Rozdział dedykuję Spokoyoh. Tylko tyle z mojej strony.
***
Po upływie niecałej godziny długowłosy szaman odzyskał kontrolę nad własnymi myślami, które, jak sam mógł z pewnością przyznać, potrzebowały odpoczynku. Zegarek elektroniczny na nadgarstku wskazywał czwartą nad ranem. Hao powoli i spokojnie podniósł się z podłogi. Miał wręcz stu procentową pewność, że od natłoku zmartwień i myśli rozboli go głowa. Na razie był bardzo pozytywnie zaskoczony brakiem jakich kolwiek dolegliwości. Czuł się spokojny, świeży i wypoczęty. Właściwie sam za bardzo nie wiedział, dlaczego tak jest.
Zacisnął pięści i skierował wzrok na niebo, ledwo widoczne zza potłuczonej szyby. Na dworze robiło się coraz jaśniej, lecz księżyc nie znikał mu z pola widzenia. Nadal był wielki, pomimo faktu, że już niedługo ciepłe promienie słoneczne przyćmią jego wspaniały, romantyczny blask.
Długowłosy wstał i pewnym krokiem ruszył do pokoju, w którym znajdował się Yoh. Nie miał w sobie ani cienia wahania. Powie bratu całą prawdę. Przeprosi go za zło, które dotychczas było mu znosić z jego strony. Oczywiście, Hao zamierzał mu także wszystko wynagrodzić i to z ogromną nawiązką. Jeśli teraz nie powie tego bratu, może już nigdy nie mieć okazji. Przecież Yoh ...
- Nie! - krzyknął bezgłośnie karząc się za własne, pesymistyczne myśli. W takim stanie jego bliźniakiem powinien się zająć prawdziwy fachowiec. Leżałby w szpitalu około miesiąca i tak musiałby pożegnać się z turniejem szamanów na zawsze ( no...chyba, że chciałby startować za 500 lat, wtedy rana już na pewno się zagoi xD^^ kurzem i grzybkami zdąży porosnąć...xD albo pąklami...xD)
- Jak się czujesz? - spytał Hao, który z każdym krokiem miał w sobie coraz mniejszą ilość początkowej odwagi. Yoh budził się praktycznie co chwilę, a ból nie dawał mu spokoju ani na minutę.
- Już lepiej... - odpowiedział, by nie dołować Hao jeszcze bardziej. Już i tak miał zbyt wiele zmartwień. Krótkowłosy szaman był blady jak kreda. Na ten widok Hao posmutniał. Usiadł po drugiej stronie łóżka. Samo spojrzenie na brata działało na niego w taki sposób, że ledwo powstrzymywał się od płaczu. A wydawał się taki silny...
- Yoh...ja... - Nie wiedział, jak dobrać słowa. Nigdy wcześniej w życiu nie czuł się tak głupio. Było mu wstyd. Yoh spoglądał na bliźniaka wyczekująco.
- Ja już tak nie mogę... - przyznał długowłosy, a po policzkach zaczęły kapać mu łzy. - Yoh, ja cię za wszystko przepraszam. Chciałem cię zabić, odebrać duszę i całą moc. I po co to wszystko?! - jego słowa przerodziły się w krzyk. Tracił coraz więcej łez. - Chciałem zabić mojego jedynego brata? Yoh ja... nie zasługuje na to, by żyć. Tak bardzo cię przepraszam, za całe zło które wyrządziłem tobie i twoim przyjaciołom. - Zaczął plątać się w słowach i trząść z emocji, jakie nim targały.
- Yoh ja ciebie... - Słowo " kocham" nie chciało przejść mu przez gardło. Tak bardzo się bał, że brat go wyśmieje, zostawi, porzuci. Długowłosy szaman utkwił wzrokiem w pościeli i nie zamierzał go podnosić ani na moment. Za bardzo się bał. Jakby ktoś chciał przykuć jego powieki do podłogi, by już nigdy nie mógł spojrzeć Yoh w oczy.
- Ja także muszę cię przeprosić - powiedział ze skruchą krótkowłosy szaman. - Na początku myślałem o tobie jak o maszynie do niszczenia i zabijania. Byłem wręcz pewien, że nie ma w tobie ani krzty dobra. Za wszelką cenę chciałem uratować świat i zniszczyć cię. Hao, wiedz, że się myliłem - rzekł spoglądając bliźniakowi prosto w zapłakane oczy. - Ale wiesz? Cieszyłem się, gdy trafiliśmy tu razem. Poczułem, że coś nas łączy. Zacząłem myśleć, że naprawdę mam brata. To było wspaniałe uczucie. Dziękuje. - Yoh mówił coraz ciszej. Jego słowa brzmiały jak pożegnanie. Hao delikatnie złapał go za rękę.
- Yoh, nie odchodź - mówił błagalnym tonem. - Nie zostawiaj mnie w takiej chwili. Jesteś dla mnie ważny... Yoh, jesteś moim bratem i...kocham cię. - Ledwo przeszło mu przez gardło, ale czuł się świetnie, bo wreszcie powiedział to swojemu braciszkowi. Yoh uśmiechnął się słabo. Był szczęśliwy.
- Nic mi nie będzie. Po prostu trochę źle się czuje, a przez ten opatrunek ciężko oddychać a co gorsza mówić... - zapewnił go i zaśmiał się lekko. - No, kładź się obok i chodźmy wreszcie spać. Nie możesz przy mnie czuwać całą noc. Sam także potrzebujesz odpoczynku.
Po tych słowach Hao posłusznie położył się obok bliźniaka. Delikatnie przykrył go kocem, po czym sam zamknął oczy i spróbował odpłynąć. Sen nie przychodził łatwo. Długowłosy szaman czuł się bardzo skrępowany. Nagle zauważył, że Yoh się trzęsie. Zmartwił się.
- Wszystko w porządku? - spytał z troską w głosie Hao.
- Zimno tu... - odparł przykrywając się mocniej kocem.
Ognisty szaman za bardzo nie wiedział, co zrobić. Po dłuższej chwili wahania przysunął się do Yoh, po czym delikatnie go przytulił, uważając przy tym na ranę. Yoh lekko się uśmiechnął i odwzajemnił uścisk. Było im o wiele cieplej.
- Hao? - chwilę później odezwał się Yoh.
- Hm...?
- Ja ciebie też bardzo kocham.
Po tych słowach na twarzy długowłosego szamana pojawił się uśmiech, który przez długi czas go nie opuszczał.
- Hao? - spytał Yoh nie otrzymując żadnej sensownej odpowiedzi w stylu "Ja ciebie też braciszku". - Śpisz?
- ŚPIĘ!
***
Młodego szamana obudziły ciepłe promienie słońca, które brutalnie wdzierały się pod jego zmęczone powieki. Przeciągnął się lekko, po czym zauważył pewien znaczny, niepokojący brak. Obok niego nie było nikogo. Na łóżku znajdowało się jedynie wgniecenie w pościeli po obecności drugiej osoby. Czyżby wszystko miało okazać się jedynie snem? Yoh nie powinien się teraz zamartwiać, jednakże Hao nie dał mu wyboru. Mimo tego, że czuł się w miarę wyspany, to martwił się o brata. Ktoś go porwał? W tym świecie nie było czasu na odpoczynek i on to wiedział. Gorączkowo rozejrzał się po całym pokoju i zauważył, że pomieszczenie to nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina tego, jakim go zapamiętał. Kurz zniknął ze wszystkich szafek, a w wazonie na półce stały świeżo ścięte kwiaty. Sypialnia pachniała miętą i przeróżnymi ziołami, których nazw nie byłby w stanie spamiętać nawet Faust. Yoh po chwili zorientował się, że zapach zielska pochodzi nie od pokoju, lecz od niego. Powoli i ostrożnie zsunął z siebie ciepłą kołdrę. Rana została wcześniej bardzo starannie opatrzona, a bandaże były wręcz przesiąknięte naparem z leczniczych roślin. Wszystko to ani trochę nie pasowało szamanowi. Gdzie ta rudera którą, choć przez mgłę zapamiętał ostatniej nocy? To niemożliwe, by przez ten krótki okres otoczenie mogłoby się tak diametralnie zmienić. Może to także jest sen? Yoh spojrzał na okno. Wybita szyba pozostawała bez zmian, lecz odłamki pokruszonego szkła zostały starannie wyzbierane co do jednego. Znajdował się w tym samym miejscu, co poprzedniej nocy. Właściwie...ile on spał? Nic z tego nie rozumiał. Podniósł się na rękach, by usiąść. To nie był najlepszy pomysł. Krzyknął przeraźliwie z bólu. Patrzył ze strachem w oczach, jak bandaż nasiąka jego własną krwią. Wszystko to jeden wielki koszmar.
