Dzisiaj jakoś nie chce mi się rozpisywać na początek...Właśnie robię figurkę Anny z samo schnącej modeliny. Ciekawe co mi z tego wyjdzie. ^^ Z lenia do napisania następnego rozdziału wyciągnęła mnie Yohao. ^^ Arigato! Tak na marginesie, wpadać do niej bo świetny rozdział napisała <333 A ja wracam do maltretowania bliźniaków. Miłego czytania! <3
A no i Ps. Muszę dopisać jedną śmieszną rzecz z gg xD mam nadzieje, że mnie Spokoyoh nie zabijesz (aż tak szybko xD)
AK: Hej Spokoyoh! Chciałabym ci przedstawić moje dwie nowe koleżanki! * niebieskie łapy całe we krwi przyjacielsko machają do Spokoyoh*
SY: * Spokoyoh równie przyjacielsko wyjmuje piłę motorową*
***
- Jak to...umrzemy? - Yoh spoglądał w osłupieniu na Hao. Roztrzęsiony brat przyprawił go o dreszcze. Długowłosy z przerażeniem patrzył na wypalające się czerwonym płomieniem znaki na jego ręce.
- Co to oznacza...? Mówię do ciebie!!! - Yoh ponownie spróbował nawiązać rozmowę. Szturchnął go, by ten w końcu pozbierał się i spróbował coś zdziałać. Hao zachowywał się, jakby niczego nie słyszał. Nie pozwolił dopuścić brata ani niczego innego do swoich myśli. Błądził ślepo we własnym umyśle szukając odpowiedzi. Za wszelką cenę próbował przypomnieć sobie skąd zna te runy. Natłok myśli przyprawiał go o mocny ból głowy. Yoh wpatrywał się w stwardniałą, zmarzniętą ziemię. Ból z każdą chwilą coraz bardziej odbierał mu władzę nad własnym umysłem. Po chwili jego wzrok powędrował na Hao. Długowłosy szaman wstał i otrzepał pelerynę. Yoh zauważył ogromną zmianę w jego zachowaniu. Z twarzy brata całkowicie zniknął strach i jakiekolwiek inne emocje, które jeszcze przed chwilą targały nim jak szalone.
- Dokąd idziesz? - spytał osłabionym głosem Yoh.
- Do biblioteki - odparł Hao. Nie miał teraz najmniejszej ochoty na rozmowy. Szczególnie z... "nim".
Zdecydowanym krokiem ruszył w stronę Patch Village. Najważniejszym priorytetem było teraz uwolnienie się od klątwy. Czymkolwiek ona była...
***
- Nie możesz zniknąć z moich oczu? Nie potrzebuję cię do szczęścia - warknął wściekle Hao.
- Co czytasz? - spytał spokojnie Yoh pochylając się nad nim.
- NIE TWÓJ INTERES! - wybuchł długowłosy.
- Chyba jednak też mój. Chciałbym się dowiedzieć jak pozbyć się tych znaków. Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, kretynie, siedzimy w tym całym koszmarze razem.
Yoh miał racje, jednak Hao nie chciał podzielić się z bratem swoimi jakże ciężko zdobytymi informacjami. Znalezienie tej książki w bibliotece zajęło mu wieki! (Taaa xD jasne! Idzie do komputera, przeszukuje zawartość biblioteki i Ren klika mu tajne hasło czyli "Enter" i gotowe xD)
- Wynoś się stąd! - Hao korzystając z okazji, że chłopak stoi tak blisko walnął go z całej siły w brzuch.
- Ałaaa! - Yoh rozmasował bolące miejsce. - Ty na prawdę nie potrafisz panować nad swoimi emocjami, debilu! - odgryzł się. Chyba jednak nie ma tu co szukać. Brat nie jest dziś zbyt skory do rozmów. Niech sobie radzi sam! - pomyślał i skierował się w stronę wyjścia z biblioteki. Nagle poczuł jak ogromny ból rozrywa jego rękę na drobne kawałeczki. Spojrzał na nią z przerażeniem w oczach. Runy klątwy przybrały ogniście czerwoną barwę i piekły niemiłosiernie. Spojrzał na Hao. Ten trzymał się za ramie zaciskając pięści. Ledwo powstrzymywał się, by nie krzyknąć. Yoh zrobił dwa kroki w stronę brata. Ból całkowicie ustał. Szaman nic z tego nie rozumiał. Na twarzy Hao było widać teraz ogromną ulgę.
