Z racji tego, że opowiadanie jest teraz trochę smutne, dam wam na początek mały bonusik xD. Nie byle jaki bonusik! ( tym razem to nie ryż treningowy ). Tego tygodnia mam aż 6 sprawdzianów :( Przez to ciężko napisać notkę... :( *Anna desperacko konsumuje jogurt* A właśnie, co do jogurtu ...xD Dzisiaj dłuuugi wstęp akurat o tym luksusowym wytworze homogenizowanym!
DOSŁOWNIE! xD ( A może nie dosłownie?O.o)
Prawie zapomniałabym, pozdrowienia dla Ashity, która w swoim komentarzu zawarła sformułowanie " Król duchów to ciota" xD. Gdy pierwszy raz to przeczytałam wybuchłam dzikim śmiechem* turla się po podłodze* i nie mogę się teraz od tego uwolnić xD Król Duchów to ciota, Król Duchów to ciota, Król Duchów to ciota ... xD dobra..skończyłam.
***
*Program nadawany na żywo ze studia telewizyjnego "Świat mikro organizmów " Odcinek sponsorowany przez rosyjskie mandarynki. *
AK = AnnaKyoyama
KD = Król duchów
S = Spokoyoh
R = Ren
AK: Witamy serdecznie w pierwszym odcinku "Świata mikro organizmów" ! Dzisiejszego dnia będziemy mieli zaszczyt gościć w studiu dwóch weteranów wojennych ! xD Przywitajmy ogromnymi brawami...*Horo horo bije brawo* KRÓL DUCHÓW I JEGO FATUM! xD * Dziewczyny z fanklubu Króla Duchów mdleją na widowni z zachwytu*
(Dla tych, którzy są nie zorientowani w temacie. Król Duchów to błazen blogowy u autorki opowiadań o populacji rzepaku w danym okresie arktycznym, Spokoyoh!(www.asakura-twins-forever.blog.onet.pl) *Ren bije brawo* * Wszyscy patrzą na niego ze zdziwieniem* *takie opadające usta jak w anime xD*
AK: Ren....*Annie łamie się głos z wrażenia* Od kiedy ty bijesz brawo i się cieszysz...O.o?
R: No co... ja lubię rzepak...*focha się na wszystkich, którzy nie wierzyli w niego...(i w rzepak xD), kopie Króla Duchów po czym sobie idzie*
AK : Mniejsza. Bardzo się cieszymy, że możesz dzisiaj tu z nami być Królu Duchów. Specjalnie dla ciebie przygotowałam zestaw pytań, na które mam nadzieję, udzielisz poprawnych odpowiedzi. * fanklub piszczy i wyjmuje notesiki* Pytanie pierwsze. Jak to jest być masą jogurtową? xDD
KD: Tak...paćkowato jakoś... * fanklub piszczy jeszcze głośniej i bije brawo *
AK: Aha...a masz ty jakieś hobby?
KD: Yyy... chowanie się przed Spokoyoh? T-T
AK: O.oooo Okej. A może pochwalisz się nam jakimś swoim...talentem? No chyba jakiś tam masz! *fanklub wyczekuje na odpowiedź Króla Duchów*
KD: No w sumie...siedzę sobie w Gwiezdnym Sanktuarium...i....no....gibam się wysoko w górę...to takie absorbujące...
AK: xD Rozumiem... Lubisz swoje stanowisko pracy? Spokoyoh dobrze ci płaci?
KD: *przemilcza pierwszą część pytania* To ona mi płaci? ...
AK: O.O No...powinna. Przecież jesteś jej błaznem blogowym, nie? Jakieś wynagrodzenie powinno być!
S: Ależ tak, płace mu xD W siniakach, dlatego z radością pracuje za darmo.
AK: Ale takich z miłości? (Do Spokoyoh)
S: Jasne...xD
AK: Wróćmy do wywiadu. Królu Duchów, co myślisz o noszeniu suszarki w plecaku do szkoły?
KD: Yyy...No w sumie nie mam nic przeciwko... o ile suszarka nie ma ukończonych 18 lat to wręcz obowiązek uczęszczania do szkoły.
AK: Teraz się skup bo to będzie pytanie bardzo osobiste. Co było pierwsze, perliczka czy jajko?
KD: * Zaczyna się pocić z wysiłku* Jaj...yyy... perliczka?
AK: O.o bez komentarza (myślałam, że on tylko udaje głupiego xD) ehh...Następne pytanie. Gdybyś był gwiazdą kina, w jakim filmie chciałbyś zagrać?
KD: W takim, gdzie mnie nie biją! T-T Można sobie w spokoju gibać się wysoko w górę....Może to być film o krowach. Krowy są fajne, bo dają mleko, a z mleka jest jogurt...
AK: Wspaniała odpowiedź<333 *fanklub szaleje i robi fale* Ostatnie pytanie. Królu duchów, gdzie ty właściwie masz twarz? xD
KD: A czekaj... *grzebie w masie jogurtowej* Gdzieś...gdzieś tu chyba była ...* grzebie jeszcze intensywnej* *uświadamia sobie, że za bardzo nie ma rąk do grzebania * Yyy...jestem pewien, że gdzieś tu była...
AK: No cóż, trudno. Było nam miło gościć cię w studiu. W nagrodę za występ jeszcze dziś, do Sanktuarium Gwiazdy przyjadą do ciebie trzy wielkie ciężarówki z zapasem jogurtu, który starczy ci na całe życie!
S: Królu duchów, ukłoń się!