Po chwili do pokoju wpadł Hao, usłyszawszy głos brata. Nim Yoh się spostrzegł, był już przy nim.
- Co tu się stało...? - spytał krótkowłosy szaman. - Tu było brudno ...i w ogóle strasznie, a teraz... Ałł!
- Głupio zrobiłeś, że się podniosłeś. Teraz cierp - skarcił go Hao w trakcie odwijania bandażu z brzucha bliźniaka. Tak się napracował, by rana ślicznie się zrosła, a ten używający mózgu tylko od czasu do czasu młotek musiał wszystko zepsuć!
- Głupi jesteś... - stwierdził odkładając zakrwawiony opatrunek na półkę.
- Mówi to ktoś, kto puścił pół Patch Village z dymem... Ałł... - Yoh spojrzał na swoją ranę, która w tej chwili była maltretowana przez jakąś niebieską maź.
- To się chyba rusza... - stwierdził krótkowłosy.
- Nie marudź, zaraz skończę. Było mnie zawołać, pomógłbym ci wstać - odparł Hao kończąc zawiązywać opatrunek.
- Skąd to wziąłeś? - spytał Yoh.
- To maść ziołowa, sam zrobiłem. Miałem dużo czasu. Powinna ci pomóc, ale jeśli będziesz stawiał opór jak teraz, to chyba nigdy nie opuścisz tego łóżka - długowłosy obdarował brata wściekłym, pełnym wyrzutu spojrzeniem.
- Miałeś dużo czasu? - powtórzył Yoh. - To właściwie...ile ja spałem?
- Równo dwa dni. Właściwie...bałem się, że w ogóle się nie obudzisz. Byłem tak znudzony czekaniem, że zdążyłem tu posprzątać. To było doskonałe zajęcie, by uwolnić się od zmartwień...
- Dwa dni? - Yoh zaśmiał się. - To nie aż tak źle. Potrafię spać dłużej, ale chyba trochę przegapiłem - powiedział spoglądając na świeże kwiaty w wazonie obok. - Opowiedz mi, co się działo gdy byłem nieprzytomny.
- No dobrze - odparł Hao. Zaczerpnął powietrza po czym zaczął :
- To miejsce nie jest tak złe, jak mi się wydawało. Gdy spałeś okrążyłem dom z samego rana. Nie ma tu żadnych potworów, a jeśli jakieś próbują zbliżyć się z niższych terenów góry, niewidzialna bariera od razu je odpycha. Obok domu rosną drzewa owocowe i warzywa. Z tyłu znajduje się ścieżka wyłożona kamieniami, a na jej końcu znajdują się dwie wierzby zrośnięte ze sobą gałęziami wokół których rosną zioła. To miejsce wygląda tak, jakby ktoś tu wcześniej mieszkał. Mimo tego, że dom wydawał się być wcześniej zaniedbany... - westchnął. - Było tu jedynie dużo kurzu, jednakże po wysprzątaniu zorientowałem się, że wszystko działa bez zarzutu. Wydaje mi się, że przez jakiś czas tu zostaniemy.
Yoh słuchał z zaciekawieniem tego, co mówił jego brat. Po chwili zorientował się, że na jego ciele nie ma już tych strasznych, demonicznych run. Odetchnął z ulgą.
- Zaraz, skoro już pozbyliśmy się tego paskudztwa, to możemy wracać do Patch! - stwierdził radośnie po czym podniósł się i spróbował wstać. Od upadku na podłogę uratował go Hao, który w ostatniej chwili złapał brata.
- Najpierw odpoczniesz i wyzdrowiejesz. Wtedy pomyślimy nad ucieczką. Nie zapominaj, że trzeba będzie jeszcze raz przejść skalnym klifem w górę groty, labirynt w całkowitej ciemności, rzekę i las.
- Ale... - Yoh próbował protestować, jednak jego brat uśmiechnął się do niego łagodnie.
- A tak w ogóle, to dlaczego zerwałeś się z łóżka i krzyknąłeś? - spytał długowłosy. - Mogłeś spokojnie poczekać, aż przyjdę.
- Bo...nie było ciebie obok i jakoś tak, zmartwiłem się, że ktoś cię porwał. Wiesz ja... - zawahał się. - Nie chciałem stracić brata wtedy, gdy dopiero co go odnalazłem... - odpowiedział mu Yoh. Przez chwilę dzieliła ich niezręczna cisza. Słychać było nawet wiatr, brutalnie uderzający o liście drzew. Krótkowłosy zaczął żałować, że to powiedział. Zrobił z siebie idiotę i jego bliźniak zaraz wybuchnie histerycznym śmiechem. Mimo obaw, tak się nie stało.
- Ale...dlaczego? - odezwał się Yoh. Kilka sekund temu jego brat delikatnie się do niego przytulił, tak ,by go w żadnym razie nie uszkodzić.
- Oj cicho bądź... - skarcił go Hao.
- Nic z tego nie rozumiem... - powiedział krótkowłosy. Zauważył, że jego brat lekko się trzęsie a jego koszula zaczyna być coraz bardziej mokra od łez.
- No..oj bo tak! Nie czepiaj się szczegółów! - Hao nie był w stanie powstrzymać płaczu. Od kiedy on się zrobił taki ckliwy? Sam chciał się za to usmażyć, jednak w tej chwili był na to zbyt słaby.
- Ej ...Hao, co jest? - Yoh zaczął poważnie się martwić. - Powiedziałem coś nie tak i jesteś na mnie zły?
- Nie...to nie to...
- Boli cię coś?
- Nie, Yoh...
- Więc co jest? - spytał patrząc mu w oczy.
- Po prostu się cieszę, że mam takiego brata jak ty... - powiedział i wlepił wzrok w podłogę.
- Widzisz w tym dywanie coś interesującego? - Krótkowłosy zaśmiał się i mocno przytulił swojego bliźniaka. Tkwili w takim uścisku przez dłuższą chwilę.
- Ja też się z tego powodu bardzo cieszę - odparł.
- Yoh...przepraszam cię za wszystko. Byłem złym bratem...
- Jeszcze raz to powiesz, a nie ręczę za siebie! Ile razy mam ci powtarzać, że nie musisz mnie już za nic przepraszać? - spytał poirytowany zachowaniem Hao. Nic tylko "przepraszam, że spaliłem tak wielu ludzi". Skończyłby już z tym.
- Ałł... - Yoh złapał się za brzuch i cicho jęknął z bólu. Próbował nie dawać po sobie poznać, że czuje się fatalnie. Hao odsunął się od niego i pomógł mu ponownie położyć się na łóżku, po czym delikatnie przykrył go kołdrą.
- Odpocznij, zaraz przyjdę. - powiedział długowłosy.
Myśląc, że jego bliźniak śpi, wstał i skierował się w stronę kuchni.
- Hao? - odezwał się Yoh.
- Hmm?
- Głupi jesteś - podsumował krótkowłosy.
- Ciekawe, po kim to mam - odgryzł się Hao i zniknął za drzwiami.