- Hao...mam wrażenie, że te rany są w jakiś sposób...połączone - stwierdził krótkowłosy.
Ognisty szaman przełknął ślinę. Jego najgorsze przypuszczenie zaczynało się potwierdzać.
- W tej książce jest napisane, że runy pochodzą od "Demonów Dusz". Podobno demony te były kiedyś bogami, ale w nieznany przez nikogo sposób zamieniły się w potwory żądne ludzkiego cierpienia.
- Wierzysz w te bajki? - spytał kpiąco Yoh. W sumie, to był bardziej zdziwiony faktem, iż to jego brat zaczął konwersacje i obyło się bez żadnych niepotrzebnych epitetów.
- A mam jakiś wybór? - Przewrócił kolejną kartkę. - Tu są zawarte podstawowe informacje o klątwie. Legenda powiada, że ten, który zostanie w jakiś sposób naznaczony runami Demonów Dusz, umrze w męczarniach.
- Jak to?! - Yoh prawie położył się na bracie próbując coś przeczytać. Nie wierzył temu co przed chwilą usłyszał. Hao odsunął jego twarz na bezpieczną odległość i kontynuował. *bliskie spotkanie rękawiczka z gwiazdką + twarz Yoh*
- Znaki atakują obszar ludzkiego ciała, aż pokryją je w całości. Wtedy bół będzie nie do wytrzymania i oboje pożegnamy się z życiem - stwierdził studiując kolejne zdania.
- I mówisz mi to z takim spokojem?! Nie spieszy mi się zbytnio do świata duchów! - zbulwersował się Yoh. Potrząsnął bratem, czego po chwili mocno pożałował. Hao wymierzył mu siarczystego policzka na uspokojenie. (nie takiego jak Anna:( To nie z miłości:( xD)
- Uspokój się kretynie! Tu jest napisane, że zanim klątwa opanuje całe ciało można temu zapobiec. Jest taka góra, "Long change" na której znajduje się źródło o krystalicznie czystej wodzie. Podobno ma właściwości uzdrawiające. Z tego co wynika z tej książki, jak przemyjemy w nim rany to uwolnimy się jednocześnie od śmierci.
Chociaż...jest jeden...tyci problem.
- Jaki? - spytał już lekko uspokojony Yoh.
- Ty. Wyszło na to, że nasze runy są połączone i jak się od siebie oddalamy to... boli. Od drzwi biblioteki do tego stolika jest jakieś...5 metrów. Sam więc widzisz, jak miło nas urządzili. Nie mam pojęcia czemu. Nie ma o tym żadnej wzmianki w księdze. Jednakże, nie podoba mi się to. Jesteś niepotrzebnym śmieciem... Będziesz mi tylko przeszkadzał.
- Uważaj co mówisz! Chcesz się bić?! - Yoh skoczył na Hao i uderzył go pięścią w twarz. Długowłosy szaman (co nikogo nie dziwi) oddał bratu dwa razy mocniej. Po chwili tarzali się po podłodze i wymierzali sobie bardzo celne ciosy.
- Proszę się opanować! To jest biblioteka! Mam zawołać ochoronę i usunąć was z turnieju?! - krzyknęła stara bibliotekarka.
Bracia odskoczyli od siebie i z trudem "spróbowali" (dobrze, że przynajmniej spróbowali xD) doprowadzić się do porządku.
- Zbieraj się. Idziemy na tę górę - powiedział zdecydownie Hao.
- Zaraz, zaraz! - krzyknął Yoh. - Nawet nie wiem, gdzie to jest. Nie zdradziłeś mi żadnych informacji! Wiesz? To nie jest zbyt fajne uczucie, gdy się wie, że zaraz może się umrzeć, a nie ma się pojęcia od której strony zacząć cokolwiek robić! - krótkowłosy szaman obraził się na brata jeszcze bardziej.
- To w Japonii - odparł Hao.
