję i daję jakiekolwiek oznaki życia, a dostałam od ciebie wiadomość o notce już dość dawno. Ale studia, rozumiesz -.- jednak mam teraz prawie 4 godziny do wynudzenia się w pociągu, także czytam. No i milo tak rozweselić się na dobry początek dnia, kiedy trzeba było wstać po 5, no i pogoda paskudna, ale co tam! Bardzo się przyjemnie czytało. Było sporo błędów, ale gdyby mi się bardzo nudziło, mogę posłużyć za betę :3
Gdybym wcześniej wiedziała, że w Ikei sprzedają chmurki, to poszukałabym dokładniej! A byłam ostatnio i wyszłam tylko ze stolikiem...
Paralizator zawsze spoko, Yoh ma rację. Mi też by się przydał, także przy najbliższych przecenach nabędę. (ostatnio w mojej dzielnicy szedł gość z maczetą, także... Rozumiesz mnie. Yoh tym bardziej). No, słuchać braci Asakura i zajść daleko. W kwestii samoobrony, bo na pewno nie ostrożności. Hao niech sobie wcześniej robi badania u alergologa. POWAŻNIE. (tak mówię, a sama nigdy nie robiłam. No ale jeszcze nie doszłam do etapu, kiedy szkodzą mi lody o smaku alg morskich. Swoją drogą spróbowałabym takich.)
Od razu wiedziałam, że dom babci Gertrudy byłby najlepszym rozwiązaniem. Ale nie, nikt nawet nie wziął pod uwagi tej rozsądnej opcji. Karma jest pamiętliwa xd
Tak dziwnie trochę, kiedy Hao jest taki delikatny, wrażliwy i milutki. I tak się zgodzi z Yoh. A Yoh opiekuje się Hao, cóż... Ale to słodkie. Właściwie w opowiadaniach bardzo często są kochającymi braćmi.
No, nie wiem, co jeszcze chciałam... A, właśnie. To opowiadanie świetnie się nadaje na parodię xd chyba, że nią jest. No ale tak serio.
A Pirika świetnie ci wyszła!
Dużo weny na następne opowiadania, pozdrawiam :3
aha. Dzięki,ale nie prosiłam o mówienie o błędach...zdaję sobie z nich sprawę,ale wszystkim pisałam, że ten blog jest zamknięty po to, żebym ja czerpała z tego dużo radości i żebym mogła pisać co chcę i jak chcę. Lubię medycynę i wszystkie opowiadania będą z nią związane...
UsuńTrochę mi smutno że opowiadanie zostało porownane do parodii...
Przepraszam, że nie skomentowałam wcześniej, ale jestem straszliwie leniwa, co udowadniałam wielokrotnie :( Dopiero groźby mi przypomniały o komentarzu. I dobrze, bo z moją pamięcią...
OdpowiedzUsuńRodzinne wakacje Asakurów = kłopoty, to wiadomo nie od dziś.
Yoh skręcił kostkę, a Silva go reanimował? Albo z troski o ulubionego kuzyna po piętnastej wodzie po kisielu filtrowanym spanikował albo przesadził z fajką pokoju.
„Uciekaj albo zostań spalonym!" - spłakałam się na tytuł tej zabawy. Hao musiał mieć ubaw.
Hao tak długo myślał, że sądziłam, że zasnął, a on z księżycem wyskakuje...
„No świetnie, reakcja taka sama gdy powiedzieliśmy Yoh, że święty mikołaj nie przynosi mandarynek” - głupawki ciąg dalszy.
Haoś ciekawe rzeczy trzyma pod łóżkiem. Aż strach pomyśleć. Po co mu one. Chwila, muszę utłuc moją rozbudzona wyobraźnię, zanim zrobi mi krzywdę mentalnymi obrazami.
….
….
Ok, powstrzymałam jej zapędy. No, to jadę dalej.
Radio Maryja? Mikihisa, co z ciebie za ojciec? A, no tak, wyrodny.
Dziwię się, że Hao nie podpalił temu grubasowi tych seksownie (ble) owłosionych (ble) pleców jak się obudził.
Paralizator z promocji XD Może jeszcze z Biedronki albo Lidla... O matko...