***
Krótkowłosy szaman miał wrażenie, że przysnął na kilka dobrych godzin. W rzeczywistości, udało mu się zamknąć oczy i odpłynąć jedynie na kilkanaście minut. Czuł się tak, jakby jego głowa miała za chwilę eksplodować. Mimo to, miał ogromną ochotę wstać i rozruszać ociężałe kończyny, jakby to miało w czymkolwiek pomóc.
- Mówiłem ci, żebyś nie wstawał bez mojej pomocy! - krzyknął zdenerwowany Hao, który w ostatniej chwili zdążył pomóc bratu usiąść na łóżku tak, by ten nie uszkodził opatrunku. Yoh czuł się żałośnie. Nawet więcej niż żałośnie. Jeszcze nigdy wcześniej nie był tak bezbronny i szczerze powiedziawszy, to było okropnie. Denerwowało go, że brat tak przy nim skacze, lecz niestety nie miał na tyle sił by oprzeć się mocnym ramionom bliźniaka.
- Nawet na chwilę nie mogę cię zostawić samego!? - powiedział ze wściekłością i wyrzutem w głosie Hao. Twarz Yoh pozostawała niewzruszona. Wyglądał dokładnie tak, jakby obraził się na brata. Długowłosy szaman westchnął, po czym wyciągnął rękę, by dotknąć czoła Yoh. Miał wrażenie, że jego bliźniak ma gorączkę. Wyglądał strasznie.
- Co ty znowu wyprawiasz?! - spytał długowłosy czując pięść Yoh na swojej dłoni. Chłopak zdążył przekręcić głowę tak, by Hao nie mógł go dotknąć. Zapłacił za to ogromnym bólem karku, gdyż właściwie każdy gwałtowny ruch nie był w tym stanie najlepszym pomysłem świata. Hao spojrzał na niego z troską w oczach. Smutno patrzył, jak jego bliźniak zaciska pięści, wyżywając się na pościeli. Długowłosy zawahał się. Teraz każdy kolejny ruch mógł zakończyć się uderzeniem ze strony Yoh. Mimo to, postanowił zaryzykować.
Jego brat był jeszcze zbyt słaby, by móc poważniej go uszkodzić. W ostateczności, jeśli będzie musiał, to zablokuje jego atak. Jednak nie chciał przypadkiem zranić Yoh. Pomimo to, bardziej martwiła go dziwna, nagła zmiana w zachowaniu bliźniaka. Co mu odbiło? Westchnął. Położył swoją dłoń na zaciśniętej pięści Yoh. Krótkowłosy szaman postanowił zrezygnować z ataku.
To także dla niego mogłoby się źle skończyć.
To także dla niego mogłoby się źle skończyć.
- Przyniosłem ci jedzenie - powiedział Hao po czym podał Yoh miskę, którą wcześniej postawił na stoliku obok. Była w niej zupa, prawdo podobnie z warzyw które rosły w ogrodzie przed domem.
- Nie jestem głodny - odparł oschle.
W tym momencie cierpliwość ognistego szamana osiągnęła ostateczną granicę. Nie wytrzymał. Z natury jest spokojny, jednak Yoh posiadał niesamowity dar wyprowadzania go z równowagi.
- Nie wytrzymam! - wrzasnął. - Co ci jest?! Zachowujesz się jak małe dziecko! Masz natychmiast to zjeść, a jak nie, to użyje siły! - Szaman coraz bardziej podnosił ton głosu. - Co ty sobie myślisz? Że ja latam wokół ciebie dla przyjemności?! Strasznie się o ciebie martwię, a jak będziesz się TAK zachowywał, to nigdy nie wyzdrowiejesz! - wykrzyczał. Po chwili nastała krępująca cisza. Nie zakłócana najmniejszym szmerem. Hao wbił wzrok w podłogę. Ręce mu się trzęsły. Spojrzał na Yoh. Bliźniak spoglądał na niego z przerażeniem w oczach. Wybuch Hao sprawił, że nie był w stanie się ruszyć, a co dopiero wydusić z siebie jakie kolwiek słowa.
- Przepraszam... - powiedział cicho Hao, dzielnie walcząc ze łzami. Jak mógł tak krzyknąć na brata? Kiedyś byłby w stanie zabić go z zimną krwią, a teraz karał się w myślach za zwykły krzyk. Naprawdę, stał się słaby...
- Jestem kretynem, to ja przepraszam... - przyznał Yoh i powoli zaczął jeść zupę, która okazała się przepyszna.
- Dobrze gotujesz - skomentował. - Zachowałem się jak idiota. Wiesz...trochę było mi głupio, że nie mogę nic zrobić. Czuję się strasznie... Sprawiam ci kłopot...
- Nie gadaj głupot. Jesteś moim bratem i wrócimy stąd w całości. Obaj. I nie mów, że sprawiasz mi kłopot. Po to są bracia, nie? Ja już cię nie zostawię, nigdy - zapewnił Hao i położył mu dłoń na ramieniu. - No, głowa do góry, damy radę.
Yoh zaśmiał się.
- Skąd w tobie nagle tyle optymizmu? - spytał.
- Odkąd się z tobą zadaję, mam go zadziwiająco dużo. Można nawet powiedzieć, że niedługo przegoni poziom mojego foryyoku - przyznał. Obaj roześmiali się. - A jak się teraz czujesz? - spytał.
- Chyba dobrze...
- A tak szczerze?
Yoh westchnął. Nie będzie okłamywał brata. To bez sensu.
- Właściwie to strasznie mi słabo i chyba zaraz, jeśli się nie obrazisz, znowu pójdę spać - odparł.
- Dobrze - odpowiedział mu spokojnie. - Ale najpierw muszę zmienić ci opatrunek - oznajmił i bezceremonialnie zaczął rozcierać we wcześniej przygotowanej misce ziołową maść.
- Co...?! Znowu...? - jęknął Yoh. On także zaliczał się do tych 99% ludzi, którzy nie przepadali za takimi czynnościami. Bo kto by lubił majstrowanie przy otwartym zranieniu...
- Niestety, to ciężka rana, więc trzeba się nią dobrze zająć. Wątpię czy byłbyś zadowolony, gdyby zaschnięta krew przykleiła ci się do bandaży. To byłyby zabawne tortury... - powiedział Hao zachowując kamienną twarz. Przystąpił do zdejmowania starego opatrunku w całkowitej ciszy i skupieniu. Robił to jak najlepiej potrafił, by nie sprawić bratu niepotrzebnie bólu.
- Nie spodziewałem się tego po tobie... - odparł Yoh przyglądając się poczynaniom bliźniaka. Zioła dawały naprawdę niesamowity zapach, który zdążył już rozgościć się w całym pomieszczeniu i niespostrzeżenie przenikał też do kuchni.
- Czego? - spytał nie wiedząc zbytnio o co chodzi bratu.
- Tego, że potrafisz w tak niesamowity sposób leczyć zranienia! Gdzie się tego nauczyłeś? - Yoh wręcz krzyknął. Bardzo chciał dowiedzieć się czegoś o swoim bliźniaku, bo właściwie to na razie nie wiedział nic. Nie mieli okazji spokojnie porozmawiać, jednak teraz nadarzyła się ku temu idealna chwila. Hao roześmiał się.
- Głupku, to najstarsze metody znane ludzkości. Przepraszam - poprawił się. - Szamanom i medium. Zanim wymyślili te wszystkie genialne tabletki uśmieżające ból, tylko tak można było się wyleczyć.
- Rozumiem. A gdzie się tego nauczyłeś? - Yoh ponowił pytanie. Do Hao momentalnie wróciły dawne wspomnienia, co wywołało delikatny uśmiech na jego twarzy.