-Co?! To świetnie, wręcz wspaniale! - krzyknął do reszty wściekły Yoh. - Dotrzemy tam za rok?! Jakbyś nie wiedział, kretynie , jesteśmy na PUSTYNI! Na dodatek na drugim końcu świata!!! - wydarł się na całą bibliotekę. Hao spojrzał na brata ze zdziwieniem i zdezorientowaniem. Jeszcze nie miał okazji widzieć tak wkurzonego Yoh. Miał wielką ochotę parsknąć śmiechem.
- No... dwie godzny lotu na Duchu Ognia i jesteśmy na miejscu... - powiedział Hao próbując powstrzymać się od śmiechu.
- A... y... tak też można.
- Dobra, dosyć gadania. Im szybciej to załatwimy tym lepiej, bo mam co do ciebie jeszcze plany. Chodz. Spakuj tylko troche jedzenia jeśli nie wytrzymasz marnych dwóch godzinek - zaśmiał się długowłosy szaman. Ośmieszony i zażenowany Yoh poszedł w ślad za bratem. Komu w drogę temu czas...
***
- Co? Byłeś dwie minuty temu! - krzyknął Hao. - Jak co chwile będziemy się zatrzymywać, to nigdy nie dolecimy na miejsce!
- Łatwo ci mówić! Jakbyś wypił cztery litry soku mandarynkowego przed wyjazdem, to też by ci sie chciało!
Nigdy nie zrozumiem systemu rozumowania tego idioty... - pomyślał długowłosy. Z góry wszystko wyglądało jak miniaturowy domek dla lalek. Hao lubił latać. Z dala od ludzi był bardzo szczęśliwy.
- Przygotuj się do lądowania - powiedział nakierowując Ducha Ognia na pobliski las.
- Nareszcie! Zaczynało mi się tu nudzić... - Yoh spakował swoje rzeczy. Nabrał jedzenia jak na miesiąc z czego brat nie był zbytnio zadowolony. Zabrało mu to dużo czasu i musiał na niego czekać.
Ognisty szaman szukał miejsca gdzie można byłoby wylądować. Nagle...poczuł się dziwnie. Jakby ktoś próbował wypąpować z niego całe foryyoku. Aura Ducha Ognia zaczeła zanikać w zadziwiająco szybkim tempie. Oboje wystraszyli się. Hao za wszelką cenę próbował utrzymac kontrole ducha. Na próżno. Duch Ognia rozpłynął się w powietrzu. Dwójka szamanów spadała teraz z ogromnej wysokości prosto w ciemny las. Hao całkowicie nie wiedział co ma robić. Umrą? Nie sądził, że koniec przyjdzie tak szybko. Zdecydowanie zbyt szybko. Yoh zachował zimną krew. Już kiedyś coś takiego przeżył. Złapał Hao mocno za rękę.
- Amidamaru! Musimy złagodzić ten upadek tak, jak Ren wtedy gdy spadaliśmy z samolotu! Dasz radę?
- Tak jest przyjacielu! - odparł duch. Oboje przygotowali się na najgorsze. Udeżyli prosto w ziemię. Yoh nie wiedział, czy się udało. Widział już tylko ciemność...
***
Leżał nieprzytomny na ziemi. Nagle poczuł niezbyt miłe przebudzenie. Brat potrząsał nim na wszystkie możliwe strony.
- Yoh! Żyjesz?
- A wyglądam na nieboszczyka?
- No..yy...
- To było pytanie retoryczne, kretynie.
Krótkowłosy wstał i otrzepał swoje ubranie. Był wykończony. Upadek na szczęście nie był taki zły. Gdyby nie Amidamaru, oboje by zginęli. A właśnie... Gdzie jest Amidamaru?! Yoh gorączkowo wodził wzrokiem po otoczeniu. Po chwili jego spojrzenie powędrowało na Hao. Chłopak siedział pod drzewem. Można by rzec, że całkiem zrelaksowany.