* masa jogurtowa przechyla się do przodu * * tłumy szaleją *
Mam nadzieję, że dzięki temu wywiadowi wasza wiedza na temat Króla Duchów wzrosła wprost proporcjonalnie do ilorazu głupoty przekazanej w tekście powyżej. Żeby już nie przedłużać, (bo i tak zabrałam bardzo dużo notki na ten wstęp)... Ehh..czemu ten Hao jest taki niemiły dla Yoh?o.O Wredny braciszek...grr! Dobra, jak zwykle, życzę miłego czytania i już sobie idę... xD * chwyta Króla duchów za rękę i biegnie z nim zwiedzać świat* *uświadamia sobie, że Król duchów nie ma rąk* * popada w depresje *
***
Ból. Ogromny ból przeszył jego ciało wybudzając chłopaka z już i tak słabego, niespokojnego snu. Poranek nie byłby wcale taki zły...gdyby nie liczyć spania na dworze, w zimnie, pośród gromadki komarów, które tylko czekały by wyssać z niego całą (szlachetną xD) krew Asakurów. (Ahh a u nas jest zima i nie ma tych nieludzkich krwiopijców xD jedyna zaleta tego mrozu T-T ). Odruchowo złapał się za nogę i rozmasował obolałe miejsce z grymasem na twarzy. Czyżby tortury zaczynały się tu z samego rana? Bliskie spotkanie z butem brata nie za bardzo go ucieszyło. Spojrzał w górę. Przed nim stał wielki, majestatyczny i wspaniały władca nad władcami, Hao Asakura, który wczorajszej nocy dał prawdziwy pokaz swojej gościnności. (Co niestety Yoh odczuł i to dosłownie :( Chlip....:( )
- Wstawaj leniu - powiedział kopiąc Yoh jeszcze raz, by całkowicie i na dodatek brutalnie wyrwać go z krainy snów. - Idziemy na arenę. Za pół godziny walka z tymi twoimi...phh..."przyjaciółmi"... - prychnął pogardliwie. Młody Asakura spiorunował go spojrzeniem. Wstał i doprowadził się do porządku. Będzie mądrzejszy i nie zareaguje na zaczepki ognistego szamana.
Bolało go teraz wszystko, co boleć mogło. (Nawet włosy xD odcinek 3 xD) Nigdy... przenigdy już się tak nie zachowa! Co mu odbiło, żeby spać na dworze? Mógłby choć na chwilę schować swoją dumę głęboko do kieszeni. Chociaż perspektywa mieszkania w jednym namiocie z "bratem" nadal go przerażała... Zimno + komary = szaman niezadowolony, albo raczej szaman bardzo wściekły, pogryziony i zmarznięty! Dobrze, że się nie przeziębił, chociaż z drugiej strony... może i szkoda? Gdyby tak się stało Hao uznałby go za nieprzydatnego i zostałby odesłany spowrotem do swojej wesołej gromadki, za którą tak bardzo tęsknił...
Nie zmieniało to jednak faktu, że poparzona wczoraj ręka nie dawała o sobie w żaden sposób zapomnieć.
Musi wytrzymać. Będzie twardy. Na pewno nie da Hao skosztować tej satysfakcji poniżenia go po raz drugi.
To będzie ciężki dzień...
***
Cała drużyna długowłosego Asakury czekała już na niego na skraju lasu obok obozowiska. Po wściekłych i zniecierpliwionych spojrzeniach zrozumiał tylko tyle, że może... "odrobinkę" się spóźnił. (No co? Ja jestem po jego stronie, ogarnąć się i umyć to podstawa!)
- Już jestem... - odparł cicho przyłączając się do grupy. Bez zamienienia jakiegokolwiek słowa z bratem, ruszył pewnie przed siebie w stronę areny. Nikt z towarzyszy Hao nie podążył za nim. Odwrócił się, nie słysząc kroków i spojrzał na rozdrażnioną gromadkę. O co im znowu chodziło?!
- Co jest...? - spytał nie odnajdując się w zaistniałej sytuacji.
- Yoh Asakuro, popełniłeś bardzo poważny błąd! - odezwała się Marie.
- Niewybaczalny błąd! - zawtórowała jej Mattie.
- ...Co ja takiego złego zrobiłem? - spytał. Jego wściekłość rosła z minuty na minutę. Miał już szczerze dosyć tych nienormalnych zasad. Zakaz spotykania się z przyjaciółmi całkowicie mu do szczęścia wystarczał...
- Zawsze rano powinieneś pozdrowić mistrza Hao, ukłonić się i życzyć mu miłego dnia - rzekł Opacho pocierając jeszcze zaspane oczka.
Co? Tego już było stanowczo za wiele. Yoh nigdy mu się nie ukłoni. Przecież...to będzie wyglądać idiotycznie! Nie dość, że zrobi mu to wielki uszczerbek na dumie. Za nic. Nie, nie i jeszcze raz nie.
- Jeśli tego nie zrobisz, w łatwy sposób pokażemy ci drogę do świata duchów. Marie przygotowała się do ataku. Hao przyglądał się całej tej sytuacji z wielkim rozbawieniem. Gdyby brat coś dla niego znaczył, może nawet zrobiłoby się mu go żal. Yoh był jedynie narzędziem do pozyskania mocy Króla Duchów, nic poza tym, żadnych sentymentów. ( A wszyscy wiemy, że Król Duchów to naprawdę jedna wielka ciota xD)
Długowłosy Asakura spojrzał na swoją uczennicę wyczekująco. Ta, pojąwszy o co chodzi, stworzyła formę ducha i bez żadnego wahania wymierzyła atak w stronę Yoh. Szaman padł na ziemię przed oblicze Hao.
- A teraz, życz mistrzowi miłego dnia. - Zan chin położył mu stopę na plecach przyciskając przy tym chłopaka mocno do ziemi.
- Ni... nigdy... - Yoh nie mógł się złamać. Obiecał to sobie.