- W dzieciństwie mieszkałem u pewnej kobiety. Duch Ognia wybrał właśnie ją na moją strażniczkę. Gdy miałem pięć lat, pierwszy raz zabrała mnie do swojego ogrodu. Była zielarką, czy czymś w tym stylu. Do dziś do końca nie wiem. Owiewała ją tajemnica. To była ogromna szklarnia z roślinami zebranymi z różnych stron świata. Nauczyła mnie małej cząstki tego, co sama wiedziała. Nazywała się... - Tu chłopak na chwilę się zatrzymał, jakby wahał się, czy może zdradzać swoją przeszłość bratu. Wziął głęboki oddech.
- Jinny Asakura.
- Jinny? To samo imię krzyknąłeś do kobiety,w którą zamieniła się zjawa gdy chciała nas dopaść! - Yoh połączył fakty w całość. Teraz wydawało mu się to bardziej logiczne.
- Tak, w rzeczy samej - odparł Hao. - Może trochę...mi jej brakuje.
- Jaka była? - dopytywał się szaman. Chcąc czy nie, ta kobieta zastępowała jego bratu rodzinę przez szesnaście długich lat.
- Jaka była? - zdziwił się Hao. Nie sądził, że jego przeszłość może w jakimś stopniu zainteresować Yoh.
- Była wspaniała - odparł cicho. - Najlepsza. Mimo tego, że bardzo surowa i wymagająca, ale...miała dobre serce... Kochała naturę i rośliny. Potrafiła władać mieczem. Niestety, nigdy nie widziałem jej ducha stróża. Możliwe, że w ogóle go nie miała. Kiedyś...- Hao zaśmiał się lekko i przerwał. - Zanudzam cię? - spytał.
- Nie, nie! - odparł pospiesznie Yoh. - Mów dalej, ja słucham... - potwierdził i spojrzał na brata wyczekująco.
- Kiedyś, Jinny postawiła mnie przed dość nietypowym testem odwagi. Musiałem wspiąć się na najwyższą górę zaznaczoną na mapie, którą mi wyrysowała. Na szczycie znajdował się kryształ. Moim zadaniem było przynieść go do domu. To była okropna wyprawa. Pamiętam ją po dziś dzień bardzo dokładnie. Myślałem, że umrę z zimna albo co gorsza, wykrwawię się na śmierć...
- Ile miałeś wtedy lat? - spytał coraz bardziej zaciekawiony opowieścią Yoh.
- Sześć - odpowiedział krótko. - Wtedy jeszcze nie do końca brałem nauki Jinny na poważnie. Ciągle się śmiałem i wygłupiałem. Nie znałem innego świata. Ona stworzyła najwspanialszą rzeczywistość, w jakiej można było żyć. Tak myślałem. Gdybym wtedy się nie obudził, zostałbym tam na zawsze. Szczęśliwy i nieświadomy.
- Co cię zmieniło? - dopytywał się Yoh. Nie rozumiał jak sześciolatek może wspinać się po stromych stokach górskich. Dość absurdalne,jak dla niego.
- W trakcie mojej wyprawy doznałem wielu obrażeń. Musiałem rozróżnić rośliny, które mogą mi pomóc, a które wręcz przeciwnie - doprowadzić do mojej śmierci. Wtedy żałowałem, że tak słabo uważałem na lekcjach Jinny. Cała wędrówka trwała dwanaście dni. Gdy byłem już na skraju wyczerpania, zobaczyłem szczyt góry, a na nim cztery kryształy - zielony, czerwony, niebieski i biały. Wtedy wpadłem w panikę. Jinny zawsze lubiła zadawać mi trudne zagadki, a jeśli nie udało mi się ich odgadnąć, przechodziłem za karę ciężkie treningi. Nie wiedziałem co zrobić. Kazała mi przynieść jeden kryształ, a tam były cztery.
- Który wybrałeś?
- Ten czerwony. Coś mnie do niego ciągnęło. Potem zemdlałem i obudziłem się w domu. Jinny powiedziała mi, że nie mogę mieć przyjaciół ani rodziny. Wspomniała też, że kryształy miały sprawdzić, który z żywiołów będzie moim podstawowym. Ogień mnie wybrał.
- Czyli...mogłeś wybrać dowolny kryształ?
- Dokładnie tak, chociaż niezupełnie. To on wybrał mnie. Tak mi się wydaje... Zaraz potem wpadłem w depresję z powodu wiedzy o tym, że nie będę mógł żyć normalnie, tak jak inni. Samotność działała na mnie okropnie. Wtedy Jinny wypuściła mnie z tego zamkniętego świata, w którym beztrosko żyłem sześć lat. Już jako dziecko zobaczyłem zło i ludzi, niszczących bezkarnie naszą planetę. Rozpłakałem się i...od tego momentu zacząłem naprawdę nienawidzić... Ludzie nie rozumieją. Zawsze będę sam. - powiedział.
- Nie prawda. Masz mnie - Yoh uśmiechnął się i położył dłoń na ramieniu bliźniaka - A przecież coś sobie obiecaliśmy.
W tym momencie Hao poczuł, że dłoń brata robi się strasznie gorąca. Poważnie się zmartwił. Wszystkie myśli nagle zmieniły tor. Był świadom tego, że jego bliźniak nadal stoi na krawędzi między życiem, a śmiercią. Jakkolwiek by się nie starał, Yoh może umrzeć. Dobrze zdawał sobie z tego sprawę, jednak samo myślenie o tym brutalnym wariancie sprawiało, że nie mógł powstrzymać szybkiego bicia serca. Nadal sam siebie nie rozumiał. Nie był w stanie pojąć i zrozumieć swoich uczuć, które ukrywały się na dnie jego wnętrza po dziś dzień. W tej chwili czuł się dziwnie. Dokładnie tak, jakby ktoś bezkarnie otworzył drzwi do jego serca, nie prosząc o klucz. Wyważył te zamknięte wrota bez żadnego wysiłku. Hao musiał poradzić sobie z ogarniającym go uczuciem. Jedna z jego stron chciała zwalczyć tą dziwność i ponownie zablokować drzwi do jego serca. O czym on myślał? Przecież nie posiada serca! Tak właśnie wmówili mu ludzie. Chciał dobrze, ale i tak uważali go za zło w czystej postaci.
- Koniec opowieści na dziś - Hao resztkami silnej woli wyrwał się z natłoku przemyśleń. Pomógł bratu położyć się i przykrył go delikatnie kołdrą. Yoh miał wysoką gorączkę. Ognisty szaman położył mu zimny okład na czole. W tej chwili cieszył się, że w tym domu znajdzie wszystko. Gdyby wylądowali w innym miejscu, kto wie, co by się z nimi stało.
- Jak myślisz...Hao...kto mógł nam zrobić coś tak okropnego? - spytał Yoh. Przygoda wydawała się być skończona, jednak pozostawało jeszcze wiele skomplikowanych pytań, na które szamani nie znali odpowiedzi. Co, jeśli klątwa i runy powrócą w najmniej oczekiwanym momencie? Co, jeśli zjawa zaatakuje ich ponownie? Byli całkowicie bezradni. Mogli jedynie mieć nadzieję.
- Nie przejmuj się tym. Porozmawiamy jutro, odpocznij - powiedział Hao. Zabrzmiało to raczej jak rozkaz, a nie przyjacielska sugestia, więc Yoh posłusznie zamknął oczy i spróbował odpłynąć. Niestety, sen nie przychodził. Hao cały czas czuwał przy nim i zmieniał mu okłady.
- Hao...? - odezwał się Yoh.
- Nie śpisz...? - zdziwił się szaman.
- Jakoś tak...nie mogę. Wiesz...dużo myślałem i chyba źle cie oceniłem. Mam wspaniałego brata... najlepszego. Nie jesteś zły. Przydarzyło ci się w życiu dużo nieszczęść i nigdy nie zaznałeś prawdziwej miłości ze strony rodziny... Mama nigdy o tobie nie wspominała. Często płakała. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, dlaczego. - Yoh przerwał i przekręcił głowę w stronę brata, który leżał obok niego i z ogromnym zdziwieniem słuchał go uważnie.