- Tak, Yoh. Jesteśmy sami w środku lasu, który dziwnym trafem przypomina mi tropilalną Amazonię. Roi się tu od wszelkiego rodzaju przerośniętego, jadowitego robactwa. Jakby nie patrzył...mamy około 100 km drogi przez puszczę do góry "Long change". A i wspomniałem, że nigdzie nie ma naszych duchów oraz nie mamy żadnych szans na przeżycie? - powiedział optymistycznie Hao. xD
Yoh spojrzał na niego zdziwionym wzrokiem. Asakura rozumiejąc, że jego bezmózgi braciszek nic nie zrozumiał z jego jakże inteligentnej wypowiedzi rzekł w prost:
- Yoh, teraz to na prawdę jesteśmy martwi.
***
Ciąg dalszy nastąpi...
Wilgotne lasy tropikalne są najbogatszym w gatunki biomem, a tropikalne lasy w Amerykach są konsekwentnie bogatsze w gatunki niż lasy tropikalne w Afryce i Azji. Jako największy obszar lasów tropikalnych w Amerykach, lasy amazońskie mają niezrównaną różnorodność biologiczną. Jeden na dziesięć znanych gatunków na świecie mieszka w dżungli Amazońskiej.
Ogółem mówiąc, dużo robali i różnorodnych zwierzątek. xD Możecie sobie tak wyobrazić podróż Asakurów. Dokładnie tak. Jest rzeczka i duuużo drzewek. Nawet góry nie widać. Troche im współczuje, ale poćwiczą chodzenie xD.
Y: Co poćwiczymy? *zdezorientowanie*
AK: Chodzenie. To taka ludzka czynność, dzięki której przemieszczamy się z miejsca na miejsce.
Y: A w tej dżungli jakaś winda jest?
AK: Hao weź to stąd...*bulwers*
*Hao obwiązuje liną brata i ciągnie za sobą*
Mam nadzieję, że się podobało. ^^

ależ nie rozumiem, o co Ci chodzi...XD *ze spokojem wyciera piłę mechaniczną z krwi*
OdpowiedzUsuńnootkaa...*-* i tyle o bliźniakach...*-* bójka w bibliotece była świetnaXD taka braciszkowata^o^ i nawet niech się nie wypierają;P jeszcze będzie z nich kochające rodzeństwo, sami zobaczą^^
już Ci wspominałam, co myślę o "bliźniacy cierpią, jest fanie", aczkolwiek jeśli to ma ich do siebie zbliżyć... jej, i to, że nie mogą się od siebie oddalać^o^ ale miałam zaciesz;D nie wiem tylko, co oni na to...XD ale dobrze im tak, niech się nauczą, że nienawidzenie się z braciszkiem boli;P
o, a teraz jeszcze wylądowali sami w dżunli^^ jak słodkoXD nie, żebym miała coś do Ducha Ognia i Amidamaru (który w końcu uratował bliźniaków^^) i do tego, że prawdopodobnie mieliby jeszcze okazje do uratowania bliźniakom tyłków, ale co tamXD przynajmniej bliźniacy będą mogli się wykazać^^
ostatnia wypowiedź Haosia mnie urzekłaXD czyżby wątpił w braciszka? ale żeby aż tak?XD a kto zabrał zapasy jedzonka, no kto? oczywiście, pod warunkiem, ze jedzonko uratowało się po upadku... i nie zjadły go robale... albo YohXD
jedno tylko nie daje mi spokoju... skoro lecieli z Ameryki do Japonii (pomijam, że z jakaś astronomiczną prędkościąXD) i zapewne lecieli nad oceanem... to gdzie się zatrzymywali, żeby Yohś zrobił siusiu?O.o albo czekaj, chyba nie chcę wiedzieć...
ach, a propos biblioteki... cóż, przyszło mi do głowy tylko jedno: "jaka wiocha, taka biblioteka"XD
ENTER! jeszcze trochę i zacznę ustawiać sobie takie hasłoXD tak, jakby teraz nie było trudno się do mnie włamać... dobrze, że nie umiem ustawić sobie własnego PINu do karty płatniczej, bo bym była biedna...XD
nie mogę się już doczekać tej góry...*-* i dobrze wiesz, dlaczego;D więcej bliźniaków...*-* i mam nadzieję, że już niedługo będą tylko siniaczki z miłości^o^
rozdział się asakurzaście podobał:D
buziaczki i z niecierpliowścią czekam na next^^
Kolejna notka o bliźniakach. Pisz ich jak najwięcej, żeby spowolnić zapędy na przykład Spokoyoh w zabiciu mojej skromnej osoby za brak bliźniaków w moim opowiadaniu. ^^
OdpowiedzUsuńRozdział mi się podobał i twoje podsumowanie o rzeczce i drzewkach. "Kretyn" i "Debil" to takie ładne epitety wyrażające braterską miłość. Wiesz bardzo ci współczuję. Bez rąk będzie Ci się trudno pisało. XD Chyba, że posiadasz klawiaturę o naprawdę dużych klawiszach. Czekam na nn.