Zan chin ścisnął go mocniej. Na twarzy ognistego szamana pojawił się szeroki uśmiech. Uwielbiał znęcać się nad słabszymi o poranku, w szczególności gdy tak ślicznie grzało słonko <3 (oh..jak słiit xD)
- Mistrzu, za 5 minut jest nasza walka. Nie ma czasu ... - ponaglił go Peyote, który miał zawsze głowę na karku. (Jeden mózg w całej drużynie, muszą się nim dzielić xD)
Hao spojrzał na zegarek. Jego towarzysz miał rację. Jak tak dalej będą pastwić się nad Yoh, (chociaż to bardzo absorbujące zajęcie) spóźnią się, a to na pewno wykluczy ich z turnieju.
- Masz rację...chodźmy. Powitanie można uznać za zaliczone, Yoh. Wstawaj wreszcie...mamy mało czasu... - rzekł starszy Asakura i ruszył w stronę areny walk Patch Village.
***
Główne miejsce rozgrywek szamanów jeszcze nigdy nie było tak zapełnione. Wszyscy ze zniecierpliwieniem wyczekiwali najciekawszej jak dotąd walki. Chociaż wynik był właściwie przesądzony, widowisko zapowiadało się jak najbardziej pozytywnie. No bo przecież, Drużyna Rena to nie byle kto!
"Bracia" Asakura dotarli wreszcie na miejsce.
- Nigdzie nie odchodź, to nie potrwa długo - powiedział jak zwykle pewny siebie Hao, po czym poszedł wykonać należne mu zadanie. Reszta skierowała się na trybuny. Yoh usiadł obok Marie i podparł głowę rękoma. Był zmęczony i nie za bardzo chciało mu się patrzeć jak jego przyjaciele przegrywają. Tego, czego był w stu procentach pewny, to to, że Hao ich nie skrzywdzi. Będą musieli się jedynie pozbierać po klęsce. Szczególnie właściciel największego, przerośniętego ego na świecie - Ren. Krótkowłosy Asakura błądził wzrokiem po widowni. Po chwili spostrzegł swoich przyjaciół. Siedzieli centralnie na przeciwko niego, po drugiej stronie trybun. Rozejrzał się po towarzyszach Hao. Nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Czuł się jak powietrze. Nagle rozbrzmiały krzyki i oklaski. Walka...w końcu nadeszła.
***
Yoh nie wytrzymał. Korzystając z tego, iż wszyscy wyczekują początku starcia, począł przepychać się przez ludzi prosto do Anny. Od razu poczuł się lepiej, widząc jak na twarzy blondynki pojawia się uśmiech na jego widok.
- Mistrzu Yoh! Gdzie się mistrz podziewał? - Ryuu prawie rzucił się mu na szyje lecz Yoh zręcznie i najgrzeczniej jak tylko umiał zrobił unik i pomknął do Itako. No tak..oni jeszcze o niczym nie mają pojęcia... - przypomniał sobie. Anna prawdo podobnie chciała im to ogłosić po walce, tak jak się umówili.
- Yoh? Co ci się stało?! - dziewczyna z przerażeniem spojrzała na liczne zadrapania Asakury. Gdy spostrzegła ogromne oparzenie, poważnie się zmartwiła.
- Hao? - spytała.
- W rzeczy samej - odparł Yoh.
- On...nie może cię tak traktować, nie ma prawa! To nieludzkie ! Faust, chodź tu do mnie!
- Tak jest, pani Anno.
- Najwyraźniej mój...ekhem..."brat", może co mu się żywnie podoba. - Yoh posłusznie usiadł i poddał się skomplikowanym zabiegom opatrywania rany na ręce. Arena to może nie najlepsze miejsce, na takie rzeczy, ale i tak nikt nie zwracał na nich najmniejszej uwagi. Syknął z bólu gdy gaza z wodą utlenioną dotknęła jego ramienia. To jednak nie oderwało Fausta od wspaniałego zajęcia, jakim jest maltretowanie Asakury. (chociaż raz w pozytywnym sensie^^)
- Anno, nie mam zbyt wiele czasu... Jak Hao się dowie, że się z wami spotkałem, nie będzie zbyt dobrze, ani dla was, ani dla mnie...
- Jak to?... - Nic z tego nie rozumiała.
- Zabronił mi się z wami spotykać. Ałć... - Spojrzał na ranę, którą nekromanta smarował jakąś maścią.
- Jeszcze chwile mistrzu Yoh. Wytrzymaj - powiedział Faust nie przerywając pracy.
Anna ujęła dłoń Asakury. Jego brat się nad nim znęcał... Bała się, że go zabije, a wtedy straci Yoh na zawsze.
- Wytłumacz wszystkim, co zaszło. Ja już muszę wracać...
Skinęła głową na znak, że rozumie. Nie była w stanie wydobyć z siebie już ani jednego słowa. Faust był tak pochłonięty dokładnością wykonania swojego zadania, że nawet nie słuchał ich rozmowy.
- Skończone, mistrzu Yoh. Proszę uważać na tą rękę i ją oszczędzać.
- Dobrze, dziękuje przyjacielu - powiedział i spojrzał na Annę. W jego oczach był ból i cierpienie. Yoh nigdy nie pokazywał takich emocji. Zawsze szukał tej dobrej strony medalu. Anna bała się o niego coraz bardziej. Była pewna...że zaczyna stawać się zły. - "Będę tęsknił..." - To były jego ostatnie słowa do Itako. Odwrócił się i pobiegł prosto w odchłań piekła zwanego potocznie "Hao Asakura ".