- Ponieważ za tobą tęskniła. Nie chciała wierzyć, że jesteś zły - powiedział. Po policzkach Hao popłynęły łzy, które szaman starał się jak najlepiej ukrywać. Niestety, bezskutecznie.
- N..naprawdę? - odparł cicho.
- Tak, ona cię kocha. Zawsze kochała. Tak samo jak ja. Przepraszam za wszystko... - Yoh uśmiechnął się lekko. Hao przestał walczyć ze łzami. To już nie miało najmniejszego sensu. Keiko...kochała go? Czym on zasłużył na tą miłość? Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał od brata. Myślał, że cała rodzina uważa go za potwora, którego trzeba jak najszybciej zniszczyć.
- Ja ciebie też przepraszam... - wypowiedział zaciskając pięści. - Nie powinienem uważać, że wszyscy ludzie są źli. Spakowałem całą rasę ludzką do jednego worka. Wszyscy mieli zginąć, nawet ty.
- Wiem, wybaczam ci, mam nadzieję...że ty mi też - Yoh przysunął się do bliźniaka i lekko go przytulił. Hao powoli zaczął się uspokajać.
- Zobaczę kiedyś mamę? - spytał.
- Na pewno - odpowiedział mu Yoh i mocniej przytulił.
***
- Co cię zmieniło? - dopytywał się Yoh. Nie rozumiał jak sześciolatek może wspinać się po stromych stokach górskich. Dość absurdalne,jak dla niego.
- W trakcie mojej wyprawy doznałem wielu obrażeń. Musiałem rozróżnić rośliny, które mogą mi pomóc, a które wręcz przeciwnie - doprowadzić do mojej śmierci. Wtedy żałowałem, że tak słabo uważałem na lekcjach Jinny. Cała wędrówka trwała dwanaście dni. Gdy byłem już na skraju wyczerpania, zobaczyłem szczyt góry, a na nim cztery kryształy - zielony, czerwony, niebieski i biały. Wtedy wpadłem w panikę. Jinny zawsze lubiła zadawać mi trudne zagadki, a jeśli nie udało mi się ich odgadnąć, przechodziłem za karę ciężkie treningi. Nie wiedziałem co zrobić. Kazała mi przynieść jeden kryształ, a tam były cztery.
- Który wybrałeś?
- Ten czerwony. Coś mnie do niego ciągnęło. Potem zemdlałem i obudziłem się w domu. Jinny powiedziała mi, że nie mogę mieć przyjaciół ani rodziny. Wspomniała też, że kryształy miały sprawdzić, który z żywiołów będzie moim podstawowym. Ogień mnie wybrał.
- Czyli...mogłeś wybrać dowolny kryształ?
- Dokładnie tak, chociaż niezupełnie. To on wybrał mnie. Tak mi się wydaje... Zaraz potem wpadłem w depresję z powodu wiedzy o tym, że nie będę mógł żyć normalnie, tak jak inni. Samotność działała na mnie okropnie. Wtedy Jinny wypuściła mnie z tego zamkniętego świata, w którym beztrosko żyłem sześć lat. Już jako dziecko zobaczyłem zło i ludzi, niszczących bezkarnie naszą planetę. Rozpłakałem się i...od tego momentu zacząłem naprawdę nienawidzić... Ludzie nie rozumieją. Zawsze będę sam. - powiedział.
- Nie prawda. Masz mnie - Yoh uśmiechnął się i położył dłoń na ramieniu bliźniaka - A przecież coś sobie obiecaliśmy.
W tym momencie Hao poczuł, że dłoń brata robi się strasznie gorąca. Poważnie się zmartwił. Wszystkie myśli nagle zmieniły tor. Był świadom tego, że jego bliźniak nadal stoi na krawędzi między życiem, a śmiercią. Jakkolwiek by się nie starał, Yoh może umrzeć. Dobrze zdawał sobie z tego sprawę, jednak samo myślenie o tym brutalnym wariancie sprawiało, że nie mógł powstrzymać szybkiego bicia serca. Nadal sam siebie nie rozumiał. Nie był w stanie pojąć i zrozumieć swoich uczuć, które ukrywały się na dnie jego wnętrza po dziś dzień. W tej chwili czuł się dziwnie. Dokładnie tak, jakby ktoś bezkarnie otworzył drzwi do jego serca, nie prosząc o klucz. Wyważył te zamknięte wrota bez żadnego wysiłku. Hao musiał poradzić sobie z ogarniającym go uczuciem. Jedna z jego stron chciała zwalczyć tą dziwność i ponownie zablokować drzwi do jego serca. O czym on myślał? Przecież nie posiada serca! Tak właśnie wmówili mu ludzie. Chciał dobrze, ale i tak uważali go za zło w czystej postaci.
- Koniec opowieści na dziś - Hao resztkami silnej woli wyrwał się z natłoku przemyśleń. Pomógł bratu położyć się i przykrył go delikatnie kołdrą. Yoh miał wysoką gorączkę. Ognisty szaman położył mu zimny okład na czole. W tej chwili cieszył się, że w tym domu znajdzie wszystko. Gdyby wylądowali w innym miejscu, kto wie, co by się z nimi stało.
- Jak myślisz...Hao...kto mógł nam zrobić coś tak okropnego? - spytał Yoh. Przygoda wydawała się być skończona, jednak pozostawało jeszcze wiele skomplikowanych pytań, na które szamani nie znali odpowiedzi. Co, jeśli klątwa i runy powrócą w najmniej oczekiwanym momencie? Co, jeśli zjawa zaatakuje ich ponownie? Byli całkowicie bezradni. Mogli jedynie mieć nadzieję.
- Nie przejmuj się tym. Porozmawiamy jutro, odpocznij - powiedział Hao. Zabrzmiało to raczej jak rozkaz, a nie przyjacielska sugestia, więc Yoh posłusznie zamknął oczy i spróbował odpłynąć. Niestety, sen nie przychodził. Hao cały czas czuwał przy nim i zmieniał mu okłady.
- Hao...? - odezwał się Yoh.
- Nie śpisz...? - zdziwił się szaman.
- Jakoś tak...nie mogę. Wiesz...dużo myślałem i chyba źle cie oceniłem. Mam wspaniałego brata... najlepszego. Nie jesteś zły. Przydarzyło ci się w życiu dużo nieszczęść i nigdy nie zaznałeś prawdziwej miłości ze strony rodziny... Mama nigdy o tobie nie wspominała. Często płakała. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy, dlaczego. - Yoh przerwał i przekręcił głowę w stronę brata, który leżał obok niego i z ogromnym zdziwieniem słuchał go uważnie.
- Ponieważ za tobą tęskniła. Nie chciała wierzyć, że jesteś zły - powiedział. Po policzkach Hao popłynęły łzy, które szaman starał się jak najlepiej ukrywać. Niestety, bezskutecznie.
- N..naprawdę? - odparł cicho.
- Tak, ona cię kocha. Zawsze kochała. Tak samo jak ja. Przepraszam za wszystko... - Yoh uśmiechnął się lekko. Hao przestał walczyć ze łzami. To już nie miało najmniejszego sensu. Keiko...kochała go? Czym on zasłużył na tą miłość? Nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał od brata. Myślał, że cała rodzina uważa go za potwora, którego trzeba jak najszybciej zniszczyć.
- Ja ciebie też przepraszam... - wypowiedział zaciskając pięści. - Nie powinienem uważać, że wszyscy ludzie są źli. Spakowałem całą rasę ludzką do jednego worka. Wszyscy mieli zginąć, nawet ty.
- Wiem, wybaczam ci, mam nadzieję...że ty mi też - Yoh przysunął się do bliźniaka i lekko go przytulił. Hao powoli zaczął się uspokajać.
- Zobaczę kiedyś mamę? - spytał.
- Na pewno - odpowiedział mu Yoh i mocniej przytulił.