Pozdrawiam ;*
Cała notka o bliźniakach ^^ jak słodko :d ja chcę taaakich dużo! :D
OdpowiedzUsuńJedyny plus tych runów to taki, że bliźniacy nie mogą się od siebie oddalać. ^^
Hao jeszcze będzie dziękować, że Yoh zabrał tyle jedzenia, jeśli nie, to zobaczymy co powie, gdy zgłodnieje. XD
Zapowiada się ciekawa wyprawa.^^ yay! To daje idealną sposobność, by stali się dla siebie prawdziwymi braćmi.:D
Rozdział się bardzo podobał, tak samo jak poprzedni;) Pozdrawiam.
Kasumi
yaaaayu. Oni dają sobie po twarzy jak prawdziwe rodzeństwo XD Z tym, że trochę... za mocno? ;< i bardzo to urocze, że jak się oddalają od siebie to boli ;D Może się wreszcie nauczą, że jak się ma braciszka to się go trzyma przy sobie ;D Mam nadzieje a 6 niedługo:DD
OdpowiedzUsuńPonawalali się w tej bibliotece i dobrze im tak. Widać, jak bardzo zaczynają się wcielać w rolę braci^^ To znaczy, że... idą w dobrym kierunku! Tak! O to własnie chodzi xD Niedługo sobie włosy powyrywają, ale wszystko tak "po bratowemu" >D
OdpowiedzUsuńRany, nie wiedziałam, że tam są jakieś runy... I że nie pozwala im to oddalać się od siebie. Chyba jak skończą, nie będą mogli nawzajem na siebie patrzeć, chociaż i tak się dziwię Yoh, że jeszcze nie oślepł od widoku Hao.. XD Ale wszystko w swoim czasie ^^
Będą sobie szli przez lasek^^ Nie no, dla Hao to chyba nic trudnego, bo on tam się włóczy po buszu non stop. Taki buszmen z niego pospolity xD Jeszcze tylko brakuje mu Opacho, który już w ogóle wygląda jak jakieś niedorozwinięte dziecko buszu.
Teraz to jeszcze bardziej mnie zaciekawiłaś, nooo! Czekam na kolejną część i kolejne walki braci, bo to jest sooo cuuute <33
Ale ci nabazgrałam komentarz... jak wczoraj czytałam na telefonie, ułożyłam sobie w myślach fajniejszy, ale tam się nie da komentować, a teraz już mi wyleciał z głowy ;___;
Chciałam podziękować za tak długi komentarz! Jesteś cudowna!
OdpowiedzUsuńGdy przeczytałam go kilka łez popłynęło po moim policzku. Gdy przeczytałam "co by powiedział Yoh" zdałam sobie sprawę, że może po prostu jestem za słaba. Nawet jeśli Yoh to tylko postać z bajki nauczył mnie tak wiele w życiu. Nie chce go rozczarować jednak teraz w moim życiu jest taki czas gdy sobie nie radze. Przypominam sobie co było rok temu, że nigdy już nie zobaczę tej osoby. Nie usłyszę jej śmiechu. To trudne bo jedyny sposób jaki mogę się z nią spotkać ta ta chwila na cmentarzu. Pisze o tak smutnych rzeczach ponieważ w mojej głowie jest tylko takie "coś". Chciałabym żyć w takim świecie Shaman Kinga. Gdzie walczyłabym ze złem.
Bardzo mi przykro z powodu przyjaciółek jeśli można je tak nazwać. To trudne gdy opuszczają Cie tak ważne osoby. Ja na szczęście mam wspaniałych przyjaciół to chyba powoduje uśmiech na moje twarzy. Chciałabym Ci życzyć takich przyjaciół jaki ja mam.