Tak jak się spodziewał, towarzysze ognistego szamana nawet nie zauważyli jego chwilowej nieobecności. Bezszelestnie zajął swoje miejsce obok Marie i ze znudzeniem spojrzał na arenę. Horo, Ren i Choco już tam byli. Nie śmiali się, nie żartowali...Nie byli dzisiaj sobą. Gdyby mogli, już dawno by z stamtąd uciekli...ale nie Ren. Chłopak stał wyprostowany z mieczem klanu Tao wbitym w ziemię. Był pewny swoich umiejętności. Tylko on mógł zostać królem szamanów, nikt inny. Całą noc studiował strategię ataku. Wiedział, że dzięki niej na pewno wygra.
(Zgadujcie kto będzie sędzią tej walki xDDD)
- Czy obie drużyny są gotowe? - spytał rutynowo Silva.
Gdy usłyszał twierdzącą odpowiedz, ogłosił początek walki. Drużyna Rena za nic nie chciała zrezygnować. (Właściwie...to Ren nie chciał, ale reszcie by ta opcja bardzo przypadła do gustu)
Fioletowo włosy szaman stworzył ogromną formę ducha. Ledwo się to wszystko zaczęło, a on już był gotów do unicestwienia Hao, raz na zawsze. Postanowił przelać całe foryyoku na pierwszy - i ostatni atak. Brat Yoh był silny, nie mógł pozwolić sobie na chociaż jeden, malutki błąd. To była jedyna opcja.
Chłopcy wdali się w wir walki. Rywalizacja pochłonęła ich całkowicie.
- Atak sopla! - krzyknął Horo horo celując ostrymi kryształami lodu w przeciwnika. Na próżno...ten teleportował się i wymierzył cios zaskakując szamana z północy. Atak Horo horo jednak na coś się przydał. Odgrodził jego, Choco i dwóch towarzyszy Hao od Rena i samego mistrza ognia. Otaczała ich teraz lodowa bariera. Byli sami. Tego właśnie pragnął Tao. Walka jak równy z równym. Tao jeszcze nigdy nie rozrywała taka złość. Czuł, jak gniew przepływa przez każdą żyłę w jego ciele razem z krwią i zamraża przy tym wszystkie pozytywne uczucia. Liczyło się tylko jedno, "Zniszcz - albo zostaniesz zniszczonym". Nie miał wyboru. Ginąć nie zamierzał. Atak natrzedł z powietrza.
- Mega ultra super ekstra szybkie tempo!(xDDD nie mogłam się powstrzymać xD) - krzyknął i Parę sekund później tysiące mieczy oraz noży wyrosło z ziemi. To był pokaz. Słyszał krzyki i oklaski widowni. Trafił. Nie mógł w to uwierzyć. Hao stał dokładnie w miejscu, do którego celował. Ledwo podniósł się próbując utrzymać równowagę.Ten atak kosztował Rena bardzo dużo mocy. Szybkie i wspaniałe zwycięstwo. Już mogą mu dać koronę. Jego rodzina będzie dumna. Przyniesie im wieczną chwałę.
- Twój sposób walki jest...inspirujący. Ta rządza zemsty...Ren. Może jednak chciałbyś do mnie dołączyć? - spytał spokojnym głosem Asakura.
Ren nie mógł uwierzyć temu, co zobaczył.. Hao stał za nim, był w pełni sił i miał całe swoje foryyoku. Nawet go nie drasnął! To niemożliwe. Zacisnął pięści raniąc własne dłonie.
- Prędzej zginę! - Wpadł w furie. Nie chciał przyznać się do swojego własnego strachu. Bał się. Ogromnie bał się potęgi ognistego szamana.
- Masz także ciekawy sposób myślenia... Zniszcz, albo zostaniesz zniszczonym, tak? - Hao droczył się z nim. - Może się jeszcze zastanowisz nad moją propozycją? To ostatnia szansa, Ren - nalegał. Bardzo chciałby mieć w drużynie kogoś takiego jak on. Z łatwością pomógłby mu z zimną krwią pozbyć się całej ludzkości.
- Nigdy!
- Na pewno? - spytał jeszcze raz coraz lepiej się bawiąc.(jak w milionerach xD definitywnie? ale czy na pewno?xD) Wspaniały widok uciekających resztek foryyoku z przeciwnika. - Wykorzystanie całej mocy do pierwszego ataku było nierozsądne... Myślałeś, że byłbyś w stanie mnie pokonać czymś takim? - zaśmiał się. Podszedł i złapał go za bluzkę unosząc do góry. - Przy mnie...nauczyłbyś się o wiele więcej... Będę dla ciebie bardzo łaskawy. Ostatnia szansa. Hao zaatakował go mieczem i wbił prosto w brzuch.
-Nie dołączę do kogoś, kto sam nie potrafi odnaleźć własnego siebie... - powiedział dusząc się krwią. - Ktoś taki jak ty, nie może zostać przywódcą...Myślisz tylko o sobie i swoim królestwie, nie masz przyjaciół, którzy mogliby cię pocieszyć, pomóc ci w trudnych chwilach...- uśmiechnął się lekko. - Bo widzisz ...Hao, ja takich mam. Troszczą się o mnie, nawet gdy tego nie chcę, walczą u mojego boku, są przy mnie gdy tego potrzebuję. Czegoś takiego, nie da się uzyskać poprzez strach. - To były ostatnie słowa Rena. Zemdlał z wycieńczenia...z uśmiechem na ustach.
Dla Hao to było zbyt wiele. Jak śmiał powiedzieć coś takiego? Duch ognia zamachnął się i rzucił nieprzytomnym chłopakiem o ścianę areny. Rozbił ją z wielkim hukiem. Ciepła krew spływała teraz po całym jego ciele.
- Hao! Zapomniałeś o naszej umowie, KRETYNIE?! - krzyknął z trybun Yoh.
Brat spojrzał na niego nieco pogardliwie.
- Porozmawiamy w obozie... - cicho burknął pod nosem starszy Asakura. Yoh nie wiedział co go czeka...