***
Tak zasnęli. Jak pięciolatki, które śpią razem, bojąc się potwora z pod łóżka. Czuli się bezpieczniej. Musieli teraz nadrobić te wszystkie lata samotności.
Nareszcie zrozumieli , że gdyby wychowali się razem, żaden z nich by nie cierpiał.
Ale... chyba tak właśnie miało być.
Gdyby nie klątwa, nigdy nie spotkaliby się ponownie i nie zrozumieli.
Na niebie świeciło dziś zdumiewająco wiele gwiazd.
Ta noc...
mogłaby trwać już chyba wiecznie.
***
Anna Kyoyama
Awww, no nareszcie! <33 cieszę sie, że mogłam to w końcu przeczytać, bo tak się nie mogłam doczekać tego rozdziału. Aż trochę zapomniałam co było wcześniej, ale w miarę czytania, przypomniało mi się wszystko ^^
OdpowiedzUsuńOd czego by zacząć.... HAO!!! Cóż z tobą bracie? Jaki ty troskliwy i słodki :3 No nie spodziewałam się po nim, że tak sie będzie opiekował Yoh, jeszcze się martwił i zachowywał jak jego własna babcia! XD Niedługo powie "Yoszku, zjedzkaj ziemniaczki, bo ci wystygną" i będzie mu jeszcze poprawiał pierzynkę, jak się zsunie XD No, jestem pełna podziwu dla tego gościa. Taki niby dzielny, ale i okrutny szaman, a proszę ^^ Hao, dobrze, że schodzisz na dobrą drogę, a nie XD Zagłada ludzkości, pff.. Zagładę ludzkości to ty będziesz miał, jak stracisz brata XD więc lepiej sie nim opiekuj.
Ile oni będą tam siedzieć? Taka rana nie goi się po paru dniach, a Yoh nie chce dać sobie powiedzieć, że ma wypoczywać XD Już Hao go dopilnuje i będzie dbał o szybki powrót do zdrowia brata, mam rację? No, przecież już tak robi. Cóż za zmiana, czy on był u "surowych rodziców", czy co? ;> Na to wygląda, bo chyba mu tam kazali oborę sprzątać XDD
Historia Hao i Jinny była bardzo ciekawa i taka... nastrojowa wręcz. Miałaś świetny pomysł na opisanie w skrócie przeszłości starszego Asakury i ukazanie podłoża jego myślenia. Stąd właśnie zaczął myśleć w taki zły sposób, zaczął nienawidzić, prawda? Dobrze, że o tym napisałaś.
Ogólnie rozdział baaardzo mi sie podobał, był taki ciepły i uczuciowy. I taki słodki :3 Na początku, jak Hao wyznał Yoh, co czuje, to było takie wzruszające...
Eh, miałam napisać dłuższy i lepszy komentarz, ale nie mam spokoju w domu i mi już wyleciało z głowy, co chciałam ci napisać...
Ale życzę ci dużo weny na następny rozdział i masę czasu na napisanie ;)
Ściskam mocno i pozdrawiam ;***
dziękuję za dedykację:) a jeszcze bardziej za rozdział, na który się tyle naczekałam^^ to wymaga długiego komentarza;D
OdpowiedzUsuńwprawdzie większość rozdziału już widziałam, ale absolutnie nie zmniejszyło to przyjemności czytania po raz kolejny:) o bliźniakach to ja mogę czytać, i czytać, i czytać...:3 a dzisiaj było bardzo asakurzaście^o^
jej... jak to dobrze, że Haoś wreszcie wziął się w sobie i wyznał wszystko bratu... ileż można przecież dusić to w sobie? mieć obok takiego kochanego braciszka i nie przytulić się do niego? ja bym się tuliła na okrągło:3 i jeszcze Haoś się tak rozkosznie rozkleił...:3 ale to mogę zrozumieć, jeśli się przez całe życie trzymało uczucia na dystans, tłumiło je w sobie, to nic dziwnego, że przy pierwszej możliwej okazji wszystkie wyłażą ze zwielokrotnioną siłą... biedny Haoś... *tuli*
aczkolwiek muszę przyznać, że oczekiwałam po nim więcej domyślności... Yohś musiał się zacząć trząść z zimna, żeby Hao załapał, że może by się tak przytulić do siebieXD
- Śpisz?
- ŚPIĘ!
...epickieXD
ach... normalnie jakbym widziała siebie... tyle że Hao sprząta wszystko, kiedy się zamartwia o brata, a ja, kiedy mam się uczyćXD normalnie nigdy nie ma u mnie tak czysto, jak tuż przed sesjąXD
taak, Yohś ma bardzo mądre pomysły... ależ oczywiście, że dziura w brzuchu to idealny pretekst do wyskakiwania z łóżkaXD może do razu zacznie jeszcze robić brzuszki?XD albo nie, po co tracić czas - lepiej od razu włożyć sobie rękę do brzuca i omacać bebechyXD (w tej chwili pomyślałam o omacywaniu ksiąg u bydła drogą laparotomii... nie, nie pytajXD)
"- To się chyba rusza..." XDDD a wiesz, Yohś, nie zdziwiłabym sięXD
dobrze przynajmniej, że okolica okazała się nie taka zła, jak na początku mogło się wydawać:) ładna zieleń, potwory trzymane z daleka... nic tylko kurować się i zacieśniać braterskie więzy:3
jejku... i ta słodka scena z tuleniem się...*-* ja też się chcę przytulić...*biegnie do bliźniaków, wpycha się na chama i też się tuli*
kłótnia... pewno nie była przyjemna dla bliźniaków, no ale w końcu po kłótni można się godzić:D
i cieszę się, że Haoś tak się otwiera przed braciszkiem:) to przede wszystkim dobrze dla niego, że wreszcie ma kogoś, przed kim może to zrobić... (hah, skoro Yohś otworzył brzuch, to Haoś zaczął otwierać serceXD no dobra, to było trochę złośliweXD)
no i poznaliśmy co nieco z przeszłości Hao. chociaż nie była to zbyt wesoła przeszłość... ale i tak dobrze, że doświadczył chociaż trochę ciepła... a teraz Yohś może mu dać tego ciepełka jeszcze więcej:3 i ja też się na to chętnie piszę! *bliźniacy tylko wzdychają ze zrezygnowaniem, kiedy ponownie się na nich rzucam*
no i było trochę o Keiko!:D ja naprawdę ją lubię:3 i jakoś nie wyobrażam sobie, że mogłaby nie kochać Hao... (w ogóle jak tu nie kochać takiego Haosia...:3)
jej, jeszcze ta końcówka... (ta taka kursywąXD) takie słodkie...*-* znaczy o śpiących razem dzieciaczkach, nie o cierpieniu i tak dalej^^' ale normalnie wyobraziłam sobie takich małych Yoh i Hao...*-* sama słodycz...:3 ale należy mi się, skoro nie jem słodyczyXD
podsumowującXD rozdział asakurzasty, słodki, krwotokogenny i... asakurzastyXD jak najwięcej takich^^ jeszcze raz dziękuję za niego:)
buziaczki i czekam na next:)
do Amidamaru: nie trzeba iść do "surowych rodziców", żeby sprzątać oborę, wystarczy pojechać na praktyki hodowlaneXD mycie rur na mleko wyrabia muskuły normalnie lepiej niż siłowniaXD
O, dobra, to powiedzmy, że Hao był na praktykach hodowlanych! XD Chociaż nie, tam by nie poskromili takiego rozwydrzonego bachora, który sobie wcześniej ubzdurał zniszczenie ludzkości i zawładnięcie światem XD
UsuńSerio lepiej niż siłownia? Od dzisiaj idę czyścić rury na mleko! A co! ;]
Jejku... <33 Słodki był ten rozdział *.*
OdpowiedzUsuńCo prawda, większość czytałam już wcześniej, ale i tak komentarz się należy ^^
Od czego by tu zacząć... Cóż, cały rozdział można by zamknąć w trzech słowach: godzenie, tulenie, wspominki :) Co nie znaczy, że mi to przeszkadza, czy coś...