Ale koniec o tych smutnych chwilach.
Dziękuje, że czytasz to co piszę. Tak chwilowo miałam zaległości ze wszystkim.
Ale nadrobiłam ;]
Zacznę od bójki w bibliotece która mnie rozwaliła. Widać szczególna więź pomiędzy braćmi. Nawet jeśli się nie zgadzają.
Albo określenia typowe dla rodzeństwa Haha tak właśnie widzę siebie i mojego brata. Takie to prawdziwe.
Co do tego lasu to jestem bardzo ciekawa jak sobie poradzą. Las to takie miejsce które potęguje grozę. Narastające napięcie. Przepraszam za dużo polskiego. Ale nie o tym chciałam. Rozdział bardzo mi się podoba tak samo jak wcześniejsze. Piszesz wspaniale. Nie wiem skąd u ciebie tyle pomysłów. Jak chyba się wypaliłam jeśli chodzi o pisanie opowiadań SK najgorsze jest to, że "Kochany" Onet już skasował mojego bloga -_-
Ale teraz to Yoh skazany jest na Hao bo przecież dla niego co to za wyzwanie jakaś dżungla hehe. Dobra trochę się rozpisałam.
Czekam niecierpliwie na następna notkę. Dziękuje za wszystko i życzę dużo dużo weny ♥
Hej. ^^ No obiecałam, że przeczytam i dokonałam tego. ^^ Nie było zresztą trudno. ;) No co, podoba mi się opowiadanie, chociaż jest trochę dziwne. xD Ale takie przerysowywanie postaci zawsze daje świetne efekty komediowe. ^^ Horo Horo rządzi. xD
OdpowiedzUsuńKról Duchów nie jest z jogurtu... On jest z budyniu! xD Wiesz, z jakiego kultu pochodzi jego wyobrażenie? Jak chcesz się dowiedzieć, to poczytaj o mitologii Eskimosów. ;)
Fajna instrukcja robienia naszyjnika Yoh, choć ja bym pewnie zamiast modeliny wzięła glinę. Po wyschnięciu jest bardzo twarda, a po wypaleniu staje się ceramiką, więc niewiele rzeczy może ją tknąć. :> No chyba, że się potłucze. T.T
Ciekawy motyw z tymi runami... Czekam na rozwój. ^^
Ach, no i świetny ten szablon. ^^ A "Northen lights" słyszałam tylko w wersji zwykłej piosenki, balladę usłyszałam po raz pierwszy u Ciebie. :)
Sorry, nie mam dziś weny na komentarz. :P
Pozdrawiam. ^^
Hej. ^^ No obiecałam, że przeczytam i dokonałam tego. ^^ Nie było zresztą trudno. ;) No co, podoba mi się opowiadanie, chociaż jest trochę dziwne. xD Ale takie przerysowywanie postaci zawsze daje świetne efekty komediowe. ^^ Horo Horo rządzi. xD
OdpowiedzUsuńKról Duchów nie jest z jogurtu... On jest z budyniu! xD Wiesz, z jakiego kultu pochodzi jego wyobrażenie? Jak chcesz się dowiedzieć, to poczytaj o mitologii Eskimosów. ;)
Fajna instrukcja robienia naszyjnika Yoh, choć ja bym pewnie zamiast modeliny wzięła glinę. Po wyschnięciu jest bardzo twarda, a po wypaleniu staje się ceramiką, więc niewiele rzeczy może ją tknąć. :> No chyba, że się potłucze. T.T
Ciekawy motyw z tymi runami... Czekam na rozwój. ^^
Ach, no i świetny ten szablon. ^^ A "Northen lights" słyszałam tylko w wersji zwykłej piosenki, balladę usłyszałam po raz pierwszy u Ciebie. :)
Sorry, nie mam dziś weny na komentarz. :P
Pozdrawiam. ^^
A jednak :D Udało im się znaleźć jakieś wyjście ^^ Ale to że bd razem iść przez dżunglę ? Hahh już ja to sobie wyobrażam : Spokojnie idą , aż tu nagle Tarzan wyskakuje xD
OdpowiedzUsuń~ Kagamin-chan z DA :)