***
(Zgadujcie kto będzie sędzią tej walki xDDD)
- Czy obie drużyny są gotowe? - spytał rutynowo Silva.
Gdy usłyszał twierdzącą odpowiedz, ogłosił początek walki. Drużyna Rena za nic nie chciała zrezygnować. (Właściwie...to Ren nie chciał, ale reszcie by ta opcja bardzo przypadła do gustu)
Fioletowo włosy szaman stworzył ogromną formę ducha. Ledwo się to wszystko zaczęło, a on już był gotów do unicestwienia Hao, raz na zawsze. Postanowił przelać całe foryyoku na pierwszy - i ostatni atak. Brat Yoh był silny, nie mógł pozwolić sobie na chociaż jeden, malutki błąd. To była jedyna opcja.
Chłopcy wdali się w wir walki. Rywalizacja pochłonęła ich całkowicie.
- Atak sopla! - krzyknął Horo horo celując ostrymi kryształami lodu w przeciwnika. Na próżno...ten teleportował się i wymierzył cios zaskakując szamana z północy. Atak Horo horo jednak na coś się przydał. Odgrodził jego, Choco i dwóch towarzyszy Hao od Rena i samego mistrza ognia. Otaczała ich teraz lodowa bariera. Byli sami. Tego właśnie pragnął Tao. Walka jak równy z równym. Tao jeszcze nigdy nie rozrywała taka złość. Czuł, jak gniew przepływa przez każdą żyłę w jego ciele razem z krwią i zamraża przy tym wszystkie pozytywne uczucia. Liczyło się tylko jedno, "Zniszcz - albo zostaniesz zniszczonym". Nie miał wyboru. Ginąć nie zamierzał. Atak natrzedł z powietrza.
- Mega ultra super ekstra szybkie tempo!(xDDD nie mogłam się powstrzymać xD) - krzyknął i Parę sekund później tysiące mieczy oraz noży wyrosło z ziemi. To był pokaz. Słyszał krzyki i oklaski widowni. Trafił. Nie mógł w to uwierzyć. Hao stał dokładnie w miejscu, do którego celował. Ledwo podniósł się próbując utrzymać równowagę.Ten atak kosztował Rena bardzo dużo mocy. Szybkie i wspaniałe zwycięstwo. Już mogą mu dać koronę. Jego rodzina będzie dumna. Przyniesie im wieczną chwałę.
- Twój sposób walki jest...inspirujący. Ta rządza zemsty...Ren. Może jednak chciałbyś do mnie dołączyć? - spytał spokojnym głosem Asakura.
Ren nie mógł uwierzyć temu, co zobaczył.. Hao stał za nim, był w pełni sił i miał całe swoje foryyoku. Nawet go nie drasnął! To niemożliwe. Zacisnął pięści raniąc własne dłonie.
- Prędzej zginę! - Wpadł w furie. Nie chciał przyznać się do swojego własnego strachu. Bał się. Ogromnie bał się potęgi ognistego szamana.
- Masz także ciekawy sposób myślenia... Zniszcz, albo zostaniesz zniszczonym, tak? - Hao droczył się z nim. - Może się jeszcze zastanowisz nad moją propozycją? To ostatnia szansa, Ren - nalegał. Bardzo chciałby mieć w drużynie kogoś takiego jak on. Z łatwością pomógłby mu z zimną krwią pozbyć się całej ludzkości.
- Nigdy!
- Na pewno? - spytał jeszcze raz coraz lepiej się bawiąc.(jak w milionerach xD definitywnie? ale czy na pewno?xD) Wspaniały widok uciekających resztek foryyoku z przeciwnika. - Wykorzystanie całej mocy do pierwszego ataku było nierozsądne... Myślałeś, że byłbyś w stanie mnie pokonać czymś takim? - zaśmiał się. Podszedł i złapał go za bluzkę unosząc do góry. - Przy mnie...nauczyłbyś się o wiele więcej... Będę dla ciebie bardzo łaskawy. Ostatnia szansa. Hao zaatakował go mieczem i wbił prosto w brzuch.
-Nie dołączę do kogoś, kto sam nie potrafi odnaleźć własnego siebie... - powiedział dusząc się krwią. - Ktoś taki jak ty, nie może zostać przywódcą...Myślisz tylko o sobie i swoim królestwie, nie masz przyjaciół, którzy mogliby cię pocieszyć, pomóc ci w trudnych chwilach...- uśmiechnął się lekko. - Bo widzisz ...Hao, ja takich mam. Troszczą się o mnie, nawet gdy tego nie chcę, walczą u mojego boku, są przy mnie gdy tego potrzebuję. Czegoś takiego, nie da się uzyskać poprzez strach. - To były ostatnie słowa Rena. Zemdlał z wycieńczenia...z uśmiechem na ustach.
Dla Hao to było zbyt wiele. Jak śmiał powiedzieć coś takiego? Duch ognia zamachnął się i rzucił nieprzytomnym chłopakiem o ścianę areny. Rozbił ją z wielkim hukiem. Ciepła krew spływała teraz po całym jego ciele.
- Hao! Zapomniałeś o naszej umowie, KRETYNIE?! - krzyknął z trybun Yoh.
Brat spojrzał na niego nieco pogardliwie.
- Porozmawiamy w obozie... - cicho burknął pod nosem starszy Asakura. Yoh nie wiedział co go czeka...
***
***
***
- Drugi dzień, a ty już łamiesz jedną z najważniejszych zasad... Oj nie ładnie, braciszku! - Hao przyciskał Yoh do drzewa tak, że z trudem łapał oddech. Starszego Asakurę bawiła ta sytuacja. Na dodatek kopnął go jeszcze brutalnie w brzuch. Yoh upadł na ziemię dławiąc się krwią.- Zraniłeś Rena...