Teksty o spaniu mnie rozwalają xd Biedny Haoś... Yoh, nie bądź niemiły dla braciszka jak się tak o ciebie troszczy, co?
Ogółem, rozdzialik bardzo przyjemnie się czytało, wyłapałam parę drobnych błędów, ale nie będę Ci ich wypisywać :)
Heh, dzisiaj 12.05... Cały dzień czytania o bliźniakach, yay!
W takim razie odmeldowuje się porucznik Yohao! *salutuje* Ave bliźniacy!
ooooo ♥ słooooodko;D Hao nadzwyczaj dużo płakał w tym rozdziale;D:D:D Straszna beksa się z niego zrobiła odkąd się bliżej poznał z Yoh ^^. Ale to mega urocze jak Ci dwaj się do siebie przytulają *.* I jak sobie co chwila miłość wyznają to jest już w ogóle meeeega ;D
OdpowiedzUsuńAle z Yoh zrobiłaś typową babe w ciąży ^^. Raz ryczy i się przytula i "wybacz mi" itd., a za chwile później "NIE JESTEM GŁODNY", jeeeej to brzmiało nie przyjemnie -.-' Za dużo stresu misiaki mają :D I baaaardzo podoba mi się Hao w wersji "jestem lekarzem" xD W ogóle cała historia z Jinny jest git;D chociaż w momencie, w którym powiedziała Haosiowi, że zawsze będzie samotny coś mnie tak zakuło mocno w kalcie... Przecież się nim opiekowała przez sześć lat, uczyła go wszystkiego, traktowała jak własnego syna, nie wierzę, że go nie kochała. Na jej miejscu nigdy w życiu nie pozwoliłabym Haosiowi wejść w takie bagno, a już na pewno nie samemu.
Jednak to pikuś w porównaniu do "Zobaczę kiedyś mamę?"- wtedy to już był zgon kompletny, moje wszelkie systemy anty-wzruszeniowe pieprzły i doszłam do wniosku, że gdybym mogła, to w tym momencie zagłaskała bym i wyprzytulałabym Haosia na śmierć ^^.
Rozdział ogółem mega, czekam na ciąg dalszy, w nadziei, że za nie długi czas wrócą do Patch, Anna i Opacho pewnie umierają ze strachu ..;D
OEZU! Zapomniałam wspomnieć o "Boli cię coś?"!!! To był mega! xD Kobieto, jesteś moim mistrzem! Hao tu wiesza się na szyji braciszkowi, tak na pełnym spontanie, z miłości, zajebiście romantyczne, a ty Yoh z takim zimnym "Boli Cię coś?" Co za hejter, gdyby mi się Haoś na szyji uwiesił to bym pięć razy pieprzła na zawał, a potem dostałabym pośmiertnego ataku ADHD ^^. SJURSLI to był najbardziej oschły, bezduszny i badass tekst, jaki kiedykolwiek czytałam xD Równie dobrze mógł powiedzieć "weź mnie lepiej do kibla zaprowadź!" XDDD Rozwaliłaś mnie tym na łopatki po prostu, a potem za każdym razem jak się bliźniacy tulili to w głos mówiłam "Boli cię coś?" i popadałam w niekontrolowany i mimowolny atak śmiechu, utwierdzając resztę rodziny w przekonaniu, że pokój w psychiatryku to dla mnie całkiem niezłe rozwiązanie ^^ ;D Na pocieszenie dodam, że ten tekst jest już słynny w moim domu- nawet tata to podłapał, chociaż wątpię, żeby w ogóle wiedział na czym polega "śmieszność" tegoż zwrotu ;D:D:D Dobra rozpisałam się ^^ Spadam;D
OdpowiedzUsuńHej :3
OdpowiedzUsuńTwój blog jest jedynym blogiem, który przeczytałam z ciągłym zainteresowaniem. Gdy jakiś blog miał tyle rozdziałów i takiej długości to od razu wychodziłam i nie czytałam. Zawsze książki były jedynymi rzeczami, przy których mogłam się tak zaczytać, a tu niespodzianka. Blog gdzie jest tyle kochanych bliźniaków mnie zaciekawił *.* cały czas jestem w szoku, funga fufu^^
Mandarynki są pyszne :DD Ale ja nie o tym.
W tym blogu, podobają mi się bardo sceny, w których można się pośmiać. Uwielbiam jak Trey bije brawo i jak Ren studiuje swoją superową książkę "Jak być wrażliwym człowiekiem", ciekawe czy są ćwiczenia i cz.2. Muszę powiedzieć, że się dusiłam, przy zemście Yoh i jak był melanż w obozie Hao^^. Cały czas się zastanawiam skąd tam się wziął kontakt i skąd Lenny w szafie miał sukienkę yhmmmmmm. Muszę się nad tym zastanowić^^ Przydało by się, bo przez niego Yoh musiał się poświęcić, chociaż, fajnie bo dzięki temu, te całe runy i w końcu się zaprzyjaźnili. Miłość braterska jest super i ty ją opisujesz tak ssłodko. Normalnie Kawaii *.*. Nie mogę się nadziwić. To jak się kochają i jak Haosiu się zmienił. Yoh nadal jest wzorem do naśladowania. szkoda, że e tym świecie nie ma takich ludzi Funga fufu, a jak są to są wyjątkami i niestety na takich nie wpadłam.
A ten rozdział, był strasznie słodki i romantyczny. Haosiu tak się troszczy o swojego braciszka, że normalnie słów brak, albo jak zasnęli przytuleni do siebie *_*. Byłam bardzo zdziwiona, takie rzeczy? Ze strony Hao? Wow *.* kawai. A jak chodzi o kontakty Yoch i Anny to też opisujesz to bardzo romantycznie. Anna nie jest tyranką, ona to dla jego dobra. Też potrafiłaby się poświęcić. Muszę jeszcze powiedzieć, że dusiłam się z parę godzin na myśl o słowach Yoh, w którymś a rozdziałów:
"Anna mnie zabije, jeśli umrę" to tak było? ha ha. Popłakałam się^^ Oczywiście ze szczęścia, że mogłam przeczytać twojego bloga, i że mam szanse na jeszcze wiele takich rozdziałów prawda? Tak super, że już nie wiem co pisać, oczywiści to nie była jedyna scena w której płakałam ze śmiechu^^. Ale dużo by wymieniać :DD
A więc czekam na kolejny, super rozdzialik i pozdrawiam *przytula*
Funga fufu xDDDDDDDD
Hej :3
OdpowiedzUsuńNapisałam już jeden dłuuuugi komentarz, ale się nie opublikował T.T. Trudna, dla twojego blogaska się poświęcę. Nie wiem czy będzie też tak dłuugi, ale się zobaczy.
A więc twój blog, jest jedynym blogiem, (o takiej długości i ilości rozdziałów) który przeczytałam i się nie mogłam oderwać, myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko, przy książkach. A przy książkach mam tak prawie zawsze, to miłe zaskoczenie, Czytając twojego bloga cały czas się dusiłam i płakałam ze śmiechu. Uwielbiam jak Trey bije brawo i jak Lenny czyta swoją pożyteczną książkę. Przydałyby się ćwiczenia na sprawdzenie wiedzy i cz.2 xDDD To mu się bardziej przyda niż wciąganie jogurtu nosem. Ja bym wolała jogurt zjeść normalnie, a już na pewno taki z zbożami i najlepiej truskawkowy yhmmmy, pycha, ale ja nie o tym. Wciąganie jogurtu nosem mimo, że szkoda jogurtu, to trzeba by było spróbować, ale na pierwszy raz odpuszczę sobie zboża i kawałki owoców. Spróbuję z aksamitnym^^. To mi trochę przypomniało, jak moi koledzy z klasy wciągali kisiel nosem xDDDDDDD.