Jędrne i gładkie pośladki bez celulitu w kilka tygodni – czy Yoh sugeruje coś ojcu?
Spotkanie nastoletnich Asakurocholików prowadzone przez Spokoyoh – sama bym się wybrała, ale to „nastoletnich” powoli przestaje być u mnie aktualne XD Na jednym forum, jak pisałam, od jakich anime zaczynałam swą przygodę z japońską animacją, ktoś nazwał mnie dinozaurem.
Matka złapała starszego syna za włosy i przyciągnęła do siebie. - może się nie znam, ale to chyba nie jest oznaka czułości XDD
Kim był chłopak z blizną na twarzy szukający honoru? Bo chyba nie Hakuuryu z Magi?
Uwielbiam ten głos w głowie Hao.
Rozmowy Marco i Hao w tym wydaniu – bezcenne. I bynajmniej nie w promocji.
Alergia? Pewnie na algi morskie. To się Horo nie upiecze. A może upiecze?
Tracheotomia?! Bleeee! Reyline, tak się nie robi! Blee.
Hao ma rurkę w szyi do oddychania i ma przyjmował tabletki? Może ja się nie znam, ale tak się da? A zresztą, to nie jest tekst na poważnie.
Lekarsko-runiczne pismo. Tak, lekarze tak czasem bazgrolą, że na farmakologii pewnie mają przedmiot: „Deszyfrowanie”.
Facepalm. Po co Hao bawił się w kartkę i papier, jak telepatycznie może się komunikować? To pewnie przez ból. Aha, telepatia boli. Wszystko jasne.
Mimo wszystko Yoh opiekujący się Hao jest uroczy :3
Ty słyszysz tę jego dziwaczną nową umiejętność zamawiania pizzy na odległość? - głupawka, powrót.
Nataniel jest poplecznikiem Hao? Tu mnie zagięłaś.
Czemu Siva robi za straszak? XD
Raz na jakiś czas takie odmóżdżające teksty są bardzo fajne.
Rysujesz naprawdę świetnie! Szczególnie Pilica – wow!
Hej, dzięki za komentarz i już ci wszystko tłumaczę. Po pierwsze,chłopak szukający honoru to "Książe Zuko" z Avatara legendy Aanga, bardzo dobre anime,polecam. Aktualnie ze Spokoyoh miałyśmy na niego fazę i dlatego jest w opowiadaniu. To trudno zrozumieć, bo tu tylko Spokoyoh pojmuje wszystko w pełni. Pisałyśmy tu o naszych własnych wymysłach,dlatego szamani z zewnątrz mogą czuć sie pogubieni.
UsuńJeśli chodzi o medycynę - tracheotomia to rurka w tchawicy więc spokojnie mógł połykać tabletki,raczej są małe więc przyjmowane z wodą niezbyt inwazyjne,chociaż w pierwszym kontakcie może trochę bolesne.
Studiuję kierunek medyczny, więc stąd moje zapędy do lekarzy,gdyż się tym mocno interesuję. Na tym blogu w każdym opowiadaniu praktycznie będzie coś takiego, podobnego. Wcale nie uwazam że to jest "błe":( Trochę mnie to zabolało,no ale trudno. Każdy ma swoje zdanie.
dobra..silva. Silva to długa historia. Tam na gorze opowiadania jest link do pierwszej akcji z Silvą, którą pisałam trzy lata temu. Od tamtej pory Silva robi za zboczeńca, który gnębi i chce zgwałcić Asakurów. Dlatego Yoh i Hao się boją a my ze Spokoyoh mamy z tego ubaw.
O Nathanielu więcej informacji będzie w rozdziale drugim, gdzie Hao wytłumaczy,skąd go zna.:) więcej nie zdradzę. Ale bardzo lubię tego OC, bedzie się często pojawiał,ale broń boże, nie przysłoni bliźniaków.
hmmm...to chyba wszystko, coś pominęłam?
Aaa telepatyczne rozmowy, to chyba jasne. Hao był zbyt przemęczony by tego używać często,a w obecnym stanie to już w ogóle:D
Haha! świetne ! <3 (następnym razem sie zaloguje:)
OdpowiedzUsuńKimkolwiek jesteś,ok:D I'm waiting!
Usuń