- Myślisz, że jestem ślepy? Widziałem jak biegniesz do tych swoich...nic nie wartych "przyjaciół" -
złapał go za koszulę i zmusił do patrzenia sobie w oczy. Obserwował jak z kącika ust młodszego brata spływa stróżka ciepłej krwi.To takie ekscytujące... Jego wspaniałe dzieło. Starł ją delikatnie dłonią. (To on potrafi delikatnie?O.o)
- Jeszcze raz złamiesz zasady...- przysunął usta do ucha Yoh. Młodego Asakurę aż przeszły dreszcze. Gdyby mógł, odepchnąłby go. - To skrzywdzę te twoją Annę... - zaśmiał się złowrogo. Puścił brata i powrócił do obozu.
***
Tym razem Yoh stwierdził, że będzie posłuszny. Nie potrzebował kolejnych siniaków i ran do kolekcji. Pamiętna noc na dworze z komarami nie była jedną z tych wartych zapamiętania. Już po doprowadzeniu się do stanu używalności, wskoczył pod ciepły kocyk i ułożył się wygodnie. Fakt, iż Hao leżał kilkanaście centymetrów od niego przyprawiał go o bóle żołądka. Chciałby się jakoś na nim zemścić....Ale jak? Tak, by zabolało go tak samo mocno, jak i jego. Nagle wpadł na genialny pomysł. (Już się boje xD)
- Hao?
- No...?
- Śpisz?
- Śpię.
- Aha...- Yoh przekręcił się na drugi bok z rezygnacją.
- No co chcesz? - spytał zaspanym głosem długowłosy szaman.
- Masz może jakąś maść na zadrapania? Strasznie mnie boli ta rozcięta przez ciebie warga - odparł oschle pełen wyrzutu. Jednak jego plan musiał się powieść a to wymagało uszczerbku na dumie.
- Marie ma, w swoim namiocie. Idź do niej...
- Tak, to ...doskonały pomysł. To ja się ..ten no, przejdę tam do niej i się jeszcze może dotlenie, na spacerek pójdę ...sobie.
- Yoh...
- No co?
- Jest 12 w nocy... - stwierdził fakt Hao.
- Spacerki są dobre dla zdrowia! - uparł się.
- No dobra, idź sobie gdzie chcesz, ale daj mi wreszcie spać... - Zbulwersowany długowłosy Asakura chwycił poduszkę i zakrył sobie nią całą twarz. (izolacja od denerwującego braciszka wersja hard xD)
Na twarzy Yoh zagościł chytry uśmieszek. (małe różki wyrosły mu na głowie xDDD) Powoli i bezszelestnie opuścił namiot brata i cały obóz. Nie miał zamiaru iść do żadnej Marie. Pobiegł prosto do swoich przyjaciół...a własciwie, jednego z nich...dość specyficznego.
***
- Horo! Wstawaj! - zaczął nim potrząsać. - To ja, Yoh. Lubie...cheeseburgery! (argument na wszystko xD *sprawa sądowa* - Oskarżony ma coś na swoją obronę przed skazaniem go na dożywocie ? - Lubie cheeseburgery! - Nie winny! *koniec rozprawy* xD)
- Yoh? To naprawdę ty? Co tu robisz o tej porze...?
- Mam do ciebie dwie ważne sprawy, zaraz muszę wracać. Niech nikt nie dowie się o naszym spotkaniu.
- Noooo??? - Horo horo podrapał się po czterech literach.
- Pierwsza, jak się czuje Ren? Wszystko z nim w porządku?
- Tak, leży na dole. Faust powiedział, że się wyliże.
Kamień spadł Asakurze z serca.
- A druga sprawa?
- No właśnie...Silva po ostatniej imprezie baczniej pilnuje lokalu, no nie?
- Nooo Yoh, stary nawet nie wiesz jakie męki przeżywam! - wyżalił się niebiesko włosy. - Nie ma gdzie zrobić dobrej potańcówki...Po ostatniej sprzątaliśmy dwa tygodnie...
- Wiesz...właściwie, mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia. Nie chciałbyś może...zrobić najgłośniejszej i najlepszej imprezy w swoim życiu?
- Oooo! Asakura coś wymyślił. Gdzie?!
- U Hao w namiocie.
Horo horo skinął głową z dzikim uśmiechem na twarzy.
- Będę o piątej rano z największymi głośnikami do karaoke jakie widziałeś.
- To rozumiem! - Asakura również się uśmiechnął.
Zemsta będzie słodsza niż by się tego spodziewali...
***
Przyznam, że nie pisało mi się tego zbyt dobrze. *Coraz większe wyrzuty sumienia* Przepraszam cię, Yoh! :( Widzę jednak, że sam sobie świetnie poradziłeś. Następną część opowiadania będzie mi się pisać sto razy lepiej. Lubie gdy do akcji wkracza Horo horo xD on zawsze potrafi mnie rozbawić. No nic, już kończę i na dziś się z wami żegnam. :)
Zapowiedź następnego rozdziału " 4. Zemsta pomarańczowych słuchawek"
Impreza w namiocie Hao?!
OdpowiedzUsuńBez urazy.. ALE CZY YOH KOMPLETNIE ODBIŁO!? Gdyby to był ten kochany Haoś, któly dla blaciska zlobi wsyśtko, to rozumiem.. Ale robić imprezę w namiocie złego HAO!? Yyyy... Moja logika tego chyba nie pojmuje...
- Hao?
- No...?
- Śpisz?
- Śpię.
- Aha...
Ta rozmowa mnie rozwaliła xD Nie ma to jak powkurzać brata ;) A przez moment, gdy Hao zakrył głowę poduszką zdawało się, że bliźniacy zachowują się jak normalni (dobra.. względnie normalni) kochający się bracia!! Kyaa!! *.* Oby tak dalej!