Udusiłam się prawie, gdy Yoh powiedział, że Anna go zabije jak umrze
:DDDDD, to mnie rozwaliło. Dziwne, że jeszcze tu siedzę.
Miłość braterska jest odjazdowa, Haoś taki opiekuńczy i milutki dla swojego braciszka. Nie mogę się naczytać. Nic nie pobije takich scenek. Zdarza się też, że płakałam ze smutku, gdy Yoh prawie opuścił swojego bliźniaka. Straszne było jak na początku Hao znęcał się nad nim, ale zemsta była świetna. Melanż w obozie Haosia, to było odważne posunięcie i te wielkie głośniki z Polski^^. Po jakiś trzech tygodniach pamiętam tyle z jakiegoś bloga, wow^^. Gratulacje dla ciebie, że nie zanudzasz czytelników i jakoś nie mogę sobie wyobrazić, byś mogła zostawić tego bloga. Jak mogłaś mówić, że jest do niczego?
Co by tu?
Romantyczne scenki po między Yoh i Anną. Kawaii *.*.
To jak bliźniacy zasnęli razem było mega kawaii. :DDDDDD Niech ta zjawa zostawi ich w spokoju, bo jak nie, to wzywam drużynę mandarynek i je pokonamy xDDD. Odbija mi trochę, ale nie można ich krzywdzić.
Blog mi się baaardzo podoba, jak już mówiłam. Czekam na kolejne takie rozdziały i pozdrawiam.
Oczywiście bym mogła więcej pisać, o wszystkich tych scenkach, ale nic z tego by nie wyszło, więc *przytula*
Funga fufu :D
Słodkie :3
OdpowiedzUsuńNominacja u mnie na blogu, zajrzyj jeś.i chcesz sie bawić ^^
Cześć :) Fajnie że Hao wreszcie wydukał te dwa piękna słowa, ale martwi mnie stan Yoh. Oby tylko dożył no i oby udało im się wrócić do Patch. Ale będą mieli miny jak zobaczą ich takich słodkich razem :D ciekawy pomysł na pogodzenie braci :) a już na pewno skuteczny, a to najważniejsze. Więc nich się kochają jak najdłużej i niech im ta braterska miłość służy :D szczególnie Hao, który chyba będzie nadrabiał teraz te wszystkie pozytywne aspekty życia ;) Tylko niech Yoh dojdzie do siebie....
OdpowiedzUsuńteż mam bloga o shaman king na ktorego serdecznie zapraszam http://hoshi-no-seichi.blogspot.com/ Chciałabym również dodać Twój blog u siebie :) czekam na odpowiedź. Pa ;)
Jezu, jezuu <33 Ubóstwiam ten blog, na prawdę strasznie mi się spodobał :) Fajnie że rozdział jest w miare długi i zawiera dużo szczegółów :D Czekam na kolejny i życzę dużo weny :*
OdpowiedzUsuńhttp://one-direction-lose-my-mind.blogspot.com/
Każdy ma jakieś wzloty i upadki. Nawet kiedy mam jakiś gorszy dzień powracam do Szamanów. To chyba czyni mnie tak silną. To niesamowite, ze tak wiele osób jeszcze o tym pamięta. Powtarzam to cały czas i nie mam zamiaru skończyć. Podziwiam Cie i kłaniam się do samej ziemi dotykając czołem kolan (no teraz zapewne tak był nie zrobiła bo u mnie ciężko z ćwiczeniami haha ale ładnie zabrzmiało) Tak powracając do tematu. Opisujesz wszystko w taki sposób, ze ja tracę jakąkolwiek zdolność wypowiedzi. Brakuje mi słów , które oddałyby jak bardzo uwielbiam Twoje opowiadanie. Pokazujesz niesamowita więź pomiędzy tak jak mogłoby się wydawać rożnymi osobami. Mam wrażenie, że Yoh i Hao tak naprawdę są jednością! Każda cząstka jednego jest dopełnieniem drugiego. Coś niesamowitego. Różnicie jednak pokazują jak idealni są w tym wszystkim. Yoh, który chce ocalić wszystkich. Dla mnie lekko zagubiony. Chcący zbawić cały świat, swojego brata. Z jednej małej iskry rozpalić cały ogień. Ty właśnie to tak pokazujesz. Małymi krokami pokazałaś przemianę Hao. Dla mnie jest cały czas taka sama niezrozumianą postacią. Nie mogę jednak już powiedzieć, ze jest egoistycznym dupkiem, za którego go miałam. Dzięki Tobie darze go pewna sympatia, która tak do końca nie potrafię określić. To naprawdę dziwne uczucie.
OdpowiedzUsuńNie chce opisywać całego rozdziału. Czytałam go już dawno temu i teraz nie potrafię w tak szczegółowy sposób opisać jaki miałam do niego stosunek. Jednego jestem pewna. Śmiałam się, wzruszałam i to wszystko naraz. Wywołujesz u mnie tak skrajne emocje i za to Cie uwielbiam. Kocham czuć to wszystko podczas czytania. Piszesz z taka lekkością. Chociaż nie będę tylko słodziła. Jaki miałoby to sens. Nie jestem może taka zwolenniczką tego, ze Hao robi się dobry. Yoh jest szczęśliwy i wszystko jest piękne. Brakuje tylko jednorożców. Może mam trochę inne spojrzenie na świat. Lubie jednak czytać Twojego bloga ponieważ jest dla mnie właśnie takim oderwaniem od mojego życia. To coś innego. Świat do którego się wchodzi i chce się w niego zagłębić jeszcze bardziej. Nie chce się myśląc o problemach. Chce się tylko pomóc tym kretynom w ich życiu. Tym kochanym kretynom, którzy są jeszcze bardziej nienormalni niż ja. Czasami chciałabym do nich podejść i wyciągnąć rękę i krzyknąć „ piątka” tez jestem stuknięta.
Dobra bo zaczęłam znowu coś czego nie chciałam. Wróćmy do braterskiej miłości. Pamiętam jak babka na łacinie tłumaczyła nam przez dobre trzy lekcje rodzaje miłości. Próbuje właśnie sobie przypomnieć jak to było ale nie mogę no trudno. Agape albo caritas nie wiem, które s tych słów lepiej oddaje ich miłość. Gdy Hao wreszcie wydusił z siebie te dwa słowa serce mi na chwile stanęło. Szybko się wzruszam. Budujesz fajne napięcie. Nigdy nie wiem co się wydarzy później. Zawsze mnie czymś zaskoczysz. Ładnie dobierasz słowa chociaż to może już tak masz. Niektórzy tak maja. Lubie takie drobiazgi. Lubie gdy coś z pozoru nie pasującego do siebie tworzy idealna całość. Spokojna woda -Yoh i Ogień- Hao. Dwa potężne żywioły tworzące harmonie. Nie potrzebuje wiele. Dajesz mi jednak to wszystko tym blogiem, opowiadaniem. Nie wyobrażam sobie życia bez Szamanów bez ich siły, determinacji. W głowie mam cały czas słowa z naszej pięknej Polskiej czołówki. „Świat ten nie jest taki zły. Pozwól tylko marzyc i śnić” Tymi właśnie pięknymi słowami chciałam zakończyć mój komentarz. Nie chce żeby wyszło to jak opowiadanie na dodatek jakieś takie bardzo poważne. Dlatego pozdrawiam. Powracam i czekam na nowe rozdziały!
Papatki! ♥
Koffam twoje notatki i chcę więcej :* Czytanie na temat hoa i yoh to dla mnie piękne przeżycia. Jestem mega ciekawa co będzie dalej. Oh i jeszcze jedno mini pytanko czy to co piszesz jest od cb, czy na podstawie czegoś nie wiem książki komiksu czy coś? Pozdro dla cb i dla twoich dzieł :]
OdpowiedzUsuńDziękuje bardzo:) Odpowiadam na pytanie. Wymyślam wszystko na bieżąco i wszystko powstaje w mojej głowie:)))
Usuń