Ale lekkiego focha to mam. Reeen ;( Jak można tak go krzywdzić?? Znaczy nie mówię, że Yohsia można, a Rena nie można, ale po prostu moim zdaniem Ren nie powinien być skrzywdzony (cóż za inteligentna wypowiedź... *like a boss*). Na czym to ja...? Aaaa, już wiem. Tak więc Haoś zachował się mucho mucho nieładnie. Ale o tym porozmawiamy już w domu... Tak, Hao..?
H: ...
Rozdział się podobał i naprawdę nie rozumiem, na co narzekasz..
Genki desu! :*
o lolXD pomijam, że pomysł wkurzania Hao jest równie dobry jak rozpalanie ogniska na baniaku benzyny w centrum reaktora jądrowego, ale... jest genialny w swej szczerej, braterskiej złośliwościXD boję się tylko, żeby konsekwencje tego nie zabolały Yohsia... no ale cóż, niech się Haoś przyzwyczai, że nie wszyscy będą mu wiecznie ślepo posłuszni. Poza tym zasłużył sobie na taki mały rewanż;P
OdpowiedzUsuńzgadzam się z Yohao - rozmowa bliźniaków w środku nocy była bezbłędna;D ^o^ taka... asakurzasta...*o* więcej takich!:D powolutku, powolutku i bracia nie będą mogli bez siebie żyć^^
Ren wprawdzie ostatnio irytująco się puszył, ale w tym rozdziale się zrehabilitował;) coś jednak wyniósł z przyjaźni z Yoh i resztą;) mam nadzieję, że jego słowa poważnie dały Hao do myślenia;)
kurczak... naprawdę boję się myśleć, co wykombinują Yoh i Horo...^^'' tylko niech Hao już więcej tak nie krzywdzi braciszka, dobrze...? ani jego przyjaciół...
rozdział się bardzo podobał^^ nie wiem, co Ty do niego masz;P no dobra, mogłoby w nim być trochę mniej znęcania się nad Yohsiem...^^';
buziaczki i z niecierpliwością czekam na next:)
a wiesz, co sobie dzisiaj kupiłam? JOGURT XD
o lolXD pomijam, że pomysł wkurzania Hao jest równie dobry jak rozpalanie ogniska na baniaku benzyny w centrum reaktora jądrowego, ale... jest genialny w swej szczerej, braterskiej złośliwościXD boję się tylko, żeby konsekwencje tego nie zabolały Yohsia... no ale cóż, niech się Haoś przyzwyczai, że nie wszyscy będą mu wiecznie ślepo posłuszni. Poza tym zasłużył sobie na taki mały rewanż;P
OdpowiedzUsuńzgadzam się z Yohao - rozmowa bliźniaków w środku nocy była bezbłędna;D ^o^ taka... asakurzasta...*o* więcej takich!:D powolutku, powolutku i bracia nie będą mogli bez siebie żyć^^
Ren wprawdzie ostatnio irytująco się puszył, ale w tym rozdziale się zrehabilitował;) coś jednak wyniósł z przyjaźni z Yoh i resztą;) mam nadzieję, że jego słowa poważnie dały Hao do myślenia;)
kurczak... naprawdę boję się myśleć, co wykombinują Yoh i Horo...^^'' tylko niech Hao już więcej tak nie krzywdzi braciszka, dobrze...? ani jego przyjaciół...
rozdział się bardzo podobał^^ nie wiem, co Ty do niego masz;P no dobra, mogłoby w nim być trochę mniej znęcania się nad Yohsiem...^^';
buziaczki i z niecierpliwością czekam na next:)
a wiesz, co sobie dzisiaj kupiłam? JOGURT XD
Hahaha! No cóż, smacznego jogurtu! xD(albo króla duchów,jak kto woli) W każdym razie, to co robisz, jest KANIBALIZMEM!XD
Usuńa no, rozmowa w nocy..bardzo epicka,dużo epitetów,metafor i porównań xD I Ren się faktycznie zrehabilitował. Co ja chce od tego rozdziału? Sama wiesz, nie lubie opisywać walk tak samo jak ty-.- i w ogóle...ja wole asakurzaste momenty z braćmi xD ale...juz niedługo,niedługo. Powoli zbliżamy się do czegoś ciekawszego ^^ Tak, ja też sie boje co Horo horo i Yoh zrobią,ale spełnie twoją prośbe,nie HAO nie skrzywdzi już Yosia:) bo to Horo horo nabroi,xD Yoh nie ma aż takich genialnych specjalizacji w robieniu imprez xD
hahahaha
wyobraziłam sobie Horo horo tańczącego z falującym brzuchem i muzyczka"Bania u cygana"xDDD omg...O.o to nie chce wyjść mi z głowy...Horo horo,idz sobie!*trząsa mózgownicą* *nic to nie daje* *słyszy to przez reszte dnia *xDDD
Najlepszy był ten fragment w namiocie Hao. Tak jakby byli prawdziwymi braćmi. No niby są. No, ale jak by to ładnie nazwać. Mają inne sposoby na życie. Jak by tu podsumować ogólnie rozdział. Hm...Był taki Asakurzasty. Tak na marginesie, to słowo powinno być w słowniku. Coś mi się zdaję, że Yoh zapłaci słono za tą imprezę w namiocie Hao. No to tak na koniec. Czekam na nn.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;*
Karaoke u Hao xD aż nie moge sie doczekać następnego rozdziału ^^. A ta rozmowa w namiocie była urocza. Uwielbiam ich w wersji BBF *best brothers forever* ;) A jak Hao tknie Anne to mu włosy obetnę *powiało grozą*...Nie, nie mogłabym, za bardzo kocham ten jego włochaty styl życia xD Co nie zmienia faktu, że Anny tykać nie wolno. xD Czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam ;))
OdpowiedzUsuńTak, ta nocna rozmowa bliźniaków była bardzo asakurzasta ^o^ aż chce się czytać więcej. takich. :D
OdpowiedzUsuńAle pomysł zrobienia imprezy u Hao jest bardzo, bardzo złym pomysłem. Nie pojmuję tego. Przecież Yoh powinien wiedzieć, jakie to będzie miało konsekwencje. Oj, Yohś, abyś potem tego nie żałował...
Najwidoczniej Ren czegoś się nauczył przy Yoh. Tak trzymaj ;)
Dobra, kończę już, bo zaraz jadę na studniówkę ^^
Rozdział bardzo się podobał i czekam na next.
Pozdrawiam (
Awwww, teraz mi to nie da spać po nocach!!! xDD Nie, no, jak dla mnie, ten rozdział wyszedł znakomicie i wcale nie był "fuj i w ogóle błe" ;P Mi się podobało i już się nie mogę doczekać następnej części i ich niecnego planu *zaciesz* A więc czekam, czekam, czekam, czekam, czekam ....,(n),..., czekam <3333 Zastanawiam się, jaka ta zemsta będzie, ale pewnie nawet jej sobie nie wyobrażam. Horo horo wkracza do akcji, ooojjjjjjj, będzie się działo!
OdpowiedzUsuńA teraz pozwól, że przytoczę tu cytaty i moje skojarzenia XD:
"Zawsze rano powinieneś pozdrowić mistrza Hao, ukłonić się i życzyć mu miłego dnia" - no to już przegięcie i Yoh dobrze postąpił, że nic nie powiedział, bo Hao nic się nie należy (no chyba że rózga od Mikołaja pod choinką^^). A, i od razu przypomniało mi się, jak Opacho zamieniał się w owieczkę w jednym odcinku, z czego zawsze ryłam z pół godziny! xDD Nie mogę z niego T.T
"Całą resztę dnia młody Asakura przystosowywał się do życia w obozie Hao" - co myślisz o nowym przedmiocie w szkole: przystosowanie do życia w rodzinie Asakurów, na czele z patologicznym Hao...? Nie taki zły pomysł xDD
No i, tak mi się tu szkoda zrobiło mojego Rena... Ale zasada "zniszcz, albo zostaniesz zniszczony" zawsze i wszędzie musi być! >D Ren by się chyba bez niej nie odnalazł w świecie, biedaczek... Bo co by zrobił ze swoją dumą?^^
- Hao?
- No...?
- Śpisz?
- Śpię.
- Aha.
- No co chcesz?
- Rozjebać ci mózg i wysadzić w powietrze... => tak powinien powiedzieć Yoh XDDDDDD
Dobra, ale przymknę się już i cierpliwie poczekam na następną część. ;D
Weny, weny, weny! Pozdrawiam ;****
Jebłam xD TWÓJ KOMENTARZ BYŁ WSPANIAŁY, JA ..ja powinnam zrobić w każden notce wyróżnienie za najlepszy komentarz, twój pobił wszystkie na kolana xD *Turla sie ze śmiechu* a jak przeczytałam rozmowe bliźniaków w twojej wersji to po prostu łzy w oczach ze śmiechuxDDD genialne,epickie! Kłania sie! Mój mistrzu!!! xD
Usuń
UsuńALE CZEKAJ ,Amidamaru! tu powinno być jeszcze zakończenie od Hao!xD
Hao?
- No...?
- Śpisz?
- Śpię.
- Aha.
- No co chcesz?
- Rozjebać ci mózg i wysadzić w powietrze...
- Powodzenia braciszku, tam już dawno nie ma mózgu...xD
Oficjalnie stwierdzam, że Yoh jest głupi. Tak go kocham ale mam ochotę walnąć mu w ten pusty łeb. Wyobraziłam sobie imprezę w namiocie Hao i jego wściekłość. Nieee. Wyobraziłam sobie coś lepszego. Hao tańczący do tej irytującej mnie piosenki "psy" (cos tam cos tam tytułu nie pamiętam) Opa opa Hao oooo sexy lady hhahahaha o losie nie moge hahaha. Nie no przepraszam. W ogóle to stwierdzam fakt, że udało mi sie nadrobić rozdziały! Teraz moge czekać niecierpliwie na nowy rozdział! Dodam jeszcze kilka słów takich od siebie.
OdpowiedzUsuńYoh to taka pierwsza moja miłość. Dosłownie teraz mam 18 lat a nadal go kocham całym sercem! Nie mam pojecie jak to jest możliwe, że kocham postać z Mangi czy Anime. W ogóle jak to jest 7 lat minęło a ja nadal mam faze i to chyba jeszcze większa niż miałam. Dobra teraz jestem bardziej jakaś taka niewyżyta emocjonalnie. Hmmm taaaak Anna i Yoh to teraz tak trochę inaczej postrzegam i na dzikie porno nie liczyłam w anime ale teraz żałuje, że Anne w anime pokazali jako taka trochę zołzę bo w mandze jest cudowną osobą. Dobra zaczęło robić się dziwnie więc już skończę mój "monolog".
życzę dużo dużo weny i pisz pisz pisz. Czekam na piękna "zemstę" Yoh.
Pozdrawiam ♥
Hahhh :D "Lubię cheesburgery" xD Ty to masz pomysły xDD Ja nie wiem skąd je bierzesz ^^ Zapewne jak jesz jogurt to taka fala weny cię napływa xD *dobry żart nie jest zły* :D Pozdrów ode mnie Króla Szamanów ! Niezły jest :3
OdpowiedzUsuń~ Kagamin-chan z DA :)